Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2021

Joe Biden wizytą w Europie wywołał mieszane uczucia w Azji

Autor: Instytut Boyma
Dodano: 22-06-2021 21:00

Pierwsza podróż nowego amerykańskiego prezydenta była maratonem wielostronnych spotkań, od szczytu formatu G7 w Wielkiej Brytanii, gdzie spotkali się liderzy bogatych demokracji, przez szczyty NATO i USA-UE w Brukseli, aż po spotkanie z rosyjskim prezydentem Putinem w neutralnej Genewie. Celem podróży była naprawa relacji Ameryki z europejskimi sojusznikami. Jednak była ona też z uwagą śledzona w Azji, ze względu na pierwszoplanową rolę, jaką w rozmowach zajmowały Chiny i autorytarny model rozwoju, jaki eksportują.

Nadzieje związane są z powrotem Ameryki, która odbudowuje swój wizerunek jako przewidywalnego i stabilnego partnera, zaangażowanego w stawianie czoła globalnym wyzwaniom. Istotnym tego przejawem jest orkiestrowane przez USA wsparcie dla minimalnej stawki podatku od zysków korporacji.

Obawy powodują pytania o skuteczność i trwałość zaangażowania Stanów na świecie oraz solidność ich aliansów. Dla przykładu, w Europie nie doszło do spotkania premierów Korei i Japonii, ważnego gestu w napiętych stosunkach między Seulem a Tokio. Na ich relacjach ciążą nadal kwestie historyczne z czasów japońskiej okupacji i kolonizacji Półwyspu.

Wyraźne były też różnice między europejskimi sojusznikami w kwestii języka używanego wobec Chin oraz - co za tym idzie - strategii wobec tego wzrastającego mocarstwa. W uboższych krajach, takich jak Indie, rozczarowanie powoduje zaś mało ambitna polityka pomocy w globalnej akcji szczepień i transformacji klimatycznej uboższych państw globu.

W rezultacie spotkań w Europie Pekin wzmocnił swoją narrację o Chinach jako oblężonej twierdzy, otoczonej państwami, które pod wpływem USA będą starały się powstrzymać ich wzrost.

Każde z azjatyckich państw uczestniczących w szczycie dba o przynajmniej poprawne relacje z Pekinem. Co więcej, liderzy Korei i Australii, uzbrojeni w amerykańskie poparcie, wykonali gesty wobec Pekinu. Australijski premier wspomniał o nadziejach na rozwiązanie sporów handlowych na linii Pekin-Canberra. Oficjalnie Seul planuje bilateralną wizytę z Chinami. 

Skokowy wzrost sympatii do USA

Atutem amerykańskiego prezydenta była znaczna poprawa wizerunku USA w ostatnich miesiącach. Po zmianie administracji opinia publiczna bardzo szybko odzyskała zaufanie do amerykańskiego przywództwa na świecie. Wedle opublikowanego na początku czerwca przez amerykańską pracownię badań społecznych Pew Research sondażu, we Francji czy Niemczech odsetek pytanych posiadających pozytywne nastawienie do polityki amerykańskiej wzrósł o około 30 proc. Obecnie prawie dwóch na trzech respondentów w tych krajach wyraża się pochlebnie o USA.

Wśród azjatyckich partnerów USA zaufanie do Ameryki też wzrosło, choć z wyższego niż Europie poziomu. Przoduje tu Japonia i Korea Południowa, gdzie pozytywna ocena Stanów wzrosła do odpowiednio 71 proc. i 77 proc. Jedynie w Australii po wzroście o 15pp. Amerykę pozytywnie postrzega tylko co drugi badany.

We wszystkich państwach partnerskich Joe Biden dostał duży osobisty kredyt zaufania jako osoba, która właściwie działa na arenie międzynarodowej. Tego zdania jest co najmniej dwóch na trzech pytanych, zarówno wśród europejskich jak i amerykańskich sojuszników.

Korea: spotkanie z Zachodem już było, czas na rozmowy z Chinami

Uwagę południowokoreańskich mediów przykuły szczególnie wydarzenia związane ze szczytem G7 w Kornwalii, w którym udział wziął także prezydent Moon Jae-in. Spotkanie to było poczytywane jako okazja do ewentualnego trójstronnego spotkania Joe Bidena z przywódcami Korei Południowej i Japonii. Ci dwaj azjatyccy sojusznicy Stanów Zjednoczonych od lat zmagają się z kryzysem politycznym i gospodarczym we wzajemnych relacjach, spowodowanym zaszłościami historycznymi. Złe relacje pomiędzy Japonią a Koreą Południową utrudniają Amerykanom budowanie silnego frontu w regionie Indopacyfiku. 

Poważnym wyzwaniem dla Koreańczyków jest także amerykański nacisk na wspólne powstrzymywanie ekspansywnych Chin. Jak podają południowokoreańskie media, prezydent Stanów Zjednoczonych zabiegał o wspólne stanowisko uczestników szczytu G7, w którym Państwo Środka miało zostać potępione za naruszanie praw człowieka, szczególnie prześladowanie Ujgurów oraz pozostałych mniejszości etnicznych.

