Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2021

Oszczędzają asfalt i energię na budowach. Nowatorski pomysł start-upu z Polski

Autor: Paweł Szygulski
Dodano: 05-07-2021 12:15 | Aktualizacja: 12-07-2021 06:42

Na dużych inwestycjach typu budowa dróg ekspresowych czy autostrad, gdzie strata materiału często przekracza ponad 1000 ton, oszczędność energii może być porównywalna z rocznym zapotrzebowaniem na prąd dla małej miejscowości - zachwala rozwiązanie swojej firmy Krzysztof Przybylski, prezes KPMP, start-upu - jednego z triumfatorów konkursu Start-up Challenge.


Jak postępują prace nad komercjalizacją belki ReBe?


- Jesteśmy w końcowej fazie testów w środowisku produkcyjnym, czyli na budowie. Wyniki laboratoryjne, jak i opinie użytkowników na temat ReBe są bardzo dobre.

Przygotowujemy się do wejścia na rynek w ciągu najbliższych 1-2 miesięcy. Wraz z firmą Colas Polska bierzemy udział w programie akceleracyjnym IndustryLab II, w ramach którego otrzymaliśmy grant na dokończenie testów na budowie.

Nasze rozwiązanie, czyli belka oporowo-najazdowa ReBe, z jednej strony nadaje mieszance asfaltowej odpowiedni kształt na końcu odcinka roboczego oraz zapewnia parametry jakościowe, z drugiej - umożliwia swobodny wjazd i zjazd walcom oraz innym pojazdom. To pozwala na płynne łączenie ze sobą kolejnych etapów układania nawierzchni.
Dzięki belce ReBe, która pozwala następnego dnia wznowić pracę dokładnie od miejsca zakończenia w dniu poprzednim bez konieczności usuwania części wykonanej nawierzchni, redukujemy znacząco straty materiału, eliminujemy zbędne procesy, zachowując jednocześnie wysoką jakość nawierzchni asfaltowej, co w sposób jednoznaczny potwierdzają przeprowadzone przez nas badania laboratoryjne.

Zobacz także: Od ścieżki rowerowej po autostradę. Polski start-up rewolucjonizuje plac budowy

Ponadto ReBe przynosi nie tylko wartość dodaną w rozumieniu obniżenia kosztów, ale także wpływa w sposób wymierny na redukcję negatywnego wpływu realizacji projektów infrastrukturalnych na środowisko.

Dzięki redukcji odpadów asfaltowych związanych z przygotowaniem końca sekcji roboczej, redukujemy też emisję gazów cieplarnianych oraz zapotrzebowanie na energię. Na dużych inwestycjach - typu budowa dróg ekspresowych czy autostrad, gdzie strata materiału często przekracza ponad 1000 ton - oszczędność energii może być porównywalna z rocznym zapotrzebowaniem na prąd dla małej miejscowości.

Jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że ReBe znajduje zastosowanie nie tylko na dużych projektach, ale też przy budowie dróg lokalnych, skala oszczędności czy też redukcji zanieczyszczenia środowiska może być ogromna.

Inwestycji budowlanych w Polsce nie brakuje. Czy takim razie pandemia w jakiś istotny sposób skomplikowała działalność KPMP?

- W 2020 roku pandemia mocno pokrzyżowała nam plany. Praktycznie opóźniła wprowadzenie naszego produktu na rynek o rok względem pierwotnych planów. Wynikało to z dużej niepewności zarówno całego rynku, jak i naszych klientów.

Był to okres, w którym pozamykaliśmy się w domach, pracowaliśmy zdalnie, tymczasem w branży budowlanej kontakt bezpośredni jest bardzo istotny. My wprowadzamy innowację technologiczną, która wymagała przetestowania na budowie, rozmowy z ludźmi, kontaktu bezpośredniego z użytkownikiem - a tego niestety nie dało się wtedy zapewnić.

Jednocześnie szukaliśmy kapitału na rozwój. Rynek finansowania dla tego typu start-upów na początku pandemii również był bardzo trudny...
Na szczęście w 2021 roku pandemia nie wpływa już tak negatywnie na nasze procesy operacyjne i plany rozwojowe. Dostosowaliśmy się do nowej rzeczywistości.

Pomimo że pandemia opóźniła rozwój produktu, wewnętrznie na firmę nie miała większego wpływu, ponieważ operacyjnie byliśmy gotowi na pracę zdalną i przeniesienie większości działań online.

