W związku z utrzymującymi się objawami zagrożenia pożarowego w rejonach ścian Bw-5 i B-7 pokładu 358/1 dyrektor kopalni Budryk podjął decyzję o wezwaniu specjalistów z Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu, którzy przygotują się do rozpoczęcia ewentualnej akcji przeciwpożarowej
Zadanie ratowników miało polegać na określeniu lokalizacji i sposobu budowy przeciwwybuchowych tam izolacyjnych oraz organizacji i przebiegu izolacji rejonów ścian.
Kopalnia prowadzi wydobycie w 3 ścianach. Jedna z nich została otamowana z powodu zagrożenia pożarowego już w sierpniu.
Według nadzoru górniczego, zagrożenie pożarowe w ścianach "Budryka", związane z przerwaniem wydobycia tam węgla, stopniowo narasta, wraz z przedłużającym się przestojem spowodowanym przez trwającą już 36 dni okupację zakładu. Mimo badań atmosfery w pobliżu ścian, nie sposób jednak oszacować, kiedy zagrożenie przekształci się w realny pożar.
- Analizy próbek wskazują, że proces samozagrzewania węgla w ścianach powoli postępuje. Dlatego w poniedziałek do kopalni pojechało czterech naszych ekspertów, aby na miejscu przeprowadzić rekonesans i przygotować ewentualną akcję - powiedział prezes CSRG Stanisław Parol.
Jak wyjaśnił, eksperci mieli zjechać na dół kopalni, aby zastanowić się nad organizacją i przebiegiem izolacji rejonów ścian podczas ew. akcji, m.in. lokalizacją i sposobem budowy przeciwwybuchowych tam izolacyjnych. Ich zadaniem było też przygotowanie zaplecza logistycznego ew. akcji, m.in. określenie miejsc na bazy ratowników.
Parol poinformował jednak, że protestujący nie pozwolili ekspertom CSRG zjechać pod ziemię. Dlatego pracowali na powierzchni, wykorzystując kopalnianą dokumentację, m.in. szczegółowe mapy wyrobisk i rezultaty kolejnych badań atmosfery.
Jak poinformował jeden z liderów strajku, Grzegorz Bednarski z kopalnianej "Kadry", eksperci nie zostali wpuszczeni pod ziemię, ponieważ wcześniej nie zgłosili swego przyjazdu i nie zostali umieszczeni na liście osób upoważnionych do zjazdu. Strajkujący uznali też, że podstawowym zakresem prac, które zamierzali wykonać, mogą zająć się biorący udział w strajku ratownicy kopalni.
Według rzeczniczki WUG Edyty Tomaszewskiej, badania ostatnich próbek pobranych przez specjalistów GIG pod koniec ubiegłego tygodnia, wykazały podwyższony poziom acetylenu i tlenku węgla. Ich wyniki świadczą o trwałym procesie samozagrzewania się węgla, w wyniku którego może dojść do powstania pożaru endogenicznego.
Pożary endogeniczne to typowe zjawisko w górnictwie. Powstają zwykle w tzw. zrobach, czyli miejscach po eksploatacji węgla w ścianach wydobywczych. W takich przypadkach nie ma ognia, ale rośnie temperatura, zmienia się skład atmosfery, czasem pojawia się dym.
Źródłem zagrożenia przy powstawaniu takich pożarów są resztki węgla, pozostające w zrobach. Jeśli są wystawione na działanie tlenu, następuje samozagrzewanie węgla. Po przekroczeniu określonego punktu, tzw. temperatury krytycznej, proces nabiera dużej dynamiki i z zagrożenia potencjalnego staje się realnym.
Zwykle pożary endogeniczne kończą się przynoszącą poważne straty wielotygodniową izolacją ściany wydobywczej, co jest jedynym sposobem odcięcia dopływu tlenu do zrobów i wygaszenia - w ten sposób - pożaru. Właśnie z tego powodu już od sierpnia ubiegłego roku otamowana pozostaje jedna z trzech ścian "Budryka".
Normalna praca ścian wydobywczych powoduje, że zroby mają znacznie krótszy kontakt z tlenem, temperatura nie osiąga poziomu krytycznego. Odpowiednio szybki postęp ściany podczas wydobycia jest więc najskuteczniejszą metodą ograniczenia zagrożenia pożarowego.
Komitet protestacyjny, mimo apeli dyrekcji kopalni i nadzoru górniczego, konsekwentnie odmawia jednak wznowienia wydobycia. Jego przedstawiciele wskazują, że według zamówionych przez nich analiz postęp samozagrzewania węgla jest na tyle powolny, że do wystąpienia pożaru powinno upłynąć jeszcze co najmniej kilkanaście dni.
Tymczasem, jak powiedział PAP prezes CSRG, w niektórych przypadkach pożar endogeniczny jest możliwy już po ok. 30 dniach od wstrzymania wydobycia. Na spowolnienie procesu samozagrzewania węgla mogą wpłynąć prace prewencyjne, które w pewnym zakresie były wykonywane w "Budryku" podczas strajku.
Strajk w kopalni "Budryk" trwa już 36 dni. Protest prowadzą cztery z dziewięciu działających tam związków zawodowych: "Kadra", "Sierpień 80", Jedność Pracowników "Budryka" i Związek Zawodowy Ratowników Górniczych. Pozostałe organizacje nie popierają strajku.