PARTNERZY PORTALU

Wstrzymanie wydobycia w kopalniach to nie likwidacja

Wstrzymanie wydobycia w kopalniach to nie likwidacja
Koronawirus dotknął kopalnie, w niektórych wstrzymano wydobycie. Powrót nie będzie łatwym procesem... Fot. PTWP
  • Ten tekst jest częścią STREFY PREMIUM WNP.PL
  • Autor: Jerzy Dudała
  • Dodano: 26-05-2020 06:01

Wstrzymanie wydobycia nie oznacza zamknięcia kopalni. W tym pierwszym przypadku część załóg pracuje - wykonując czynności związane z odmetanowaniem, odwadnianiem czy kontrolą wyrobisk. Kopalnia nie jest linią produkcyjną, którą można wyłączyć, a potem szybko uruchomić. Zapasy węgla gwarantują, że energii w kraju nie zabraknie.

  • Wstrzymanie wydobycia, np. z powodów epidemicznych, nie może oznaczać zamknięcia kopalni "na klucz". 10 proc. załogi musi zadbać o bezpieczeństwo, aby było do czego wracać.
  • Zapasy węgla zgromadzone na zwałach pozwalają funkcjonować energetyce przy wstrzymaniu wydobycia węgla.
  • Środowisko górnicze w obliczu hejtu i pogardy apeluje o elementarny szacunek: Nie wydobywamy tego węgla dla siebie.

W zakładach górniczych, w których wstrzymano wydobycie, pracują jedynie służby utrzymania ruchu, a prowadzone prace polegają między innymi na tak zwanym odświeżaniu ścian wydobywczych, na utrzymaniu układów odpompowania wód i układów przewietrzania wyrobisk, żeby nie doprowadzić do zalania i zapożarowania kopalń.

- Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że zamknięcie kopalni oznacza praktycznie jej likwidację. To nie jest linia produkcyjna w nowoczesnej hali, którą łatwo zabezpieczyć i zamknąć na dowolny czas - zaznacza Artur Dyczko, wiceprezes zarządu Jastrzębskiej Spółki Węglowej.

- Kopalń nie można zamknąć z dnia na dzień, a po miesiącu czy dwóch ponownie otworzyć - wskazuje Bogusław Hutek, przewodniczący górniczej Solidarności, a zarazem szef związku w Polskiej Grupie Górniczej. - Całkowite wstrzymanie eksploatacji i wycofanie załogi oznacza śmierć zakładu. Dzięki poświęceniu załóg polskie kopalnie przetrwały ten trudny czas. Od rządu natomiast zależy, czy będą istnieć za kilka miesięcy, rok albo dwa - zaznacza Hutek.

Kopalnia wymaga opieki

Przy całkowitym zatrzymaniu kopalń górotwór zacisnąłby większość wyrobisk, w zrobach inkubowałyby się pożary endogeniczne (samozapalenie węgla spowodowanego niemożnością odprowadzania ciepła z utleniania), natomiast metan dalej by się wydzielał.

W kopalniach wykonuje się wszelkie niezbędne z technicznego punktu widzenia czynności i kładzie przy tym nacisk na rygorystyczne przestrzeganie wszystkich procedur bezpieczeństwa, które chronią przed rozprzestrzenianiem się koronawirusa. Przy tym zakres prac dostosowany jest do aktualnej sytuacji danego zakładu górniczego.

- Chodzi o to, żeby dać załogom kopalń szansę na co najmniej czternasto- lub dwudziestodniowy okres kwarantanny i żeby w tym okresie nie musiały przychodzić do pracy w kopalni - wskazuje w rozmowie z portalem WNP.PL Jerzy Markowski, były wiceminister gospodarki, prezes Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Górnictwa (SITG). - Oczywiście kopalnie w tym czasie nie wydobywają, jak na przykład ostatnio było w przypadku kopalń Sośnica czy Jankowice. Natomiast w kopalniach i tak pracowało około 10 proc. załóg przy obsłudze czynności związanych z likwidacją zagrożeń naturalnych. Mam tu na myśli kwestie odmetanowania, odwadniania, przewietrzania czy też kontroli wyrobisk ścianowych po to, aby obserwować zachowanie się górotworu. Czasem trzeba też zrobić w danej ścianie ze dwa, trzy cięcia kombajnem. I niejako odprężyć górotwór, żeby nie doszło do trwałej deformacji, która byłaby niezwykle kosztowna i długotrwała w usuwaniu.

Ten proces wstrzymywania wydobycia w kopalniach oczywiście nie dotyczy tych kopalń, gdzie nie stwierdzono zakażeń koronawirusem. Chodzi też o to, aby nie wstrzymać w sposób nagły całej podaży węgla na rynek.

