Wodór przyszłością hutnictwa. Jeśli branża w Europie przetrwa

Wodór przyszłością hutnictwa. Jeśli branża w Europie przetrwa
W nasz rynek stalowy uderza import z Azji. Na zdjęciu huta w Wietnamie. Fot. mat. pras.
  • Ten tekst jest częścią STREFY PREMIUM WNP.PL
  • Dariusz Malinowski
    Dariusz Malinowski
  • Dodano: 15-09-2020 10:34

Wiele wskazuje, że wodorowa rewolucja trafi prędzej czy później także do hutnictwa. Zanim jednak to się stanie, europejska branża stalowa musi się zmierzyć z wyzwaniami związanymi z emisjami dwutlenku węgla, niekontrolowanym napływem stali z Azji czy z sytuacją wynikłą z pandemii koronawirusa. Jak to zrobić, zastanawiali się uczestnicy panelu „Hutnictwo” podczas 12. edycji Europejskiego Kongresu Gospodarczego.

  • Pozaeuropejscy producenci stali wykorzystują restrykcyjne dla naszych stalowni przepisy i oferują taniej swe produkty.
  • Bez wyrównania szans naszym stalowniom będzie groziła zapaść, a nawet likwidacja.
  • Paliwem przyszłości będzie wodór, ale na razie bez koksu się nie obejdziemy.

Pandemia koronawirusa jeszcze pogłębiła trudną sytuację branży stalowej. Jednak być albo nie być dla branży jest znalezienie czystszego niż węgiel paliwa. Na razie sektor musi konkurować z napływającą do Europy stalą z Azji czy Rosji.


Nie jest to łatwa walka. Ceny wyrobów stalowych, jakie oferują zagraniczni producenci, są bowiem bardzo atrakcyjne.

Jak przyznaje Marek Frydrych, prezes zarządu, Sunningwell, azjatyccy konkurenci oferują np. blachę stalową w cenach, w jakich na europejskim rynku sprzedawane są tzw. slaby (półprodukt przeznaczony do dalszego walcowania - przyp. red.). – Jak widzimy, konkurować nie jest nam łatwo - dodaje menedżer.


Czytaj też: ArcelorMittal Poland nie podjął żadnych decyzji ws. części surowcowej krakowskiej huty

Teoretycznie taka sytuacja działa na korzyść odbiorców. Ci mogą bowiem kupić wyroby taniej. Sęk w tym, jak przyznaje Stefan Dzienniak, prezes zarządu Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej, taka sytuacja nie trwałaby wiecznie.

Trzeba się bowiem byłoby liczyć, że zalew tanich wyrobów położyłby europejskich producentów. Następstwem tego byłby znaczący skok cen importowanych produktów, a innego wyjścia niż ich zakup by nie było.

Dlaczego wyroby z Azji czy krajów byłego ZSRR są tak atrakcyjne? Głównym czynnikiem są kwestie środowiskowe. Opłaty emisyjne powodują, że branża stalowa w Unii jest mało konkurencyjna, ma bowiem wyższe koszty. To cena m.in. za zmniejszanie emisji i dostosowywanie się do coraz bardziej rygorystycznych przepisów środowiskowych. Takich ograniczeń nie mają azjatyccy producenci.


- Już widać wzrost importu do Unii Europejskiej asortymentu stalowego. Zagraniczni producenci chcą sprzedawać więcej stali na rynku Unii – przyznaje Jerzy Bernhard, prezes zarządu, dyrektor generalny Stalprofilu, spółki zajmującej się m.in. handlem wyrobami stalowymi, ale i także produkcją wyrobów na rzecz branży gazowej.

Problem w tym, że ograniczyć import zgodnie z prawami Światowej Organizacji Handlu wcale nie jest łatwo. Prezes Bernhard przyznaje jednak, że jednym z możliwych rozwiązań byłoby wprowadzenie tzw. carbon tax – czyli podatku od emisji powstałych w wyniku produkcji wyrobów.

W praktyce importowane do Unii Europejskiej wyroby byłyby więc opodatkowane. Zagraniczni producenci musieliby więc wprowadzić mechanizmy zmniejszające emisję. Efektem tego byłoby podniesienie cen wyrobów. To zrównałoby szanse na skuteczne rywalizowanie z pozaeuropejskimi firmami stalowymi.

Bez tego przemysł stalowy w Unii Europejskiej będzie miał bardzo trudno, aby sprostać zagranicznej konkurencji. A to oznacza likwidację miejsc pracy.


- I nie chodzi o zatrudnienie bezpośrednio w hutach czy stalowniach, lecz także o tysiące innych miejsc pracy. Jedno miejsce pracy w hutnictwie generuje bowiem aż sześć innych w otoczeniu – tłumaczy prezes Dzienniak.

