Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2020

Spieszmy się z pomocą dla motobranży

Autor: wnp.pl (AG)
Dodano: 16-04-2009 16:33

W Europie rozwija się kryzys, który w szczególny sposób dotyka branży motoryzacyjnej. Pojawia się pytanie, czy ta sytuacja jest tylko i wyłącznie zagrożeniem dla działalności firm, które funkcjonują w sektorze, czy też może staje się szansą na przeprowadzenie restrukturyzacji, na zoptymalizowanie kosztów działalności, na stworzenie podstaw do działania w przyszłości.

- W sytuacji kiedy faktycznie istotna jest kwestia gotówki, która w firmie zostaje, to na co szczególnie warto zwrócić uwagę jeśli chodzi o udogodnienia dla firm na czas kryzysu, to możliwości zarządzania ich zobowiązaniami podatkowymi, powiedział Mirosław Michna, partner w Firmie KPMG, dodając, że w tym zakresie istnieje tak naprawdę szeroka gama możliwości, zmierzających do tego, żeby zobowiązania takie regulować później, żeby nie kreować zbędnej straty podatkowej, która jest jak wiadomo rozliczana tylko częściowo w kolejnych latach. Można też zaproponować kilka rozwiązań wynikających chociażby z różnic kursowych. To wszystko prowadzi do wniosku, że w trudnych czasach bardzo dobrze jest się zastanowić nad wszelkiego rodzaju optymalizacjami podatkowymi, które prowadzą efektywnie do tego, żeby w firmach zostawało więcej pieniędzy. - I nie chodzi tutaj o unikanie płacenia podatku - mówił Michna - a jedynie o możliwość przesunięcia tego w czasie.

Inne pytanie, które przewinęło się podczas motoryzacyjnej sesji Europejskiego Kongresu Gospodarczego dotyczyło wątpliwości, czy ten krajowy sektor wymaga szczególnych interwencji ze strony polskich władz. Czy to co się dzieje, w istocie wymusza na rządach reakcję, czy inne branże nie znajdują się w podobnej sytuacji i powinny być również wspierane? To, że branża jest w szczególnej sytuacji potwierdzili już przedstawiciele Komisji Europejskiej. Potwierdziły też niektóre kraje Unii Europejskiej, które wprowadziły u siebie preferencyjne warunki dla sektora. Wprowadziła np. Portugalia, gdzie funkcjonuje na dobrą sprawę tylko jeden zakład motobranży. W Polsce jest ich o wiele więcej a programów stymulacyjnych nie wdrożono. Więc może sektor motoryzacyjny nie ma znaczenia dla polskiej gospodarki ?

Stanowczo zaprzeczyła temu Grażyna Henclewska, podsekretarz stanu w Ministerstwie Gospodarki: - Przemysł motoryzacyjny jeśli chodzi chodzi o Europę i Polskę ma szczególną pozycję jako główna siła napędowa wzrostu gospodarczego. To branża generująca eksport i pobudzająca innowacje, tworząca miejsca pracy. Zasięg jej funkcjonowania rozciąga się daleko poza sam sektor, poprzez szeroką sieć powiązań - mówiła Henclewska, dodając, że UE jako całość jest największym na świecie producentem pojazdów silnikowych, potężnym pracodawcą. Suma inwestycji w badania i wiedzę rocznie sięga ponad 20 mld euro. Zakres współdziałania z motobranżą obrazuje fakt, że wśród dostawców są przecież firmy sektora stalowego, chemicznego, elektronicznego czy IT.

Solange Olszewska z Solaris Bus&Coach skorzystała z okazji, aby zaapelować do rządu o przyspieszenie działań, które zaskutkują pomocą dla - jak podkreśliła - "swoich" przedsiębiorców. Zabrzmiało to trochę zbyt mocno, więc przeciw takiemu postawieniu sprawy zaoponował szef KSSE Piotr Wojaczek, stwierdzając, że trochę zalatuje to protekcjonizmem, którego w UE staramy się uniknąć. Prezes Olszewska poprawiła się więc od razu, mówiąc, że chodziło jej bardziej o pewną formę interwencjonizmu, aniżeli źle przyjmowaną ochronę państwa. Przy okazji szefowa Solarisa, wskazała, by wykorzystać kryzys jako szansę na restrukturyzacje kosztów, unowocześnienie procesów, wprowadzenie nowych technologii tak aby po wyjściu na prostą móc zwiększać konkurencyjność na europejskich rynkach.

Opinię i apel do rządu wsparł Leszek Waliszewski z FA Krosno: - My płacimy podatki, więc dobrze, żeby szły one na pomoc polskim firmom. Wierzę mocno, że trzeba pomagać takim firmom, które same potrafią znaleźć receptę na wyjście z kłopotów. Solaris działa bardzo dobrze, FA Krosno również jakoś sobie radzi. Gdybyśmy dostali pomoc, byłoby nam łatwiej.

Moderujący dyskusję Wojciech Drzewiecki z Instytutu Samar podsumowując ten jej etap, wskazał, że rozumie, iż chodzi o wsparcie w postaci uelastycznienia czasu pracy, poprawy dostępności kredytów, czyli to co jest potrzebne na rynku wewnętrznym. Prezes Waliszewski wskazał na pozytywne znaczenie wprowadzenia przez ARP systemu zaliczkowego do inwestycji wspieranych z funduszy europejskich. W obliczu trudności z pozyskaniem kredytów, takie rozwiązanie ma ogromne znaczenie.