Z początku działalność KPMP była finansowana przez założycieli start-upu, w tym pana. Czy to się jakoś zmienia?

- Rzeczywiście finansowaliśmy się sami, z własnych środków, prywatnych oszczędności i intensywnie poszukiwaliśmy inwestora, który wsparłby nas kapitałowo, dał możliwość przyspieszenia prac badawczych.

Pozytywnym impulsem był konkurs Start-up Challenge, w którym triumfowaliśmy na początku września 2020 roku. To dało nam zdecydowanie większą rozpoznawalność i pozwoliło przyspieszyć istotne dla naszej działalności decyzje.

To znaczy, że reklama w takim konkursie pozwala napędzić rozwój start-upu?

- Tak, Start-up Challenge był pierwszym konkursem, w którym udało nam się zajść tak wysoko. To pociągnęło za sobą publikacje w mediach, także tych społecznościowych.

Zainteresowanie naszym rozwiązaniem wzrosło w sposób znaczący. Trafiliśmy do obszarów, do których wcześniej nie spodziewaliśmy się trafić. Odzywały się do nas firmy, które wyrażały chęć testowania i wsparcia nas w rozwoju tej technologii. Ułatwiło nam to też rozmowy z inwestorami - w kontekście weryfikacji technologii.
Od Start-up Challenge zaczęła się seria wyróżnień także w innych prestiżowych konkursach i inicjatywach. Ten pierwszy sukces okazał się być katalizatorem dla kolejnych...

W nagrodę za Start-up Challenge mieliśmy przyjemność uczestniczyć w programie InCredibles, realizowanym pod patronatem Sebastiana Kulczyka. Dostarczył on nam wiele kontaktów oraz dał możliwość zobaczenia, jak należy prowadzić biznes, na co warto zwrócić uwagę. To były bardzo cenne wskazówki, z których teraz czerpiemy, i które na bieżąco wykorzystujemy w działalności biznesowej.

Można zatem powiedzieć, że sprawy nabrały dla was rozpędu?

- Tak, i chociaż rozwój pandemii po konkursie oraz nadejście sezonu zimowego na budowach nam nie sprzyjały, to dzięki m.in. Start-up Challenge promowaliśmy nasze rozwiązanie wśród przyszłych klientów oraz inwestorów.

Z belką ReBe celujecie nie tylko w rynek polski, ale również zagranicę. Jakie macie tu perspektywy?

- Jeżeli chodzi o wyjście na rynki zagraniczne, to perspektywy są bardzo dobre. Wynika to z jednorodności procesu technologicznego. Nasza belka ReBe może być stosowana wszędzie, bez ograniczeń. Nie ma tu barier geograficznych czy klimatycznych.
Otrzymujemy szereg pozytywnych sygnałów. Odzywają się do nas firmy z zagranicy, które znajdują w sieci informacje o naszym rozwiązaniu i są nim zainteresowane, bo z technologicznego punktu widzenia mają taki sam problem, jak firmy w Polsce.

Naszym celem pozostaje wejście na rynki zagraniczne w 2022 roku. Czas pokaże, jak uda się pokonać kolejnego czarnego łabędzia, którym teraz jest problem z dostępnością i cenami materiałów...

Jak bardzo sytuacja ta zagraża budownictwu?

- To istotny problem i zauważalny już od dłuższego czasu. Chodzi zarówno o dostępność materiałów, jak również ich ceny. Nie dość, że ceny zmieniają się dwucyfrowo - praktycznie z miesiąca na miesiąc, to również dostępność samych materiałów jest bardzo mocno ograniczona.

W nas to też uderza, jako firmę, która startuje, a nie może w pełni zaplanować produkcji - z uwagi na cenę i dostępność. To kolejne wyzwanie, z którym musimy się zmierzyć. Liczę, że uda nam się pokonać tę kolejną barierę, a rynek się ustabilizuje i wzrost cen zostanie zahamowany.

Logika biznesowa podpowiadałaby, że powinno się to jakoś wyrównać...

- Mamy nadzieję, że to krótkookresowy trend, perspektyw poprawy na razie natomiast nie widać. Uważam, że - tak jak to zrobiliśmy w przypadku pandemii- należy zacząć dostosowywać się do nowych realiów i nie wypatrywać tylko poprawy w przyszłości. Wyciągać z tego wnioski i przygotowywać się, że w takich warunkach przyjdzie nam działać przez pewien czas.

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2021