Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2023

ETS jest do zmiany, ale to tylko termometr

Autor: Ireneusz Chojnacki
Dodano: 23-10-2022 06:00 | Aktualizacja: 23-10-2022 07:19

Będą zmiany, ale na zawieszenie się nie zanosi. Europejski system handlu emisjami EU ETS prawdopodobnie przetrwa kryzys energetyczny.

"ETS będzie reformowany, ale nadal jego podstawowym celem będzie redukcja emisji"

Katarzyna Barańska, partner, Head of Decarbonisation w Osborne Clarke, przypomniała na wstępie dyskusji, że unijny system handlu uprawnieniami do emisji gazów cieplarnianych funkcjonuje od 2005 roku. Na świecie działają tylko 24 systemy handlu uprawnieniami do emisji, z których największy jest obecnie chiński.


- Mam wrażenie, że często (i widzę to też po podmiotach, którym na co dzień doradzam) mamy  wciąż duże niezrozumienie, jak system ETS działa. To jest system, którego podstawowym celem jest redukcja emisji. Nie możemy mieć co do tego żadnych wątpliwości. Po to ten system powstał, żeby redukcje emisji prowadzić etapowo - mówiła Katarzyna Barańska.

Barańska wyjaśniła, że reforma ETS dotyczy m.in. tego, by rozszerzyć zakres jego działania o budownictwo i transport, czyli dwie kolejne gałęzie gospodarki, które „są odpowiedzialne za bardzo dużą emisję na terenie UE”.

- ETS będzie reformowany, ale nadal jego podstawowym celem będzie redukcja emisji. Cel jest taki, żeby działalność, która powoduje emisje, przestała się opłacać. Taki jest ostateczny cel systemu ETS. Co musimy robić? Stymulować podmioty objęte ETS już teraz, ale także te, które zostaną dopiero objęte ETS, do skutecznego ograniczania emisji - wskazuje Katarzyna Barańska.

Zawieszenie EU ETS wymagałoby zmiany europejskiego prawa 

Marcin Korolec, prezes Fundacji Promocji Pojazdów Elektrycznych, dyrektor Instytutu Zielonej Gospodarki, minister środowiska w latach 2011-2013, odniósł się do postulatu zawieszenia ETS.

- Rzeczywiście pan premier Morawiecki mówił, żeby zawiesić system ETS. Myślę, że to jest próba przekierowywania refleksji czy dyskusji na zupełnie nieistotny tor. W tym sensie, że to nie ETS jest winien wysokich cen energii w Polsce i Europie, lecz wojna w Ukrainie - komentował Marcin Korolec.

Wskazał przy tym m.in., że  wojnę energetyczną w Europie Rosja wywołała w zeszłym roku, kiedy nie napełniała magazynów gazu, co doprowadziło do kryzysu energetycznego już zeszłej zimy.

- Przyczyna wysokich cen energii w Europie to po pierwsze wojna energetyczna, którą Federacja Rosyjska wywołała w Europie jeszcze przed tym, jak napadła na Ukrainę. Jedynym racjonalnym zachowaniem, jakie można byłoby zastosować w takiej sytuacji, w jakiej jesteśmy, to jest masowa ucieczka inwestycyjna w kierunku odnawialnych źródeł energii - mówił Marcin Korolec.

Ocenił, że "opowiadanie o tym, żeby zawiesić system rynkowy, jest bajaniem w tym sensie, że, aby to się zdarzyło realnie, to trzeba byłoby zmienić prawo europejskie, zmienić dyrektywę, osiągnąć może nie konsensus, ale większość głosów w Radzie UE i większość głosów w Parlamencie".

- Nie widzę takiej perspektywy, żeby to się mogło wydarzyć - powiedział Marcin Korolec.

Zdaniem Marcina Korolca to, co można byłoby zrobić w systemie ETS i co nie wywracałoby logiki systemu, to "pożyczenie z przyszłości część uprawnień i przerzucenie ich na obecny okres”.

- I cena mogłaby dzisiaj spaść, ale cały system nie byłby podany w wątpliwość, bo działałby tak, jak działa - mówił Marcin Korolec.

To przede wszystkim gaz, a nie ETS decyduje o cenie energii dla odbiorcy końcowego

Magdalena Maj, kierownik zespołu klimatu i energii w Polskim Instytucie Ekonomicznym, wyjaśniała, że procentowo udział kosztów emisji jest mniejszy na rachunku dla odbiorcy końcowego, jaki widzimy w naszych domach, niż na rynku hurtowym, bo „oprócz tego, że płacimy za cenę energii w hurcie, to płacimy jeszcze za dystrybucję i różnego rodzaju podatki, co zmniejsza ten udział”.

- Obliczenia wskazują na to, że na rachunku końcowym wysokość opłat za emisję waha się w granicach 10-30 proc, ale słusznie mój przedmówca wskazał, że o cenie energii w tym momencie w głównej mierze nie decyduje ETS, tylko tak naprawdę cena gazu. To wynika z tego, jak działa rynek energii - stwierdziła Magdalena Maj.

