Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2022

Waży się przyszłość lotniska w Pyrzowicach. W regionie wrze

Autor: Adam Sierak
Dodano: 19-09-2022 06:00 | Aktualizacja: 19-09-2022 07:50

Po tym jak opublikowaliśmy wywiad z prezesem PPL Stanisławem Wojterą, w którym powiedział, że chce kupić dodatkowe akcje, by przejąć władze w Katowice Airport w województwie śląskim, ruszyła batalia w obronie "śląskości" portu.  Wsparcie dał minister pochodzący z tego regionu.

Katowice Airport od kilkunastu lat sukcesywnie buduje swoją pozycję rynkową -  jest obecnie największym lotniskiem czarterowym w Polsce oraz liderem w segmencie cargo wśród portów regionalnych (pierwsze miejsce w Polsce należy do lotniska Chopina w Warszawie, należącego do PPL – dop. red.). Dysponuje też największą w regionach bazą hangarową do obsługi samolotów.

2019 rok - ostatni pełny rok przed wybuchem pandemii - katowickie lotnisko zamknęło z 4 wynikiem wśród portów w Polsce (przed były kolejno: Warszawa, Kraków i Gdańsk).

Na początku 2022 roku, po dwóch latach z restrykcjami w podróżowaniu, Katowice Airport wskoczyło na 3 miejsce.

- Prowadzona od lat konsekwentna polityka finansowa, pozwoliła nam zrealizować szeroki program inwestycyjny oraz przetrwać bardzo ciężki okres kryzysu wywołanego przez pandemię koronawirusa. Jako spółka jesteśmy przygotowani na dalszy dynamiczny rozwój Katowice Airport. Aktualnie pracujemy nad nową pięcioletnią strategią, uwzględniającą wszystkie zmiany zachodzące w otoczeniu. Dzięki wsparciu największego gospodarczego regionu w Polsce, Katowice Airport posiada bardzo dobre perspektywy rozwoju - mówi Artur Tomasik, prezes Zarządu Górnośląskiego Towarzystwa Lotniczego SA (GTL SA), firmy zarządzającej Katowice Airport.

To także „perła w koronie” Węglokoksu. To właśnie ta państwowa firma z sektora górniczo-hutniczego posiada większościowy pakiet akcji (42,49 proc.) w spółce kierującej Katowice Airport.

Pozostałe udziały posiada województwo śląskie (34,88 proc.), Przedsiębiorstwo Państwowe „Porty Lotnicze"(PPL) z 17,30 proc. oraz miasto Katowice z 4,89 proc. akcji spółki.

- PPL jest zainteresowane dalszym rozwojem infrastruktury lotniczej i powiększaniem stanu posiadania. Nie jestem gotowy kupić każdego portu lotniczego w Polsce, ale na pewno jestem zainteresowany tymi z pierwszej ósemki. Pyrzowice się w niej mieszczą – mówił niedawno dla WNP.PL Stanisław Wojtera, prezes PPL.

Zobacz cały wywiad na ten temat z prezesem Przedsiębiorstwo Państwowego „Porty Lotnicze": 

Po tych słowach nie tylko w branży lotniczej zawrzało. Wszyscy boją się centralizacji

Przedsiębiorstwo Porty Lotnicze jest wyłącznym właścicielem portów w Warszawie, Radomiu i Zielonej Górze, a w przypadku 10 regionalnych portów posiada udziały w spółkach nadzorujących ich działanie. W niemal sąsiadującym z Pyrzowicami lotnisku w Krakowie PPL posiada prawie 80 proc.

PPL, na mocy ustawy, już niedługo stanie się też integralną częścią spółki CPK. 

Do walki o lotnisko rzucili się samorządowi udziałowcy spółki zarządzającej Katowice Airport.

- Chcemy dążyć do tego, aby rzeczywisty wpływ na to co się dzieje z spółką GTL, a co za tym idzie – co dzieje się z lotniskiem, został u nas, na Śląsku. Do tej pory bardzo dużo energii i środków przeznaczaliśmy na rozwój i działalność tego portu lotniczego. Jest to bardzo istotne dla nas z punktu widzenia naszej siły gospodarczej i jakości życia ludzi ze Śląska i Zagłębia – wyjaśnia Marcin Krupa, prezydent Katowic i dodaje, że przejęcie większościowych udziałów przez PPL pozbawi ich realnego wpływu na rozwój lotniska, a co za tym idzie – rozwoju miasta.

