Gigantyczne złoże na Dolnym Śląsku to wielki kłopot. Dziś nie do rozwiązania

Gigantyczne złoże na Dolnym Śląsku to wielki kłopot. Dziś nie do rozwiązania
Taki obrazek 2 km pod ziemią wydaje się być obecnie niemozliwy. Fot. mat. pras.
  • Ten tekst jest częścią STREFY PREMIUM WNP.PL
  • Dariusz Malinowski
    Dariusz Malinowski
  • Dodano: 20-02-2020 11:40

To, że koło Nowej Soli są bajecznie bogate złoża miedzi i srebra, to fakt. Jednak na tym kończą się dobre informacje. Potwierdzić odkrycie to jedno, ale uruchomić produkcję to całkiem inna kwestia. Jest jeszcze możliwe całkiem inne satysfakcjonujące dla posiadaczy koncesji rozwiązanie, aby dobrze zarobić.

  • Złoże, którym chwali się Zielona Góra Copper, znajduje się w pobliżu zasobów już eksploatowanych przez KGHM.
  • Problem, jaki dotyczy złoża Kanadyjczyków, to bardzo duża głębokość zalegania.
  • Na uruchomienie nowej kopalni trzeba byłoby poczekać nawet dekadę.

Informacja brzmi sensacyjnie: firma Zielona Góra Copper otrzymała decyzję o zatwierdzeniu dokumentacji geologicznej nowego złoża rud miedzi i srebra „Nowa Sól”.


Zatwierdzone zasoby złoża szacowane są na 848 milionów ton rudy miedzi i srebra, 11 milionów ton miedzi oraz 36 tysięcy ton srebra.  - Jest to pierwsze od ponad 40 lat całkowicie nowo odkryte złoże w Polsce – chwali się firma.

To nie taka niespodzianka?

To, czego nie można odebrać kanadyjskiej spółce Miedzi Copper Corp, której częścią jest Zielona Góra Copper, to fakt lepszego udokumentowania złóż zlokalizowanych w okolicach Nowej Soli. Spółka prowadzi w Polsce od 9 lat program poszukiwań miedzi i srebra w obszarze monokliny przedsudeckiej, gdzie już wcześniej było wiadomo, czego pod ziemią szukać.

Czytaj też: Nowe złoże miedzi w Polsce. Dokumentacja zatwierdzona

Należy pamiętać, że polskie złoża miedzionośne są badane od 60 lat. Liczne, leżące w głębszych częściach monokliny przedsudeckiej, zostały odkryte i wstępnie rozpoznane w 1957 r., kiedy wykonywano pierwsze otwory rozpoznawcze w Kożuchowie, gdzie wykazano mineralizację. 

W 2017 roku odbyła się zresztą specjalna konferencja naukowa poświęcona dokonaniom prof. Jana Wyżykowskiego. Dokładnie 60 lat wcześniej ten odkrywca polskich złóż miedzi przywiózł do Państwowego Instytutu Geologicznego cztery rdzenie, wydobyte podczas wierceń poszukiwawczych z otworu S-1 w okolicach Sieroszowic na Dolnym Śląsku. Pierwsze badania próbek przeprowadził Andrzej Rydzewski, początkujący specjalista petrografii (nauki o składzie i właściwościach skał). To wówczas potwierdzono, że pod ziemią znajdują się złoża miedzionośne nadające się do przemysłowego zagospodarowania.

Złoże, o którym dziś mówi się jako o „nowo odkrytym”, to - jak podkreśla KGHM - jedno złoże, które jest po kawałku badane poprzez nowe koncesje. 

Jak się do nich dobrać?

Głównym problemem złoża koło Nowej Soli jest przede wszystkim głębokość zalegania. Złoże znajduje się na głębokości od 1700 do ponad 2100 metrów. Tak głęboko nie kopie się w Polsce nigdzie. Najgłębsze prace są prowadzone na głębokości około 1200 metrów (Głogów Głęboki), to pół kilometra mniej! Oczywiście wydaje się, że 500 metrów różnicy to niewiele. Sęk w tym, że w górnictwie to bardzo dużo.