Węgla na dwa miesiące

Choć trzeba tu zaznaczyć, że w obliczu pandemii koronawirusa akurat to, co nie było powodem do dumy dla rodzimego górnictwa - a zatem zwały węgla - okazało się pomocne.

- Przy takim stanie zapasów węgla wydobytego na powierzchnię, jaki mamy w Polsce, czyli około 13 mln ton na zwałach kopalń oraz w energetyce, ta właśnie energetyka może pracować co najmniej dwa miesiące - wskazuje Markowski.

Stan, z jakim mamy obecnie do czynienia, jego zdaniem pokazuje, jak istotna jest dyrektywa unijna o tym, że każdy kraj Unii musi mieć zgromadzone zapasy surowców energetycznych dla własnych potrzeb na co najmniej 90 dni funkcjonowania.

- Okres pandemii koronawirusa jest właśnie takim okresem - wskazuje Markowski. - Oczywiście głód węgla w Polsce byłby doskonałą okazją dla importerów węgla do Polski, bowiem górniczy świat mimo pandemii byłby w stanie dostarczyć nam surowiec. Trzeba pamiętać, że przed pandemią w obrocie międzynarodowym było około 1 miliarda ton węgla rocznie. Jest oczywiste, że nie można zamknąć w Polsce bezpowrotnie wydobycia w kopalniach. Polski model elektroenergetyki oparty jest bowiem w 44 procentach na węglu kamiennym oraz w 30 procentach na węglu brunatnym.

Ten poziom uzależnienia oznacza, że gdyby chciano pozamykać krajowe kopalnie, to - by nie skazać się na całkowity brak dostępu do energii elektrycznej w Polsce - trzeba by otworzyć rynek na węgiel importowany w wielkości około 60 mln ton węgla na rok lub, co w krótkim czasie jest całkowicie niewykonalne, przebudować model polskiej elektroenergetyki. Zdaniem Markowskiego kosztowałoby to 400 mld euro i trwało około trzydziestu lat.

Szacunek zamiast agresji


W ostatnim czasie można zaobserwować ataki na środowisko górnicze z uwagi na skalę pandemii koronawirusa. Zareagowała na to Fundacja Rodzin Górniczych, pomagająca między innymi osobom poszkodowanym w wypadkach w kopalniach. Odniosła się ona do fali hejtu, która wylała się na górników po stwierdzeniu licznych przypadków zarażeń koronawirusem w górnictwie na Śląsku.

- Z wielką przykrością przyjmujemy informacje o hejcie, który kierowany jest na górników w związku z zakażeniami koronawirusem na kopalniach. Górnicy, aby zabezpieczyć nasze bezpieczeństwo energetyczne i funkcjonowanie kopalń, codziennie podejmują ryzyko związane z pracą pod ziemią, a w okresie pandemii także zakażenia koronawirusem. Apelujemy o wzajemny szacunek. Nikt z nas nie chce zachorować. Boimy się, ale agresja nam nie pomoże - wskazała Fundacja Rodzin Górniczych. 

- Prowadząc naszą działalność pomocową, widzimy, jak ważna jest empatia i serdeczność, szczególnie gdy życie wystawia nas na próbę - tracimy bliskich, chorujemy. Apelujemy - bądźmy życzliwi dla siebie nawzajem - zaznaczyła Fundacja Rodzin Górniczych. 

W kopalniach wykonano ogromną pracę, żeby przetestować tysiące pracowników i przebadać pobrane próbki w wielu laboratoriach na terenie kraju.

- Nie byłoby to możliwe bez zaangażowania wojewody śląskiego i wsparcia rządu - ocenił prezes zarządu Polskiej Grupy Górniczej, Tomasz Rogala.

Wiadomo, że w poszczególnych kopalniach tempo uruchamiania wydobycia będzie uzależnione od specyfiki zakładu. Chodzi o to, by pracę wznowić możliwie jak najbezpieczniej dla pracowników.

- Moim zdaniem, znając warunki i charakter pracy pod ziemią, skala zakażeń jest i tak niska i pojawiła się z dużą zwłoką - zaznacza Jerzy Markowski. - Nie można tracić z pola widzenia faktu, że zakażenia z kopalń przenoszą się z górników na ich rodziny. I poprzez wspólne osiedla mieszkaniowe mogą się również przenosić do sąsiednich kopalń. Potrzeba teraz dużo więcej wyobraźni i wiedzy, a mniej pogardy, bo przecież górnicy nie wydobywają tego węgla dla siebie - dodaje Markowski.

Miedź zdrowsza?

