PARTNERZY PORTALU

Nie mamy narzędzi do walki z cenami energii. Bruksela podpowiada w kryzysie

Nie mamy narzędzi do walki z cenami energii. Bruksela podpowiada w kryzysie
- Dla wiarygodności i budowania zaufania do EU ETS trzeba regularnie monitorować i prezentować raporty na temat płynności rynku CO2 - mówi dr Joanna Maćkowiak-Pandera, prezes zarządu Forum Energii. Fot. PTWP
  • Ten tekst jest częścią STREFY PREMIUM WNP.PL
  • Ireneusz Chojnacki
    Ireneusz Chojnacki
  • Dodano: 16-10-2021 12:00

KE dała drogowskaz w zakresie wsparcia konsumentów przed wzrostem cen prądu w zgodzie z zasadami pomocy publicznej. Jednocześnie jest to komunikat, że koszty tej pomocy zostają po stronie państw członkowskich. Obecnie nie mamy dobrych regulacji do walki z ubóstwem energetycznym - mówi dr Joanna Maćkowiak-Pandera, prezes zarządu Forum Energii.

  • Wskazane przez KE działania są stosunkowo proste do wdrożenia. Trzeba jednak pamiętać, że już teraz około 12 proc. społeczeństwa jest uboga energetycznie, a my teoretycznie mamy mechanizm wsparcia w postaci dodatku energetycznego - mówi dr Joanna Maćkowiak-Pandera, prezes Forum Energii.
  • Trzeba stworzyć model, w którym szczególnie odbiorcy dotknięci ubóstwem energetycznym mogliby ze wsparciem państwa kupować udziały na przykład w instalacjach PV i dzięki energii z takich instalacji trwale zmniejszyć swoje koszty energii - podkreśla dr Joanna Maćkowiak-Pandera.
  • Można rozważyć wsparcie ratunkowe dla MŚP lub przemysłu energochłonnego, ale jednak po analizie. Ceny prądu są rekordowe, a to wynika z wielu czynników, na przykład z bardzo wysokiego zapotrzebowania na energię. Jeżeli będziemy tylko dopłacać do konsumpcji, to problem będzie się pogłębiał - uważa dr Joanna Maćkowiak-Pandera.
Podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego we wrześniu 2021 powiedziała pani, że spodziewa się reakcji Komisji Europejskiej (KE) na kryzys energetyczny. Bruksela zareagowała, wskazując m.in. narzędzia ochrony odbiorców prądu przed wzrostem jego cen, ale czym ta reakcja jest w istocie i jakie ma znaczenie?

- Komisja Europejska została wezwana przez rządy niektórych państw, na przykład przez Hiszpanię, do przygotowania zestawu narzędzi służących ochronie konsumentów (gospodarstw domowych i przedsiębiorców) przed wzrostem cen prądu pod kątem ich zgodności z zasadami pomocy publicznej. To odpowiedź na galopujące ceny paliw kopalnych oraz ceny energii.

Zobacz także: Kurtyka: Turów nie może wstrzymać wydobycia

Stanowisko KE jest potrzebne, aby państwa członkowskie mogły szybko reagować, żeby miały wskazówki, jakie kierunki działania są akceptowalne przez KE. W ten sposób unikniemy dodatkowego chaosu, bo to nie czas na ping pong prawny w zakresie pomocy publicznej pomiędzy państwami członkowskimi a KE. To byłoby niekorzystne zarówno dla państw członkowskich, jak i odbiorców, a w efekcie całej UE.

Czytaj również: Będą rekompensaty za prąd. Kto skorzysta z dopłat?

Słowem, teraz KE daje drogowskaz w zakresie wsparcia odbiorców w zgodzie z zasadami pomocy publicznej. Jednocześnie jest to komunikat, że koszty tej pomocy zostają po stronie państw członkowskich. KE pokazuje, co można zrobić w ramach istniejącego prawa, a czego nie ma na liście można uznać za ryzykowne do wdrożenia – jeżeli chce się działać szybko.

Polskie pomysły na wsparcie najuboższych gospodarstw domowych podawane przez rząd jako projektowane mieszczą się w katalogu działań pokazanych przez KE?

- Katalog działań osłonowych przed skutkami wzrostu cen prądu podany przez KE jest szeroki. Ubodzy energetycznie będą mogli otrzymać wsparcie w postaci bonów lub przez opłacanie części rachunku za energię. Można stworzyć regulacje pozwalające na tymczasowe odroczenie płatności rachunków za energię lub obniżyć stawki podatkowe dla gospodarstw domowych znajdujących się w trudnej sytuacji. Rząd nie powinien mieć problemów, żeby się zmieścić w tych nieformalnych wytycznych KE.