Kwestie te zostały podniesione w wspólnej deklaracji uczestników spotkania. Co więcej, na początku kolejnego tygodnia państwa członkowskie NATO wypowiedziały się jeszcze bardziej zdecydowanie w kwestii azjatyckiego mocarstwa. Chiny zostały bowiem określone globalnym wyzwaniem dla bezpieczeństwa. Pekin został wezwany do odpowiedzialnego działania na arenie międzynarodowej oraz powstrzymania swojej ekspansywnej polityki. 

Koreańczycy starają unikać konfrontacyjnego języka, które może utrudnić im zachowanie korzystnych relacji z Chinami. Te mają bowiem istotny wpływ na rozwój gospodarki Korei Południowej oraz utrzymanie równowagi na Półwyspie Koreańskim.

Jak podaje koreańska agencja prasowa Yonhap, najnowsze wydarzenia mogą skłaniać Seul do intensywniejszych starań o spotkanie Xi Jinpinga i Moon Jae-ina. O wizycie chińskiego przywódcy w Korei Południowej obaj politycy mówili już od dłuższego czasu. Dla Seulu jest ono potrzebne dla zbalansowania napięcia, które zostało jeszcze bardziej wzmocnione ostatnią wizytą Joe Bidena w Europie. 

Australia, czyli sukces europejskiej podróży premiera

Z czterech “szczytów” podczas europejskiej podróży prezydenta Bidena – państw NATO, USA-UE, spotkania Biden-Putin oraz G7 – dla australijskiej opinii publicznej najważniejszym wydarzeniem były obrady liderów największych światowych demokracji. W Londynie w szczycie G7, bo o nim mowa, brał bowiem udział jako gość specjalny również Scott Morrison, premier Australii.

Przy okazji wizyty w Wielkiej Brytanii podpisał do końca twardo negocjowaną umowę handlową z Wielką Brytanią. Był to z jego strony ważny gest w kierunku Londynu. Choć szacunki mówią, że może ona dodatkowo zwiększyć PKB obu krajów jedynie o około 0,02 proc. PKB rocznie, to dla premiera Johnsona podpisanie układu miało symboliczne znaczenie. Brexit w narracji Londynu to szansa na szybszy gospodarczy zwrot ku Azji, kontynentowi-motorowi globalnego wzrostu gospodarczego.

Z australijskiego punktu widzenia istotny był przekaz szczytu i deklaracje liderów. Krytykowano - wprost i bardziej omownie - politykę chińską za naruszenia praw człowieka w zamieszkanym przez Ujgurów Sinciangu, wolności demokratycznych w Hongkongu, za praktyki i działania sprzeczne z zasadami wolnego rynku, za pogarszanie sytuacji bezpieczeństwa na morzach otaczających Chiny oraz wzywano do otwartego śledztwa dotyczącego pochodzenia koronawirusa powodującego COVID19. W dużej mierze były to problemy i sposób ujęcia bliski australijskiej dyplomacji w jej trwającym od ponad roku konflikcie z Chinami. 

Deklaracje przywódców państw G7 zostały odebrane w Australii jako ważne międzynarodowe wsparcie dla premiera. Co istotne, umocniony poparciem demokratycznych liderów, australijski premier zadeklarował chęć podjęcie dwustronnych rozmów na rzecz rozwiązania sporów z Pekinem. Szczyt w Glasgow może posłużyć Australii nie do izolowania Pekinu, ale do wzmocnienia własnej pozycji względem niego.

Indie, czyli (umiarkowane) rozczarowanie

Podobnie, jak w australijskim przypadku, dla indyjskiej opinii publicznej najważniejszym wydarzeniem tego intensywnego dyplomatycznego tygodnia w polityce amerykańskiej był szczyt G7, na który jako goście specjalni zapraszani są od 2003 r. premierzy Indii.

Modi, łącząc się za pomocą video z ogarniętej pandemią stolicy, podkreślił, że Indie i G7 to „naturalni sojusznicy”. Także z punktu widzenia New Delhi istotny był stanowczy język używany wobec polityki Pekinu. Indie upamiętniają obecnie pierwszą rocznicę krwawych starć na granicy z Chinami.

Jednak - jak zwrócił uwagę dziennik „The Hindu” - praca indyjskiej dyplomacji skupiona była w ostatnich tygodniach na zdefiniowaniu zagrożeń dla bezpieczeństwa w regionie w poszczytowych dokumentach.  Indie nie chciały się jednoznacznie przyłączyć do potępienia „wzrastającego autorytaryzmu” na świecie, wyłączeń internetu, manipulacji informacjami czy innych naruszeń swobód obywatelskich i praw człowieka. Same są bowiem oskarżane o podobne praktyki, głównie w Kaszmirze, terytorium pod kontrolą New Delhi o znacznej większości muzułmańskiej.