Podstawowym problemem ze schodzeniem w głąb z wydobyciem jest pokonanie natury. A ta jest bezwzględna. Po pierwsze, pojawiają się nowe zagrożenia górnicze, a już rozpoznane nasilają się. Po drugie, wraz ze schodzeniem w głąb ziemi, rośnie temperatura górotworu. 

Co prawda na świecie prowadzi się wydobycie na większych głębokościach. W Południowej Afryce, wydobywa się złoto z głębokości nawet ponad pięciu kilometrów. W najgłębszej kopalni miedzi w Kanadzie, zlokalizowanej w Creighton w Ontario, rudy metali eksploatuje się ze złóż na głębokości 3000 m. Tyle, że mówimy o złożach o całkowicie odmiennej budowie geologicznej niż złoże typu Kupferschiefer, takie jak w KGHM, występujące w takich warunkach geologicznych.

Czytaj też: Amerykański Robinson przynosi zyski KGHM

Tu pojawia się pojęcie stopień geotermiczny, czyli współczynnik określający, co ile metrów w głąb ziemi temperatura przyrasta o 1 stopień Celsjusza. Jest on bardzo różny na różnych obszarach naszej planety. W skrajnych przypadkach notujemy wzrost temperatury górotworu o jeden stopień co 1,5 metra koło Florencji i ponad 180 m na Wyspach Bahama. W przypadku samego terenów, na których wydobycie prowadzi KGHM, może on być różny w zależności od złoża jednak przyjmuje się, że sięga ponad 30 stopni Celsjusza.

To zaś oznacza, że w nowym złożu temperatura górotworu sięgałaby 60-70 stopni. Prowadzenie tam eksploatacji przez człowieka, bez odpowiedniego zabezpieczenia jest niemożliwe.

Nowe technologie

Warunkiem prowadzenia tam eksploatacji, byłoby wdrożenie całkiem nowych technologii. Jeden z byłych menedżerów w KGHM wprost określa, że konieczna byłaby rewolucja na nieznaną w górnictwie podziemnym skalę. Niezbędne byłoby zastosowanie autonomicznych i zrobotyzowanych maszyn, specjalnych kombajnów. Tyle, że ze względu na rodzaj złoża, aby ilość rudy była wystarczająca, do wydobycia trzeba byłoby wprowadzić kilkadziesiąt takich urządzeń. To oznaczałoby gigantyczne nakłady finansowe.

Istotnym wyzwaniem byłoby także zabezpieczenie potrzeb energetycznych takich kompleksów wydobywczych. Wydaje się, że w obecnych warunkach technologicznych, to zadanie mocno wątpliwe.

-W realizację tego programu (badania złoża koło Nowej Soli), grupa zainwestowała do tej pory 360 mln złotych. Budowa kompleksu wydobywczego to kolejny koszt rzędu 13-15 mld złotych – informuje Miedzi Copper Corp. To jednak może okazać się zbyt mało.

Dla przykładu realizowany przez KGHM projekt „Głogów Głęboki – Przemysłowy” (największy podziemny projekt górniczy w branży metali nieżelaznych w Europie, zarówno ze względu na wielkość udostępnionych zasobów rudy miedzi, jak też głębokość eksploatacji – poniżej 1200 metrów), będzie kosztował KGHM blisko 1,5 miliarda złotych! A przecież mówimy tylko o nowym obszarze górniczym, a nie całkowicie nowym projekcie, całkowicie nowej kopalni z nową technologią! 

Możliwy scenariusz

Miedzi Copper Corp. informuje, że pierwsze prace wiertnicze na tym obszarze rozpoczęto w 2014 roku. Wykonano 20  otworów wiertniczych, z których aż 19 było pozytywnych. Dokumentacja złoża została zatwierdzona przez Ministra Klimatu na poziomie C2.

