Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2023

Gazowy biznes czy polityka? Wielka unijno-rosyjska gra

Autor: Krzysztof Szczepanik
Dodano: 16-10-2021 06:00

Z dyrektorem programów energetycznych kijowskiego Instytutu Razumkowa, Wołodymyrem Omelczenko, rozmawiamy o tym, dlaczego ceny gazu w Europie tak nagle wystrzeliły w górę. Czy to działanie sztuczne, czy też obiektywny skutek katastrof na polach wydobywczych gdzieś na Syberii?

Cena gazu w całej Europie rośnie jak na drożdżach. Nikt nie wie, kiedy to szaleństwo się skończy, a zbliża się zima. Jak temu przeciwdziałać?

- Z gazem idzie wszystko wedle planu tworzonego w Moskwie... Europa jest mocno uzależniona od dostaw ze Wschodu. Zadowolony z tego jest sam Putin, jak i Gazprom. Kapitalizacja firmy powiększa się, zyski też. Na dodatek powiększa się wpływ na Europę.

Chociaż Nord Stream II jeszcze nie został uruchomiony - z powodu różnych kwestii proceduralnych - to właśnie w tym momencie Moskwa podwyższa ceny, wywołując panikę na rynku europejskim - byle tylko jak najszybciej mieć możliwość uruchomienia gazociągu na swoich warunkach prawnych.

A jak już ta trasa będzie ostatecznie uruchomiona, Europa jeszcze silniej odczuje uzależnienie od rosyjskiego gazu.

Czy są jakieś zdarzenia, które pokazują, że to może być rosyjska manipulacja, a nie kłopoty technologiczne na polach wydobywczych gdzieś na Syberii?

- Na rynku gazowym jest mnóstwo pośredników, którzy chętnie grają spekulacyjnie na popycie i podaży. A Gazprom na polecenia z Kremla daje tym spekulantom-pośrednikom sygnały, jak mają się zachowywać przy sprzedaży gazu.

Choćby takie sygnały, że „nie będziemy wysyłali gazu tranzytem przez Ukrainę”, „magazyny gazu puste, nie mamy czym ich zapełnić”, „Europa bez gazu zamarznie”. Takie sygnały ewidentnie wpływają na nastroje rynkowe. A zatem i na ceny.

Ponadto Rosja obecnie tylko wypełnia warunki długoletnich kontraktów na dopuszczalnym umowami poziomie minimalnym - bez żadnego tradycyjnego elastycznego podnoszenia na okres przedzimowy wolumenów ilościowych surowca. Nie ma też dostaw rosyjskiego gazu na rynek spotowy.

Rosjanie natomiast potajemnie (wobec Europy) powiększają zapasy gazu w swoich podziemnych zbiornikach. Ponadto tam, gdzie jest to tylko możliwe technologicznie, ograniczają wydobycie. To Gazpromu gra va banque... Wie, że nie możę kompletnie zerwać umów. Bo wtedy - prócz wysokich kar finansowych - narażają się na zastępowanie rosyjskiego gazu na rynku europejskim trochę droższym paliwem z Algierii, Kataru, USA czy Norwegii. A do tego nie chcieliby dopuścić...

Wszystko po to, by na europejskim rynku pozostać, ale na swoich warunkach. To znaczy bez europejskiego III energetycznego pakietu... Bo wprowadzenie tych prawideł nie pozwoliłoby na monopolistyczne wykorzystywanie gazociągów.

Rosjanie chcieliby także definitywnego przyzwolenia na omijanie w tranzycie gazu Ukrainy. I to mimo zupełnie innych deklaracji politycznych. Wszystko po to, by Kijów, pod zagrożeniem straty zysków z tranzytu gazu (około 3 miliardów dolarów rocznie), był bardziej uległy wobec Moskwy. Ponadto w takim przypadku Gazprom mógłby w ogóle ogłosić jakieś embargo na sprzedaż gazu Ukrainie...

Jeśli to gra Gazpromu, to na bardzo wysokim ryzyku... Wstrzymanie lub ograniczenie wydobycia gazu jest ze względów technologicznych bardzo trudne. Zbiorniki gazu, którymi dysponuje Rosja, nie są z gumy. Można oczywiście wydobywany gaz wypuszczać w powietrze. To jednak oznacza gigantyczne straty...

- Ograniczanie wydobycia dotyczy głównie nowo otwieranych odwiertów. Łatwo tam wstrzymać wiercenie do pokładów gazowych. Tym sposobem gaz nie jest tracony.