Jednak wobec efektów szczytów międzynarodowych indyjska opinia publiczna pozostawała także krytyczna w innych sprawach. Dla przykładu Seema Sirohi, doświadczona dziennikarka skrytykowała obietnicę państw G7 dostarczania 1 mld dawek szczepionki przeciw koronawirusowi do końca 2022. Jej zdaniem jest to kropla w morzu potrzeb, a dostawy dopiero w przyszłym roku przedłużą pandemię w krajach rozwijających się.

Państwa “globalnego Południa”, w których obecnie pandemia zbiera najstraszniejsze żniwo, nie usłyszały zobowiązań dodatkowego wsparcia swoich polityk klimatycznych. W sytuacji głębokiej recesji spowodowanej pandemią, trudno będzie im dotrzymać zobowiązań z Paryża. Trzecim punktem indyjskiej krytyki były widoczne różnice między USA a państwami Unii w języku i polityce wobec Chin. Zdaniem indyjskich komentatorów Pekin będzie potrafił te rozbieżności wykorzystać.

Pozytywnym efektem zgromadzenia G7 była zaś dla indyjskiej opinii publicznej deklaracja o pracach nad minimalnym obciążeniem podatkowym dla globalnych firm w krajach, w których faktycznie prowadzą działalność. Może to bowiem przełożyć się na dodatkowe wpływy podatkowe w państwach takich, jak Indie.

Japonia: Ameryka wraca, ale na jak długo?

Szczyt G7, główne wydarzenie dla japońskiej opinii publicznej, został przyjęty jako powrót znaczenia tego formatu do światowej polityki.  G7 to dla Japończyków grupa państw demokratycznych, promujących globalny ład oparty na prawie międzynarodowym. Podkreślane są przede wszystkim dwa elementy.  Było to pierwsze od dwóch lat - ze względu na pandemię - osobiste spotkanie przywódców państw członkowskich. Po drugie szczyt w Kornwalii oznacza powrót Stanów Zjednoczonych do roli przywódcy państw demokratycznych. Pozytywnie odebrano również dużą uwagę, jaką G7 poświęciła Chinom, których relacje z Japonią są trudne.

Japońskie media nie rozpływają się jednak w zachwytach. Jeden z głównych dzienników “Asahi Shimbun” zwraca uwagę, że globalny odwrót od liberalizmu nie jest spowodowany li tylko wzrostem państw autorytarnych pod wodzą Chin i Rosji. W równym stopniu odpowiedzialne są państwa demokratyczne, w których nierówności i dyskryminacja stwarzają pożywkę dla populistów i polityki zagranicznej w stylu “America First”, co poważnie zaszkodziło demokracji. Gazeta wzywa państwa G7 do zrobienia poważnego rachunku sumienia, bez którego nie odzyska wiarygodności i znaczenia.

Podobnie, choć w nieco innym świetle stawia sprawę platforma Nikkei. Jej redakcja podkreśla, że prawdziwa wartość odnowionej G7 zależeć będzie od tego, czy grupa będzie w stanie wyjść poza manifestowanie jedności. Kluczowym czynnikiem w odbudowie globalnej wiarygodności i znaczenia G7 może okazać się realizacja zapowiadanych - z japońskiego punktu widzenia hojnych - dostaw szczepionek przeciw COVID-19 dla państw rozwijających się. Nikkei zwraca również uwagę na konieczność koordynowania przez państwa grupy polityki wobec Chin, co jak przyznaje będzie trudnym zadaniem.

Chiny: o nas bez nas

Chiny nie są członkiem G7, jednak bacznie obserwują przebieg szczytów, komentując podejmowane tam decyzje. Pekin jest krytycznie nastawiony do samej idei rozmowy o Chinach bez Chin w wykonaniu największych demokracji na świecie. Szczególnie, że tegoroczne spotkanie w tym elitarnym gronie miało na celu m.in. koordynację wspólnej polityki wobec Państwa Środka. 

Niedopuszczalne dla strony chińskiej były oświadczenia liderów G7 dotyczące łamania praw człowieka w Sinciangu i represjonowania opozycji prodemokratycznej w Hongkongu. Chiny uznały to za manipulację polityczną i ingerencję w ich wewnętrzne sprawy. Ponadto państwa G7 wezwały do śledztwa w sprawie pochodzenia wirusa, a także pokoju w cieśninie tajwańskiej. Uznały także za koniecznie stworzenie funduszu inwestycyjnego dla państw rozwijających się, który stanowiłby alternatywę dla Inicjatywy Pasa i Szlaku (BRI). 

Z chińskiego punktu widzenia G7 w nieuprawniony sposób ingeruje w wewnętrzne polityki Chin, a z drugiej ma ambicję powstrzymania ich globalnego wzrostu, którego symbolem jest BRI. Taka kombinacja nacisku w sprawach wewnętrznych i zagranicznych powoduje w Pekinie nasilenie syndromu oblężonej twierdzy, państwa okrążonego wrogimi siłami.

Więcej komentarzy o Azji na stronie Instytutu Boyma

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2021