To wciąż zbyt mało, aby można było myśleć o budowie kopalni.

Złoże musi być bowiem rozpoznane w kategorii C1. W praktyce oznacza to kolejne liczne wiercenia, tak aby zmniejszyć błąd oszacowania zasobów poniżej 30 proc. Zajmie to kilka lat i sporo pochłonie – jeden odwiert wraz z opracowaniem wyników wiercenia może kosztować nawet 10 mln zł i więcej.

Uzyskanie pozwoleń administracyjnych (m.in. środowiskowych) to kwestia 3-4 lat, budowa szybów to okres 2-5 lat. Do tego dochodzi budowa infrastruktury powierzchniowej i podziemnej. Wydaje się, że realny termin to minimum 10 lat.

Tak więc zwrot zainwestowanych pieniędzy, jeśli będzie możliwy, to kwestia kolejnej dekady.

Czy kanadyjska spółka ma więc inną możliwość?

Tak. Byłoby nią sprzedaż całego projektu. Firma policzyłaby sobie poniesione dotychczas wydatki, dołożyła stosowną marżę i sprzedała projekt. W praktyce musiałaby sprzedać spółkę z koncesją, ponieważ same koncesje w polskim prawie nie są zbywalne.

Co to dałoby Kanadyjczykom? Z pewnością solidny zarobek. Z pewnością mniejszy, niż przyniosłoby uruchomnienie kopalni, ale zgodnie z przysłowiem lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu…

 

×

DALSZA CZĘŚĆ ARTYKUŁU JEST DOSTĘPNA DLA SUBSKRYBENTÓW STREFY PREMIUM PORTALU WNP.PL

lub poznaj nasze plany abonamentowe i wybierz odpowiedni dla siebie. Nie masz konta? Kliknij i załóż konto!

SŁOWA KLUCZOWE I ALERTY

SPÓŁKI

KOMENTARZE (29)

Do artykułu: Gigantyczne złoże na Dolnym Śląsku to wielki kłopot. Dziś nie do rozwiązania

  • juzio 2020-05-01 13:42:59
    Złorzeczący Kanadyjczykom - gdzieście byli gdy KGHM kupował złoże w ...Kanadzie?
  • maciek 2020-03-01 07:27:08
    może to i lepiej że Kanadyjczycy ........ np sprowadzony węgiel z Australii jest tańszy od polskiego nawet doliczając koszt transportu, a górnika po 10 latach pracy stać na kupno domu z basenem - dziwne
  • Bartek 2020-02-29 10:49:52
    KGHM to Polska. Więc zależy mi na ich interesie, co mnie obchodzi Kanada?! Jeśli już, to dowalić im taki podatek, żeby to sie wszystkim opłacało, ale wtedy sami by się wycofali... obiecują nam budowę kopalni, ale wątpię by poradzili sobie z tym lepiej niż KGHM. Po prostu chcą położyć swoje łapska na naszej miedzi i takie są fakty.
  • MatkoBosko 2020-02-28 12:53:52
    Opozycja to by tylko za przeproszeniem tylek wystawiała zagranicznym koncernom,obudźcie się,musimy postawić na Polske a nie oddawać Kanadzie
  • Karynka 2020-02-28 12:42:50
    Wszystko bysmy chcieli oddać za granice,a to nie na tym polega,dbajmy o nasze złoża miedzi,Kanada jest nam zbędna na tym polu.Dlatego kanadyjczycy zacierają juz recę bo wiedza że nasza miedź to góra złota

PISZESZ DO NAS Z ADRESU IP: 3.235.78.122
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

Logowanie

Dla subskrybentów naszych usług (Strefa Premium, newslettery) oraz uczestników konferencji ogranizowanych przez Grupę PTWP

Nie pamiętasz hasła?

Nie masz jeszcze konta? Kliknij i zarejestruj się teraz!