Elektrownia Kozienice szuka możliwości podważenia podziału emisji CO2, bo czuje się pokrzywdzona. Jako beneficjentów wskazuje Połaniec i ZEDO.
— Ostateczna wersja krzywdzi Kozienice. Przyznany nam roczny limit mniej więcej pokrył ubiegłoroczną produkcję, ale na tegoroczne kontrakty już nam nie wystarczy. Tymczasem inni producenci, jak Elektrownia Połaniec czy Zespół Elektrowni Dolna Odra (ZEDO), mają tyle uprawnień, że nie zdołają ich skonsumować i będą sprzedawać nadwyżki — twierdzi Jan Wrona.
Rzeczywiście w 2005 r. w Połańcu i ZEDO powstały nadwyżki (po około 2 mln ton CO2 obecnie po 20-25 EUR za tonę), ale obie spółki zapowiadają, że w kolejnych latach skonsumują przyznane limity. Obie też tłumaczą niższy poziom ubiegłorocznej produkcji m.in. postojem bloków, z których energia trafia do Polskich Sieci Elektroenergetycznych (PSE) w ramach kontraktów długoterminowych. Zakupy PSE w mają wzrosnąć z 0,3 mln MWh do 1,5 w ZEDO i z 1,5 do ponad 3,9 w Połańcu.
— Zaoszczędziliśmy też emisję, spalając biomasę i sprzedając jeden z bloków do rezerwy operatora. Trudno, żebyśmy byli za to karani, zwłaszcza że już w tym roku wykorzystamy część nadwyżki — uważa Grzegorz Górski, prezes polskiej spółki belgijskiego Electrabela, właściciela El Połaniec.
Jan Wrona zapowiada, że spróbuje podważyć podział, bo — jak twierdzi — resort środowiska zastosował różne kryteria dla różnych uczestników rynku.
— Mogę iść nawet do Brukseli. Konsultuję się z prawnikami, badam możliwości — mówi szef Kozienic.
Electrabel już je zna, ale nie ujawnia. Według Grzegorza Górskiego, to Połaniec jest pokrzywdzony, bo w stosunku do pierwotnej wersji planu przygotowanej zgodnie z wytycznymi Brukseli stracił bardzo dużo, bo ponad 18 proc., gdy średnia redukcja w sektorze wyniosła 12 proc.
— Wytyczne Brukseli zostały naruszone, bo w szczególny sposób potraktowano Kozienice i BOT. Zastanawiamy się, co z tym zrobić — mówi szef Electrabela.