Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2019

Nie ma pieniędzy, nie będzie mieszkań

Autor:  Gazeta Wyborcza  |  25-10-2008 05:03
Giełdowe spółki zawieszają inwestycje mieszkaniowe.

Z powodu kryzysu na rynkach finansowych największe firmy deweloperskie zamrażają planowane inwestycje - pisze "Gazeta Wyborcza". Czy znów grozi nam mieszkaniowa posucha?

Jeszcze w III kw. br. giełdowa spółka Gant Development sprzedała 169 mieszkań. Jednak kiedy w październiku banki przykręciły śrubę kredytową, sprzedaż załamała się. W ciągu pierwszych trzech tygodni wrocławskiemu deweloperowi udało się znaleźć nabywców na zaledwie 38 mieszkań. A końcówka miesiąca może być jeszcze gorsza - uważa wiceprezes Ganta Henryk Feliks. Firma zdecydowała więc, że nie rozpocznie trzech z ośmiu planowanych inwestycji mieszkaniowych. We wstrzymanych projektach - w Katowicach, we Wrocławiu i w Warszawie - miałoby powstać ok. 2,7 tys. mieszkań. Feliks zapewnia, że wszystkie formalności związane z pozwoleniem na budowę będą dopełnione, więc inwestycje ruszą, gdy tylko wyklaruje się sytuacja na rynku kredytowym.

Podobną taktykę przyjął Dom Development. Ta giełdowa spółka zamroziła aż 11 inwestycji w Warszawie (w sumie ok. 1,5 tys. mieszkań). - Gdy popyt na mieszkania zaczął spadać, postanowiliśmy poczekać na lepsze czasy - wyjaśnia "Gazecie" prezes Domu Development Jarosław Szanajca.

- Przeżyłem już dwie recesje, ale tak tragicznej sytuacji na rynku kredytowym jeszcze nie było. Nie ma mowy, żebyśmy rozpoczęli wszystkie z zaplanowanych na przyszły rok inwestycji - mówi z kolei prezes J.W. Construction Józef Wojciechowski. W efekcie w sprzedaży nie pojawi się najprawdopodobniej ok. 2-3 tys. nowych mieszkań.

Swoje inwestycje wyhamował także giełdowy Polnord. Prezes tej spółki Wojciech Ciurzyński wyjaśnia, że kolejne etapy inwestycji firma zaczyna wtedy, gdy we wcześniejszym etapie budowy sprzedała minimum 70 proc. mieszkań. A ponieważ te sprzedają się teraz gorzej, opóźnienia sięgają już sześciu miesięcy.

Z badań firmy doradczej Reas wynika, że w przyszłym roku podaż nowych mieszkań w Warszawie, we Wrocławiu, w Krakowie, Trójmieście, Poznaniu i Łodzi może stopnieć nawet o kilkanaście procent. Tamtejsi deweloperzy deklarowali, że do końca 2009 r. oddadzą do użytku przeszło 50,4 tys. mieszkań. Jednak do tej pory udało im się sprzedać tylko 45 proc. z nich. A przeszło 6 tys. mieszkań jeszcze nie pojawiło się w ofercie sprzedaży, więc także i ich los jest niepewny.

Katarzyna Kuniewicz z Reasa pociesza, że najpewniej jeszcze przez dwa, a może nawet i trzy lata nie odczujemy dramatycznego spadku podaży nowych mieszkań. Tyle czasu może bowiem zająć deweloperom sprzedanie tych, których budowę rozpoczęli jeszcze w okresie boomu. Pod koniec września w tych sześciu miastach można było przebierać wśród blisko 38,4 tys. ofert, z czego ok. 40 proc. przypadało na Warszawę. A warto przypomnieć, że przed rokiem takich ofert było niespełna 19,8 tys.

Reas podkreśla, że konkurencją dla deweloperów są inwestorzy, którzy kupowali mieszkania w celach spekulacyjnych, a teraz sprzedają je na rynku wtórnym.

Kuniewicz ocenia, że w związku z kryzysem raczej nie wcześniej niż w 2010 r. popyt przewyższy podaż, a wówczas nadwyżka mieszkań zacznie się kurczyć. Dodajmy, że przed kryzysem analitycy mówili, że takim punktem zwrotnym będzie połowa 2009 r.

Szanajca, który jest równocześnie szefem Polskiego Związku Firm Deweloperskich uważa, że musimy się liczyć z tym, że nowych mieszkań w którymś momencie może zacząć brakować. - Teraz mamy taką "świńską" górkę, po której przyjdzie dołek - mówi Szanajca. - Wiele zależy od tego, jak bardzo firmy deweloperskie wyjdą poobijane z kryzysu. Jeśli jeszcze będą miały z czego inwestować, podaż mieszkań znów zacznie rosnąć.

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2019