Firmy z będącej w poważnym kryzysie branży górniczej szukają stabilizacji. W tym tej finansowej. Z takiego założenia wyszli pozostali udziałowcy pyrzowickiego lotniska i dlatego zachęcają Węglokoks do sprzedaży swojego większościowego pakietu.

- W ostatnim czasie dwukrotnie złożyliśmy Węglokoksowi propozycję podejścia do rozmów nt. odkupienia akcji. Wydaje mi się, że posiadanie tych akcji Węglokoksowi nic nie daje. GTL SA(firma zarządzająca Katowice Airport- dop. red.) to nie jest spółka dywidendowa, która zarabia – mówi Jakub Chełstowski, marszałek województwa śląskiego.

- Na pewno przed Węglokoksem stoją inne wyzwania związane z górnictwem oraz hutnictwem. Jak to mówią – z pustego i Salomon nie naleje. Wydaje mi się, że zarząd tej firmy będzie zmuszony do szukania środków finansowych – dodaje Marcin Krupa, prezydent Katowic.

Katowicki Węglokoks to państwowa spółka, która od lat (i przez różne rządy) angażowana jest w ratowanie śląskiego górnictwa oraz hutnictwa. Odbywa się to z różnym skutkiem, co odbija się na stanie finansowym tej firmy.

Obecnie Węglokoks jest jednym z głównych podmiotów gospodarczych, na którym oparty jest system zapewniania odbiorcom w Polsce odpowiedniej ilości węgla przez zbliżającym się sezonem zimowym.

Czy jednak faktycznie jest wola ze strony tej węglowej spółki, by akcje lotniska sprzedać?

Pytanie jest o tyle zasadne, że w ostatnich kilkunastu latach z takim zamiarem zanosiły się aż dwa zarządy tej spółki i nigdy nic z tego nie wyszło.

- Nie komentujemy sprawy związanej z lotniskiem w Pyrzowicach – odpowiada nam krótko Łukasz Śmigasiewicz, wiceprezes ds. finansowych w Węglokoksie.

- Chciałbym jasno i wyraźnie zaznaczyć – nie po to rezygnowaliśmy z dywidend w GTL-u, żeby dzisiaj lekką ręką nasz wspólnie wypracowany majątek przekazać w zarząd poza ten region – wprost mówi prezydent Katowic.

Według naszych informacji w sprawę osobiście zaangażował się Grzegorz Puda, minister funduszy i polityki regionalnej. Póki co zapędy zakupowe PPL miały zostać nieco ochłodzone. Trzeba w tym miejscu dodać, że minister pochodzi z Bielska-Białej (woj. śląskie), a jego resort nadzoruje w dużej mierze sektor lotnictwa cywilnego w Polsce. Politycznie ciążyłoby więc na nim, gdyby jednak śląskie lotnisko trafiło pod warszawski nadzór.

Skąd wziąć 0,5 mld złotych na akcje lotniska, gdy kasy samorządów świecą pustkami?

Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że 42,5 proc. akcji, które posiada Węglokoks, mogą być warte między 500 a 700 mln złotych

Tak dużo zabezpieczonych pieniędzy nie mają ani w Katowicach, ani w budżecie województwa śląskiego.

- Na pewno byłaby to transakcja, która przekroczyłaby 200, może i nawet 300 mln złotych. Zależy to jednak od wyceny i sposobu wyliczania wartości tych akcji. Każda ze stron musi się zgodzić na zastosowaną metodologię. Nie jesteśmy jeszcze na tym poziomie zaawansowania rozmów z Węglokoksem. My jednak jesteśmy gotowi już o tym rozmawiać – wyjaśnia marszałek województwa, Jakub Chełstowski.

Opcje, by pozyskać setki milionów złotych, są dwie. Pierwsza to wspólny finansowy wysiłek Katowic i Urzędu Marszałkowskiego.

Druga to szeroka finansowa koalicja z chętnymi miastami wchodzącymi w skład Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii.

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2022