W górnictwie węgla kamiennego na Górnym Śląsku jest dużo przypadków zakażeń koronawirusem,  podczas gdy górnictwo miedziowe "trzyma się zdrowo".

 - W kopalniach węgla ludzie pracują w niewielkich odległościach: w ścianach, w przodkach, w wąskich wyrobiskach - tłumaczy Jerzy Markowski. - Natomiast w górnictwie miedzi warunki eksploatacja opiera się na systemach komorowych z użyciem sprzętu ciężkiego, nie stwarzając takich zagrożeń.

Zaznacza jednocześnie, że skromnym pocieszeniem i potwierdzeniem tego, że w polskim górnictwie węgla kamiennego nie jest wcale tak źle, jest choćby fakt, iż podobne problemy z pandemią koronawirusa w kopalniach węgla mają w USA czy RPA.

Ogółem 25 maja 2020 roku rano zakażonych było 3376 górników z kilkunastu kopalń, wobec 3323 osób raportowanych rankiem 24 maja. Eksploatację czasowo wstrzymały Ruchy Pokój i Bielszowice kopalni zespolonej Ruda (znajdującej się w strukturach Polskiej Grupy Górniczej) w Rudzie Śląskiej.

Natomiast pięć kopalń, które wcześniej z powodu koronawirusa wstrzymało wydobycie węgla, w ostatnich dniach stopniowo rozpoczęło wznawianie eksploatacji. Górnicy to 48 proc. spośród 7071 wszystkich osób zakażonych w województwie śląskim. 

Czytaj także: Skala zgonów naturalnych w górnictwie niepokoi

 

×

DALSZA CZĘŚĆ ARTYKUŁU JEST DOSTĘPNA DLA SUBSKRYBENTÓW STREFY PREMIUM PORTALU WNP.PL

lub poznaj nasze plany abonamentowe i wybierz odpowiedni dla siebie. Nie masz konta? Kliknij i załóż konto!

KOMENTARZE (42)

Do artykułu: Wstrzymanie wydobycia w kopalniach to nie likwidacja

  • Górnik przodowy 2020-06-01 11:56:14
    Pazerność związków w ciągłych żądaniach, słabość, niekompetencja zarządów i brak prawidłowego nadzoru ze strony właściciela i mamy to co mamy i wszyscy teraz zdziwieni.!!!! Wszyscy zarabiają na węglu, tylko Polacy nie potrafią czy to nie dziwne.!!! Ale to tak jest, jak do tego daje się nieodpowiednich ludzi i rządzi polityka a nie fachowość.!!!!
  • Społecznik informatyk 2020-05-31 18:05:29
    Dobra okazja by zamknąć Bolesława Śmiałego, nikomu niepotrzebna kopalnie. To ich węgiel wykończył kocioł nowym Jaworznie. Koniec z nimi.
  • E=mc2 2020-05-28 04:18:21
    Kiedyś paliłem mułem lub flotokoncentratem. Teraz kupuję 2 tony węgla , reszta ogrzewam odpadami, opony , obuwie gumowe , butelki pet, papa dachowa, podkłady kolejowe, zużyty olej silnikowy, trociny, odpady rzeźnicze typu skóry, kopyta etc.
  • Jrek. 2020-05-26 18:35:06
    Węgiel importowany jest tańszy ponieważ , jest to niesort w kl. 0-150 mm . Taka klasa przeznaczona jest dla przemysłu /prąd , ciepłownie/, przed spaleniem jest kruszony . Indywidualny odbiorca potrzebuje np; w kl. 20-30 groszek lub kl. 30-60 orzech i taki sort otrzymujemy u Polskich zakładach przeróbczych
    • Alladyn 2020-05-26 19:27:01
      PIS CO W GLOWIE ZROBIL GORSZY SORT 🤣🤣🤣🤣🤣🤣
  • Energetyk 2020-05-26 15:15:29
    Na szczęści nasz rząd dba o dobrostan górników. SASIN dwoił się i troił, by górnicy nie zarazili się COVIDEM, i mu się udało, podobnie zresztą jak z organizacją wyborów pocztowych. Wszystko się SASINOWI udaje i całe szczęście, że górnicy są w dobrych rękach.
    • antyryl 2020-05-27 14:24:30
      Lot do Smoleńska organizowany przez niego też?

PISZESZ DO NAS Z ADRESU IP: 3.235.228.219
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

Logowanie

Dla subskrybentów naszych usług (Strefa Premium, newslettery) oraz uczestników konferencji ogranizowanych przez Grupę PTWP

Nie pamiętasz hasła?

Nie masz jeszcze konta? Kliknij i zarejestruj się teraz!