- Musimy być konkurencyjni. Jednak jeżeli tylko na nas będą nakładane obostrzenia dotyczące redukcji emisji, to wówczas branża nie będzie mogła skutecznie walczyć na rynku z producentami stali z innych kontynentów – podkreśla prezes Frydrych.

Przykładem to, że nawet firmy, które zainwestowały setki milionów złotych w czystą produkcję mają problemy, jest ArcelorMittal Poland. Firma wyłączyła w krakowskiej hucie wielki piec i czeka na lepsze czasy. – Jesteśmy w gotowości; ludzie są na postojowym lub gdzie indziej wykorzystywani. Jeśli pojawią się warunki, piec odpalimy – przyznaje Tomasz Ślęzak, dyrektor energii i ochrony środowiska, członek zarządu ArcelorMittal Poland.

Na horyzoncie wodór

Na razie jednak firma czeka - i to pomimo wcześniejszych proekologicznych działań. Zdaniem Marka Serafina, prezesa zarządu, dyrektora zarządzającego spółki Koksownia Częstochowa Nowa, widoczny jest postęp technologiczny w branży, zmierzający do ograniczeń emisji, ale pewne kwestie nie sposób jeszcze ominąć.

- Bez koksu nadal nie da się żyć. Wielką nadzieję branża wiąże z wodorem i zastosowaniem tego paliwa. Jednak to dopiero melodia przyszłości, na razie pierwszeństwo będą miały tradycyjne technologie – podkreśla Serafin. Jak zaznacza, widoczne są dążenia do poszukiwania alternatywy wobec koksu - i branża koksownicza pilnie się temu przygląda.

Wodór uważany jest za paliwo przyszłości. Problem w tym, że wciąż jest on dość kosztowny. Jednak postępuje komercjalizacja technologii produkcji i wykorzystania wodoru jako paliwa. Zaletą tego gazu jest to, że nie powoduje on praktycznie żadnych emisji.


Na razie poszukiwania innych dróg trwają. Stopniowo są rozszerzane alternatywne technologie produkcji stali, do których należą redukcja bezpośrednia rud DRI (Direct Reduction Iron). Problem w tym, że choć są mniej emisyjne, to dużo kosztowniejsze i w Unii Europejskiej praktycznie niestosowane. W praktyce zatem zdani jesteśmy na obecne metody produkcji stali, warto więc, aby europejscy politycy wprowadzając Zielony Ład, pomyśleli także o wyrównaniu szans z zagraniczną konkurencją.

 

×

DALSZA CZĘŚĆ ARTYKUŁU JEST DOSTĘPNA DLA SUBSKRYBENTÓW STREFY PREMIUM PORTALU WNP.PL

lub poznaj nasze plany abonamentowe i wybierz odpowiedni dla siebie. Nie masz konta? Kliknij i załóż konto!

KOMENTARZE (7)

Do artykułu: Wodór przyszłością hutnictwa. Jeśli branża w Europie przetrwa

  • Jasiu 2020-09-15 12:24:18
    Tutaj najlepiej widać, że "zieloni" są piątą kolumną europejskiej gospodarki i mają na celu jej upadek i upadek całej Europy.
  • frans timermans 2020-09-15 11:52:17
    rozwalacie mi klate tymi komentarzami. bez komentarza. bedzie wodór i tyle.
  • czees 2020-09-15 10:47:01
    Nie wiem co redaktor miał na myśli pisząc o koksie, ale wydaje mi się, że to zwyczajna pomyłka procesu produkcyjnego stali. Grzać można czym innym niż węgiel, ale stali bez wsadu węglowego(w postaci koksu) nie ma. Stal to stop żelaza z węglem.
    • Jan 2020-09-15 11:01:09
      Redaktor niedouk i co gorsza ekooszołom.
      • immi 2020-09-15 11:52:23
        taa, wodorotlenek żelaza będą produkować :P
    • SK 2020-09-21 18:07:29
      Ewentualny przyszły problem dla górnictwa wydaje się być taki, że po ewentualnym wprowadzeniu nowych technologii produkcji, węgiel może być potrzebny tylko w takiej ilości ile wynosi jego udział w składzie chemicznym stali.Ale do tego na razie dosyć daleka droga.

PISZESZ DO NAS Z ADRESU IP: 3.235.180.193
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

Logowanie

Dla subskrybentów naszych usług (Strefa Premium, newslettery) oraz uczestników konferencji ogranizowanych przez Grupę PTWP

Nie pamiętasz hasła?

Nie masz jeszcze konta? Kliknij i zarejestruj się teraz!