Wskazane przez KE działania są stosunkowo proste do wdrożenia. Trzeba jednak pamiętać, że już teraz około 12 proc. społeczeństwa jest uboga energetycznie, a my teoretycznie mamy mechanizm wsparcia w postaci dodatku energetycznego. 

W obecnej postaci ten dodatek to nieżyciowe rozwiązanie, które nie trafia do potrzebujących. Po pierwsze obejmuje tylko koszty energii elektrycznej (z pominięciem ciepła), po drugie kryteria korzystania z tego mechanizmu wykluczają wielu potencjalnie zainteresowanych. Maksymalne wsparcie, które w tym roku można uzyskać w formie dodatku energetycznego, to między 130 zł a 227 zł rocznie na lokal. Obecnie nie mamy dobrych regulacji do walki z ubóstwem energetycznym, a przecież już teraz wielu obywateli (zwłaszcza starszych) ma problem z opłaceniem rachunków za energię.
Jakie pytanie związane z ubóstwem energetycznym w Polsce czeka na odpowiedź?

- Pytaniem jest nie tylko, jak dopłacać do zużycia energii (co również może być ważne), ale trwale redukować koszty zużycia energii. Teraz część odbiorców indywidualnych w domach jednorodzinnych zainstalowała na swoich dachach fotowoltaikę. Mają bezpieczną sytuację, bo wzrost cen prądu nie dotknie ich zbytnio. To zazwyczaj są osoby o wyższym poziomie dochodów.

Mieszkańcy budynków wielorodzinnych nie mają możliwości zainwestowania w fotowoltaikę, a tym samym obniżenia w sposób trwały kosztów. Trzeba stworzyć model, w którym szczególnie odbiorcy dotknięci ubóstwem energetycznym mogliby ze wsparciem państwa kupować udziały na przykład w instalacjach PV i dzięki energii z takich instalacji trwale zmniejszyć swoje koszty energii. Takie rozwiązania są właśnie wprowadzane w Stanach Zjednoczonych.

Polskim przedsiębiorcom też należałoby pomóc w łagodzeniu skutków wzrostu cen prądu?

- Oceniam, że udzielnie okresowego wsparcia małym firmom o większym zużyciu energii jest wskazane, ale powinno być aplikowane ostrożnie, po dogłębnej analizie skutków. W systemach wsparcia bardzo ważne bowiem jest, żeby nie zakłócały sygnałów cenowych, inaczej możemy jeszcze pogłębić problem. Można rozważyć wsparcie ratunkowe dla MŚP lub przemysłu energochłonnego, ale jednak po analizie.

Ceny prądu są rekordowe, a to wynika z wielu czynników, na przykład z bardzo wysokiego zapotrzebowania na energię. Jeżeli będziemy tylko dopłacać do konsumpcji, to problem będzie się pogłębiał. Ważne, żeby rynek dostał sygnał, że jest drogo, a więc należy mniej konsumować, inwestować w efektywność energetyczną czy we własne OZE. Mniejsze zużycie energii to jej niższe koszty.

W jednym z punktów komunikatu o narzędziach chroniących konsumentów KE mówi o badaniu potencjalnych zachowań antykonkurencyjnych na rynku energii i zwróceniu się do Europejskiego Urzędu Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych (ESMA) o "jeszcze dokładniejsze monitorowanie rozwoju sytuacji na rynku emisji dwutlenku węgla". Polska chciała interwencji na rynku CO2 już w 2018 roku, a zatem czy teraz to badanie sytuacji to nie jest musztarda po obiedzie?

- Można powiedzieć, że lepiej działać późno niż wcale. Wzrost cen uprawnień do emisji CO2 ma na pewno związek z decyzją Rady Europejskiej z grudnia 2020 o zwiększeniu celu redukcji emisji CO2 na 2030 rok z 40 proc. do 55 proc. Ale jednak pojawiają się pytania o to, dlaczego wzrosty są aż tak dynamiczne, jaka jest rola instytucji finansowych. O ile spekulacja na każdym rynku jest powszechnym zachowaniem, to pytanie, czy nie mamy do czynienia z manipulacją. Dla wiarygodności i budowania zaufania do EU ETS trzeba regularnie monitorować i prezentować raporty na temat płynności rynku CO2 i takie odpowiedzi publikować.
Zgadza pani się z oceną z komunikatu KE, że "przejście na czystą energię jest najlepszym zabezpieczeniem przed wstrząsami cenowymi i należy je przyśpieszyć"?