Enrico Bologna - członek zarządu Brembo Poland wskazywał na typową dla firm motoryzacyjnych w Polsce sytuację, w której ponad 95% produkcji kierowana jest na eksport. - Nie mamy dokładnego wyczucie rynku wewnętrznego w Polsce, mówił Bologna. - Jest jednak rzeczą jasną, że odczuwamy kryzys na rynku zachodnim, jednak w ostatnich kilku tygodniach zauważyliśmy pewne oznaki pozytywne więc tendencja wydaje się zmieniać. To co mocno daje się we znaki producentom w Polsce to np. wzrost cen energii. Potwierdził to zresztą również prezes Waliszewski, podając kilka liczb, związanych z kryzysem: -Spadek sprzedaży samochodów o 20-30% to wcale nie znaczyło, że mieliśmy w ostatnich miesiącach spadek produkcji o podobne wartości. Gotówka jest najistotniejszym elementem w zarządzaniu bo bankrutuje sie nie dlatego, że ma się straty czy zyski na papierze tylko dlatego, że brakuje gotówki. Wszystkie firmy redukowały zapasy. W całym łańcuchu dostaw od firmy, która ma gotowe samochody do sprzedania. Gdy nie uda się tego zrobić to wzrastają zapasy. I w tym przypadku u dostawców te zapasy zrobiły się większe niż normalnie. W efekcie korekta za ostatnie miesiące wskazywała na ok. 70% spadku zamówień. Waliszewski życzyłby sobie, żeby rząd tak naprawdę pomagał pół roku temu, bo teraz korekty zapasów zostały już dokonane, więc najgorsze już minęło i zamówienia wracają do poziomu odpowiadającego rzeczywistemu zapotrzebowaniu odbiorców.

Dostawcy potwierdzają, że mocno daje się we znaki wzrost cen energii i tzw. moc zamówieniowa, czyli raz w roku wskazywany poziom zapotrzebowania na energię, za którą trzeba zapłacić niezależnie czy się ją zużywa czy nie. W sytuacji, gdy spada popyt na wyroby, wstrzymuje się produkcję i spada zapotrzebowanie na energię, a mimo to trzeba za nią płacić.

- GM w Polsce tak na prawdę ciągle odnosi pewne sukcesy, mówił szef GMMP Antonio Francavilla, podkreślając, że firma w Polsce stale prowadzi działania dla ożywienia popytu na samochody. Przyrost sprzedaży GM w Polsce był odczuwalny w ubiegłym jak i w bieżącym roku. Musieliśmy dostosować nasze działania do sytuacji na rynku Europy Środkowo-Wschodniej. Robiliśmy to poprzez zmiany w poziomie produkcji w zakładzie w Gliwicach, gdzie możemy liczyć na wspaniałą załogę, przygotowująca się już do produkcji modelu Astra IV.

O sytuacji na rynku pojazdów użytkowych mówił Michał Luberadzki z MAN Bus&Truck Polska, wskazując na cykliczność koniunktury w tej części sektora motoryzacyjnego. - Tyle ile się produkuje tyle się wozi, mówił prezes, wykazując wyraźny związek sektora ciężarowego z ogólną sytuacją gospodarczą. Po ostatnich latach, gdy przyrosty produkcji sięgały 30-40% przyszedł czas zastoju. Luberadzki wskazywał zarówno na spadek zamówień jak i co gorsza odwoływanie zamówień wcześniejszych. Cofamy się do początku lat 90., dodał przedstawiciel MAN.

Jakub Faryś z Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego wskazywał na przeprowadzoną pod kierownictwem związku diagnozę sytuacji i gotowe wskazówki dla rządu, co w takiej sytuacji należałoby zrobić. - Kiedyś była opowiastka o Jasiu, który nie doczekał, mówił prezes Faryś, który w ten sposób wyraźnie akcentował konieczność pośpiechu ze strony rządu w zakresie wprowadzania instrumentów pomocowych, stymulujących popyt i wpływających na poprawę sytuacji w sektorze.

Pojawia się jednak również pytanie, czy skoro lwia część produkcji z polskich zakładów sektora kierowana jest na eksport, jakiekolwiek działania ze strony polskich władz są w stanie wpłynąć na sytuację w kraju. Sytuację, której nie sposób traktować w oderwaniu od rynku samochodów używanych, których w ub.roku sprowadzono milion, przy 300 tys. sprzedanych samochodach nowych. Instrumentem wspierającym długofalowo branżę miałby być podatek ekologiczny. Minister Henclewska potwierdziła, że trwają prace nad tym narzędziem, które zastąpiłoby podatek akcyzowy. Co do "premii wrakowej" nie ma pewności co do autentycznej skuteczności jej działania w Polsce, mimo, że ten sam instrument sprawił, że ok. 10% nowych pojazdów sprzedawanych obecnie w krajowych salonach trafia do klientów z Niemiec i Słowacji, którzy zachęceni w ten sposób i skuszeni słabą złotówka robią sobie do nas wycieczki po nowe auta. Pozostaje rozwiązać problem zachęcenia Polaków do tego, aby przesiadali się ze starych, importowanych pojazdów, do fabrycznie nowych, ekologicznych i bezpiecznych. Nawet biorąc pod uwagę fakt, że średni wiek używanego auta w Polsce to 15 lat, podatek ekologiczny czy nawet "premia wrakowa" to może być za mało.

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2020