Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2023

Biznes szuka dobrych ludzi. Potrzeby są ogromne

Autor: Jacek Ziarno
Dodano: 01-10-2022 12:00

Jesteśmy jednym z najlepiej wykształconych narodów wśród krajów OECD, ale biznes ciągle ma uwagi do proporcji kształcenia teoretycznego i praktycznego.

Polska zajmuje trzecią lokatę w prestiżowej międzynarodowej ocenie umiejętności uczniów PISA (Programme for International Student Assessment - międzynarodowe badanie koordynowane przez OECD - przyp. red.).

- Jesteśmy także jednym z najlepiej wykształconych narodów wśród krajów OECD - aż 92 proc. obywateli Polski w wieku 25-64 lat ma co najmniej średnie wykształcenie. Na polskich uczelniach studiuje prawie 1,3 mln studentów, co pozwala Polsce zająć wysokie 4. miejsce w Europie pod względem ich liczby - przypomniał niedawno na łamach Magazynu Gospodarczego Nowy Przemysł Krzysztof Drynda, prezes Polskiej Izby Inwestycji i Handlu.

Warto też zauważyć, że nasze szkolnictwo wyższe cechuje duża liczba studentów na kierunkach STEM (nauki ścisłe, technika, inżynieria i matematyka). Jako przykład można tu podać sektor ICT.

Jakość kształcenia nie zawsze spełnia oczekiwania nowoczesnego przemysłu

To krzepiące dane i obserwacje, ale z drugiej strony biznes często podnosi argument, że jakość kształcenia nie zawsze spełnia oczekiwania nowoczesnego przemysłu, zwracając zwłaszcza uwagę na ciągle niedostateczne proporcje między nauczaniem teorii i praktyki - niezbyt gruntowne przygotowanie do realnej pracy w gospodarce.

A w tym szczególnym przypadku faktem jest, że system kształcenia w umiejętnościach powiązanych z Przemysłem 4.0 niewątpliwe się w Polsce rozwija. Coraz częściej prywatne i państwowe uczelnie podążą też we wspomnianym kierunku holistycznym, łączącym m.in. elementy technologiczne z zarządzaniem. Ten kurs wszechstronnego naświetlania problemu i wiedzy widać na przykład na Śląsku w przypadku nabywania wiedzy z cyberbezpieczeństwa (Politechnika Śląska zawiązała tam "kształceniowy alians" z Uniwersytetem Śląskim oraz Akademią Ekonomiczną).

Do czołówki w kształceniu w specjalnościach Przemysłu 4.0 należą tu m.in. Politechniki Warszawska i Śląska, silne ośrodki są też m.in. we Wrocławiu, Lublinie, Poznaniu czy Zielonej Górze (a podkreślmy: to tylko przykłady). I - nie wchodząc już w szczegóły - poziom kształcenia jest nie najgorszy, tym bardziej że nierzadko studia wyższe czy te na poziomie podyplomowym (w tym MBA) realizowane są we współpracy z renomowanymi ośrodkami z zachodniej Europy.

Kłopot w tym - choć w przypadku Industry 4.0 jest niewątpliwie lepiej - że nauczanie kadr dla przemysłu ciągle rzadko „prowadzi się w trybie projektowym; wtedy młodzi ludzie ćwiczą m.in. wyznaczanie harmonogramów, podziały na role, określanie kolejnych etapów realizacji przedsięwzięcia” - co akcentuje m.in. prof. Anna Timofiejczuk, dziekan Wydziału Mechanicznego Technologicznego Politechniki Śląskiej.   

Kształcenie dualne nadal stanowi margines nauczania w polskich szkołach wyższych.

- Wiele studiów dualnych upadło. Popyt na absolwentów to jedno, ale wymagają one nierzadko stymulacji, wsparcia państwa. No i ogromnej pracy organizatorów tych studiów; nie wszyscy są tu wytrwali - mówi prof. Anna Timofiejczuk.   

Wróćmy jednak do Industry 4.0… Ciężar problemu wyraźnie tkwi gdzie indziej niż w ich jakości. Studia z szyldem „Przemysł 4.0” zawsze będą w jakimś sensie elitarne, ale - tak czy inaczej - wyraziście wyłania się kwestia skali: w kontekście liczba studentów-chłonność gospodarki, a zwłaszcza obiektywnych jej potrzeb, np. w perspektywie międzynarodowej rywalizacji.

"Kompetencje pracownika po przyjściu do naszego zakładu są stale rozwijane"

Z uniwersyteckich absolwentów w nowoczesnych specjalnościach oczywiście chętnie korzystają firmy, z którymi rozmowy stały się osnową niniejszego raportu. Oto wybrane przykłady.

- Chętnie współpracujemy z uczelniami, szczególnie z Politechniką Łódzką. Wysoko cenimy sobie dobre pomysły, które napływają z projektów realizowanych wspólnie ze studentami - ocenia Paweł Adamowicz, dyrektor fabryki suszarek do ubrań BSH w Łodzi.

Varroc Lighting Systems podkreśla, że w Lublinie jest kilka uczelni wyższych, których mury co roku opuszczają absolwenci, czyli potencjalni pracownicy tej firmy - ów rezerwuar pozostawał jedną z istotnych przesłanek do konkretnej lokalizacji tej fabryki w Polsce.