Wyjaśniała, że na rynku energii o cenie dla wszystkich producentów decyduje "ostatni wchodzący na rynek", a teraz są to wytwórcy gazowi, „zatem oni ustalają cenę dla wszystkich innych wytwórców, w tym dla wytwórców energii z węgla”.

- Stąd też dyskusje o formacie rynku energii są tak samo trudne, jak dyskusje o mechanizmie ETS - zaznaczyła Magdalena Maj.

Magdalena Maj wskazała, że w ujęciu  historycznym za najwięcej wyemitowanych gazów cieplarnianych odpowiadają kraje obecnej UE, „więc to są gospodarki, które będą musiały w największym stopniu ponieść odpowiedzialność za koszty klimatyczne”.

- Ale należy cały czas podkreślać korzyści i to próbuje robić UE, bo plan transformacji energetycznej to jest tak naprawdę plan budowy konkurencyjnego przemysłu - komentowała Magdalena Maj.

Korekty działania EU ETS możliwe, ograniczanie instytucji finansowych trudne

Ryszard Pawlik, doradca parlamentarny Jerzego Buzka, posła do Parlamentu Europejskiego, wskazał, że sprawa wpływu spekulacji na rynku EU ETS na ceny uprawnień do emisji CO2 to jeden z istotnych elementów dyskusji nad reformą tego systemu, która trwa od lata 2021 roku.

- Jesteśmy po przyjęciu przez Radę Unii Europejskiej, czyli kraje członkowskie oraz Parlament Europejski ich wyjściowych stanowisk do negocjacji i te negocjacje w tzw. trilogach pod przewodnictwem prezydencji czeskiej w Radzie Unii Europejskiej trwają - poinformował Ryszard Pawlik.

Wyjaśniał, że jeżeli chodzi o stanowisko Parlamentu Europejskiego, to ze sprawą spekulacji na rynku CO2 "udało się przebić".

- Parlament proponuje, aby ograniczyć udział na rynku ETS tylko do podmiotów, które potrzebują uprawnień do emisji CO2 do swojej codziennej działalności, ewentualnie też do podmiotów finansowych, które dla podmiotów objętych ETS te uprawnienia kupują - wyjaśniał Ryszard Pawlik.

Nie udało się tego zapisać w stanowisku Rady, więc będzie podejmowana próba przekonywania krajów członkowskich, co według Pawlika na pewno będzie trudne, przy dużym sceptycyzmie ze strony Komisji Europejskiej co do tego, na ile spekulacje faktycznie mają miejsce i na ile na rynek wpływają.

Poinformował, że elementem dyskusji o rewizji EU ETS również jest art. 29a dyrektywy ETS, czyli uwalniania uprawnień na rynek, „kiedy widzimy, że cena jest za wysoka”.

- W tym przypadku myślę, że jest trochę większa otwartość ze strony Komisji i Rady, żeby ten mechanizm urealnić. On dzisiaj jest, ale tak naprawdę jego uruchomienie jest możliwe przy drastycznym wzroście cen przez długi okres. Chodzi o to, żeby był bardziej responsywny i operacyjny. Myślę, że jest realne, iż na końcu tej obecnie trwającej reformy taką zmianę w dyrektywie zobaczymy - ocenił Ryszard Pawlik.

Doradca Jerzego Buzka wskazał, że pojawiają się pomysły, by ETS zintegrować z innymi systemami handlu uprawnieniami do emisji, ale ocenił, że „to nie jest coś, co realnie wydarzy się w najbliższym czasie”.

Zawiesić lub też ograniczyć system ETS, by przestał być mechanizmem spekulacyjnym 

Według Marka Wesołego, posła na Sejm RP (PiS) ocena systemu ETS powinna iść w takim kierunku, aby odpowiadać nie na głosy nie tyle polityków, lecz potrzeby ludzi, „którzy pod pręgierzem systemu ETS funkcjonują i muszą ponosić ciężary”. 

- Jako strona rządząca w Polsce jesteśmy za transformacją energetyczną w kierunku zielonej, zeroemisyjnej Europy, ale mamy też pełną świadomość odpowiedzialności za własne państwo, za naszą energetykę. Jesteśmy również odpowiedzialni za obywateli - zaznaczył Wesoły.

Stwierdził, że jako Europa musimy odnieść się do kryzysu spowodowanego wojną w Ukrainie, bo „obywatele Polski, obywatele UE również cierpią na kryzysie wywołanym wojną, wywołanym wojną energetyczną, rozpoczętą rok wcześniej, cierpią na polityce Niemiec”.

- My, żeby zareagować na tę sytuację, mówimy, by zawiesić lub też ograniczyć system ETS, czyli wyznaczyć górną granicę cen uprawnień do emisji CO2, aby przestał być on mechanizmem spekulacyjnym - wyjaśniał Marek Wesoły. 

- Dostrzegamy funkcjonalność systemu w sensie pozyskiwania środków na transformację energetyczną, ale mówimy też o tym, aby szukać nowych rozwiązań, które będą pomagały transformować. Żeby transformacja nie polegała tylko na karaniu, lecz była systemem zachęt - zaznaczył Marek Wesoły.

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2023