- Najgorsze co się może zdarzyć, to ugrzęźnięcie w połowie rzeki, w wysokich kosztach energii, które mamy obecnie oraz podejmowanie decyzji w emocjach. Zmiany w energetyce się zaczęły, ale nie odczuwamy jeszcze do końca korzyści. Stoimy już daleko od brzegu i za bardzo nie możemy wrócić, bo jak i do czego, więc moim zdaniem najlepszym działaniem jest jednak wyjście na drugi brzeg, krok do przodu.

Obecne wysokie ceny prądu to kryzys w dużym stopniu wywołany przez sytuację na rynku paliw kopalnych. To wzrost cen surowców energetycznych, które podlegają fluktuacjom rynkowym, bezprecedensowy od dekad, bo gaz od kwietnia zdrożał o 400 proc., węgiel o 300 proc. Wzrost cen paliw kopalnych nałożył się na wzrost cen CO2 - co w sumie przełożyło się na bardzo wysokie ceny prądu.

Coraz większe fluktuacje cen paliw oraz ceny CO2 to czynniki ryzyka dla inwestycji energetycznych. To również ryzyko dla odbiorców. Inwestorzy będą wybierać technologie o zerowych kosztach zmiennych – pozbawione tych ryzyk. Ostatni raport ACER pokazał jasno przewagę źródeł odnawialnych nad konwencjonalnymi. W przypadku źródeł konwencjonalnych koszty operacyjne, czyli m.in. paliwa i CO2, to 75 proc. kosztów, a w przypadku OZE koszty operacyjne to 25 proc. kosztów. Po stronie OZE jest mniej ryzyk i to wyznacza logikę transformacji.

Ale jakie znaczenie dla cen prądu ma to, czy będziemy mieli 40 proc. z OZE, czy 80 proc., skoro bez zmian w modelu rynku i tak ceny hurtowe będzie wyznaczała najdroższa elektrownia, więc w Polsce długo jeszcze albo węglowa, albo gazowa?

- W obecnym modelu rynku cenę hurtową wyznacza najdroższa pracująca elektrownia. Zatem dla przykładu - gdybyśmy mieli w miksie 70 proc. OZE, którym wystarczyłoby 30 zł/MWh, a rynek domykałaby elektrownia konwencjonalna z ceną 100 zł/MWh, to wszyscy dostaliby 100 zł/MWh.

Wraz z rosnącym zapotrzebowaniem na energię coraz droższe jednostki wyznaczają jej cenę, choć mamy coraz więcej tanich źródeł. W związku z tym coraz głośniej toczy się dyskusja, czy rynek hurtowy nadal powinien być tak zorganizowany, czy wynagradzać na poziomie krótkoterminowych kosztów zmiennych (pay as clear versus pay as bid). Przyznaję, że jeszcze nie przeanalizowaliśmy głęboko tego tematu, więc nie zajmę stanowiska, ale obserwujemy dyskusję, która toczy się na poziomie europejskim i zdania są podzielone.

 

×

DALSZA CZĘŚĆ ARTYKUŁU JEST DOSTĘPNA DLA SUBSKRYBENTÓW STREFY PREMIUM PORTALU WNP.PL

lub poznaj nasze plany abonamentowe i wybierz odpowiedni dla siebie. Nie masz konta? Kliknij i załóż konto!

KOMENTARZE (1)

Do artykułu: Nie mamy narzędzi do walki z cenami energii. Bruksela podpowiada w kryzysie

  • As 2021-10-16 13:06:58
    Bezmyślne wycofywanie się z węgla przez biurokrację jewropejską, do tego pozwalającą bezkarnie Niemcom zakłamywać prawdę, że mają dwukrotnie większe zuzycie węgla na 1 km^2 powierzchni Niemiec, niż np Polska, MUSI doprowadzić do zubożenia enrgetycznego w wielu krajach Europy. De okratyczne narody Europy powinny przeciwstawić się bezmyślnej i kłamliwej polityce jewropejskich biurokratów.

PISZESZ DO NAS Z ADRESU IP: 34.229.119.176
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

Logowanie

Dla subskrybentów naszych usług (Strefa Premium, newslettery) oraz uczestników konferencji ogranizowanych przez Grupę PTWP

Nie pamiętasz hasła?

Nie masz jeszcze konta? Kliknij i zarejestruj się teraz!