Rzeszowskie zakłady Pratt & Whitney widzą to tak (okiem Marka Tereszkiewicza, dyrektora rozwoju działalności operacyjnej): „Stawiamy bardziej na wychowanie własnych kadr - inwestujemy mocno w ten rozwój. Współpracujemy blisko z Politechniką Rzeszowską, gdzie staramy się mieć wpływ na program studiów z pożądanych przez nas kierunków - by odpowiadał on naszej specyfice. Studia to oczywiście pewien konieczny, ale wstępny etap. Kompetencje pracownika po przyjściu do naszego zakładu są stale rozwijane”. 

To ostatnie stwierdzenie jest bardzo istotne. Zauważmy, że w ciekawą stronę poszedł tu Famur. Podążając za przemianami z kręgu Przemysłu 4.0, systematycznie rozwija narzędzia szkoleniowe z pożytkowaniem wirtualnej rzeczywistości (VR), zdalnej diagnostyki i technologii serwisowych gogli VR do obsługi urządzeń dla różnych sektorów przemysłu. Na jesieni zeszłego roku gotowa była innowacyjna sala szkoleniowo-konferencyjna SIGMA (Service in Grid Monitoring Area), przeznaczona do tych właśnie celów.

- To idea oparta na pożytkowaniu nowoczesnych technologii, jak wirtualna rzeczywistość, zaawansowany system telekonferencyjny, smart glasses i smart mining. Jej najwyższej jakości wyposażenie umożliwia optymalizację obsługi serwisowej - poprzez sprawną diagnostykę i wsparcie techniczne dla klientów z przemysłu - precyzuje Tomasz Jakubowski, wiceprezes zarządu Famuru ds. operacyjnych underground.

"Rezerwuar kadry inżynierskiej, z marszu gotowej do takiej pracy, pozostaje bardzo ograniczony"

Na ustawiczne dokształcanie pracowników mocno stawia też Pratt & Whitney Rzeszów. Szkolenia wewnętrzne i zewnętrzne - to jedno. Innym - interesującym też jako przykład dla innych - źródłem wiedzy jest swego rodzaju „wikipedia”, gdzie firma i konkretni ludzie dzielą się między sobą istotnymi wiadomościami, najlepszymi praktykami, tworząc w ten sposób bazę wspólnej wiedzy.

- Bardzo duży nacisk kładziemy na edukację i budowę świadomości osób zatrudnionych bezpośrednio na produkcji. Uruchomiliśmy wewnętrzną szkołę zawodu w dziedzinie sterowania, spawalnictwa, a także dla betoniarzy-zbrojarzy - podaje przykład.

Podobne horyzonty, czyli rozwój pracowniczych umiejętności, leżą też na sercu Stefanie Hegels, dyrektor zakładu Volkswagen Poznań we Wrześni.

- Kompetencje naszych pracowników pod względem automatyzacji i sterowania znacznie się w ostatnim okresie rozwinęły. Chodzi o to, iż - wprowadzając coraz to nowsze oprogramowania i systemy automatyzacji na liniach produkcyjnych - potrzebujemy rozwijać kompetencje nie tylko naszych programistów, ale również naszych automatyków, którzy są „pierwszą linią” reakcji podczas zakłóceń produkcyjnych. Każde usprawnienia i update wymagają wysokich kompetencji programistycznych i elektrycznych załogi. W tej mierze mocno współpracujemy z naszym działem personalnym, by prowadzić odpowiednie szkolenia i cały czas dotrzymywać kroku rozwojowi technologii - objaśnia szczegółowo.

„Rezerwuar kadry inżynierskiej, która byłaby z marszu gotowa do takiej pracy, pozostaje bardzo ograniczony. Tak naprawdę musieliby to być pracownicy od naszej konkurencji…” - słyszymy w rzeszowskiej części Pratt & Whitney.

Z tym oczywiście bywa pewien ambaras, bo to złożony proces, nie mówiąc już o kwestiach „dyplomatycznych” i nakręceniu płacowego wyścigu.

Ale jeśli chodzi o szersze, dość naturalne procesy migracji wykwalifikowanych kadr z kręgu Industry 4.0 z międzynarodowych gigantów do mniejszych firm, to ów proces wyraziście się zaznacza.

Czy wielkie międzynarodowe koncerny niosą „kaganek oświaty”?

Ładnych kilka lat temu przewidywano, że rozwiązania Przemysłu 4.0 będą wprowadzać w dużym wymiarze w polską, gospodarczą codzienność głównie ponadnarodowe koncerny.

Czy jednak niosą one ów „kaganek oświaty”, a za ich przykładem podążają inne przedsiębiorstwa dość powszechnie? To osobna kwestia, choć duże firmy niewątpliwie systematycznie dopomagają w implementacji nowoczesnych projektów (i w części technologicznej, i zarządczo-organizacyjnej) w mniejszych przedsiębiorstwach. Z jednej strony odbywa się to niemal w „automatycznej” formie - poprzez swego rodzaju wymuszanie określonych rozwiązań na poddostawcach, ale z drugiej chodzi tu też (a może przede wszystkim) o migrację kadr.

Tomasz Haiduk, prezes Forum Automatyki i Robotyki Polskiej, widzi to tak: „Ludzie, którzy sporo nauczyli się w wielkich firmach, przechodzą do mniejszych polskich przedsiębiorstw i są tam cennymi nabytkami”. A niekiedy nawet przejmują (z własnej inicjatywy lub z wyraźnego nakazu właścicieli czy menedżerów wysokiego stopnia) rolę prekursorów czy przewodników w realizacji idei Industry 4.0 w przedsiębiorstwie.

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2023