Obecnym swoim postępowaniem Gazprom pokazuje, że jest gotów zawsze grać z pozycji monopolisty - byle tylko uzależnić potencjalnego klienta ekonomicznie, ale i także politycznie. Bo gaz dla Rosji to bardziej polityka niż biznes...

Prawdziwym biznesem i źródłem bogactwa dla Moskwy jest ropa. W przypadku gazu Kreml jest gotów - w skrajnej sytuacji - nawet dopuścić do ograniczonych strat finansowych.

Co zatem Europa może zrobić, by oduczyć niesolidnego partnera takich kaprysów, jakie obecnie obserwujemy wokół sprzedaży gazu do krajów Unii?

- Podstawą jest tu konsekwentne przestrzeganie zasad dywersyfikacji zakupów. Ponadto rzeczywistym straszakiem na Rosjan byłyby ograniczenia w zakupach ropy naftowej. Z tego bowiem żyje budżet rosyjski.

Tylko jako akcję PR muszę traktować pożar w Nowym Urengoju, który ma być rzekomą przyczyną ograniczeń w dostawach gazu... Podobnie było kilkanaście lat temu z gazociągiem z Turkmenistanu. Wysadzili go w powietrze jacyś tajemniczy terroryści, do tej pory nie ujawnieni, a wszyscy obserwatorzy i tak uważali, że była to moskiewska akcja przeciw konkurencji w sprzedaży gazu.

Przypominam, że poszło o to, iż Turkmenistan wtedy chciał sprzedawać gaz bezpośrednio do Europy (transport tranzytowy przez Rosję), a Rosjanie upierali się, by to się odbywało za pośrednictwem Gazpromu. 

Uderzeniem w interesy rosyjskie byłoby obłożenie limitami zakupów rosyjskiego węgla. Albo nawet tylko zagrożenie wprowadzenia tego rodzaju zapisów.

Ponadto istotne by było zagrożenie, że nałożone zostaną sankcje na przesyłanie gazu przez Nord Stream II, jeśli Rosja (wedle interpretacji Zachodu) będzie wykorzystywała w dostawach gazu swoją monopolistyczną pozycję.

Władze Unii Europejskiej powinny po prostu opracować strategiczny plan walki z monopolistycznymi zapędami Rosji w kwestii eksportu surowców energetycznych w tsosunku do wszystkich krajów Unii. Tu wielką rolę miałyby wszelkie projekty przyspieszające przechodzenie całej energetyki na źródła odnawialne.

To wszystko niezbędne, gdyż obecne władze Rosji rozumieją tylko język siły. Jeśli zaś Unia nadal będzie wahliwa w odniesieniu do Rosji, to Putin dalej będzie grał na rozwalenie Wspólnoty.

Ukraina też kupuje rosyjski gaz...

- Władze w Kijowie nie mają już żadnych kontraktów z rosyjskimi firmami na dostawy gazu. Taka decyzja zapadła w roku 2015, choć nie ma formalnego zakazu importu gazu z Rosji.

Ukraińskie firmy już w tej chwili wydobywają ponad 20 miliardów metrów sześciennych gazu na terytorium kraju. Pozostałe 10 miliardów (potrzebne do zaspokojenia krajowego popytu) to import. Od firm z Zachodu.

To jednak ciągle rosyjski gaz przychodzący na Ukrainę za pośrednictwem innych firm.

- Trzeba traktować te zakupy jak podłączenie się do wielkiego jeziora gazowego, które wypełnia się surowcem z różnych źródeł - czy to z Norwegii, czy z Kataru, czy z USA, Algierii czy nawet z Rosji, albo też Polski lub Holandii. 

To ma być jeden ogólnoeuropejski rynek. Dzięki temu żaden kraj, żadna firma sprzedająca towar będący w dyspozycji Europejczyków nie może stawiać jakichś dodatkowych warunków politycznych czy wykorzystywać swojej monopolistycznej pozycji.

Jeśli takie myślenie nie zwycięży we wszystkich krajach europejskich, to nadal możemy mieć kłopoty z nagłymi podwyżkami cen gazu. Wystarczy kaprys kogoś na Kremlu...

W Kijowie rozmawiał: Krzysztof Szczepanik

Treść artykułu jest dostępna dla zalogowanych użytkowników posiadających aktywny abonament Strefy Premium. Zaloguj się

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2023