Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2021

PO: wciąż dużo znaków zapytania w sprawie powrotu Tuska

Autor: PAP
Dodano: 30-06-2021 07:05

Do końca tego tygodnia ma dojść do dwóch spotkań Rafała Trzaskowskiego z Donaldem Tuskiem oraz Borysem Budką i to od nich może ostatecznie zależeć czy były premier przejmie władzę w PO - wynika z informacji PAP. Powrotu Tuska nie chce tzw. frakcja młodych skupiona wokół prezydenta Warszawy.

"Nic nie wiadomo" - to zdanie można obecnie najczęściej usłyszeć od polityków Platformy Obywatelskiej, gdy zapytać ich o to czy Donald Tusk wraca do krajowej polityki i w jakiej roli. Pewne jest na razie jedno - w najbliższą sobotę o godz. 10 w stołecznej Hali Expo zbiera się Rada Krajowa PO, gdzie głos mają zabrać: były premier i były szef Rady Europejskiej oraz obecny lider ugrupowania Borys Budka.

Rozmówcy PAP w Platformie przekonują jednak, że nikt, łącznie z samymi zainteresowanymi nie jest pewien jaki komunikat z niej popłynie. "Nic nie zostało ustalone" - mówi PAP osoba znająca kulisy rozmów, które toczą się w gronie najważniejszych osób w Platformie.

Powszechne wśród członków Platformy jest przekonanie, że Tusk, jako założyciel i pierwszy lider PO, a obecnie jej honorowy przewodniczący, chciałby powrócić do kierowania partią. Ma przy tym spore grono zwolenników, którzy oczekują, że zreformuje partię i poprawi jej notowania. "Jeśli ktoś taki, kto siedem razy wygrał z (Jarosławem) Kaczyńskim, chce oddać stanowisko, które ma w Brukseli (szefa Europejskiej Partii Ludowej - PAP), i stoczyć tytaniczny bój o demokratyczną, europejską Polskę tu, w kraju, to ja osobiście bym się cieszył i uważałbym, że to jest dobre dla kraju" - mówił we wtorek w rozmowie z portalem Onet były szef MSZ, europoseł Radosław Sikorski.

"W polityce albo się jest na 100 procent, albo można ją opisywać, pisać pamiętniki. Jak Tusk mówi o powrocie do polityki, to z pewnością nie mówi o jakiejś roli z boku i doradzaniu" - to z kolei opinia wiceszefa Platformy Tomasza Siemoniaka. "Dajmy sobie jeszcze chwilę, żeby to wszystko ustalić, na pewno będzie to kluczowa rola. Nie przyjedzie tutaj, żeby się przyglądać, on będzie działał" - dodał Siemoniak w rozmowie z Programem Pierwszym Polskiego Radia. Obaj - i Siemoniak, i Sikorski to w przeszłości bliscy współpracownicy Tuska, ministrowie w jego rządach.

Poseł Sławomir Nitras, jeden z najbliższych sojuszników Rafała Trzaskowskiego, potwierdził z kolei w poniedziałek w wywiadzie dla Polsat News, że Budka "nosi się z zamiarem" rezygnacji z funkcji szefa Platformy, co teoretycznie otwiera Tuskowi drogę do ponownego kierowania partią. Nie jest to jednak - jak podkreślają rozmówcy PAP - tak proste, jak by się wydawało. Na przeszkodzie stoją bowiem przepisy statutu partii i Trzaskowski, który po ubiegłorocznych wyborach prezydenckich, przegranych tylko o włos z Andrzejem Dudą, stał się jednym z czołowych polityków nie tylko w Platformie, ale i w krajowej polityce.

Statut PO stanowi, że w razie rezygnacji szefa partii, osobą pełniącą obowiązki przewodniczącego zostaje najstarszy z wiceprzewodniczących lub ewentualnie inny wiceprzewodniczący, którego Zarząd Krajowy musiałby jednak wybrać bezwzględną większością głosów. Wiceszefów PO jest obecnie czworo - oprócz Siemoniaka są to także: Trzaskowski i europoseł Bartosz Arłukowicz oraz najstarsza w tym gronie była premier, dziś także zasiadająca w PE, Ewa Kopacz. "Scenariusze są tutaj dwa - albo dochodzi do głosowania, ale jest ryzyko, że Tusk wygrywa jednym głosem i mamy podział w partii, albo rezygnuje Kopacz i wtedy Tusk spełnia kryterium wieku, które pozwala mu zostać p.o. przewodniczącego" - mówi polityk Platformy.

Zwraca przy tym uwagę, że jeśli Budka, który według niego "obiecał" Tuskowi rezygnację na jego rzecz, miałby zostać wiceszefem PO, któryś z obecnych wiceprzewodniczących musiałby i tak ustąpić. Statut przewiduje bowiem "do czterech" zastępców szefa Platformy.

Perspektywa powrotu byłego premiera nie podoba się też części młodszych członków ugrupowania, zwłaszcza tych sympatyzujących z Trzaskowskim. Obawiają się bowiem, iż wraz z nim do łask wróci odsunięta na dalszy plan "stara gwardia", która "wytnie" ich w regionach lub pozbawi miejsca w Zarządzie Krajowym. "Nie bardzo wyobrażam sobie, żeby partią znów rządzili: Grzegorz Schetyna, Cezary Grabarczyk czy Radosław Sikorski" - podkreśla w rozmowie z PAP jeden z polityków młodszej generacji.

Trzaskowski tymczasem zintensyfikował ostatnio działania na rzecz budowy swojego ruchu "Wspólna Polska". W poniedziałek ogłosił w Poznaniu powstanie stowarzyszenia samorządowego Wspólna Polska, które ma być częścią ruchu. Na konferencji prasowej towarzyszyli mu m.in. prezydenci: Poznania Jacek Jaśkowiak, Białegostoku Tadeusz Truskolaski, Opola Arkadiusz Wiśniewski, Świdnicy Beata Moskal-Słaniewska, Sosnowca Arkadiusz Chęciński oraz marszałek woj. lubuskiego Elżbieta Polak. Zaawansowane są także przygotowania do sierpniowego Campusu Polska Przyszłości - wydarzenia, w którym udział wziąć ma ponad tysiąc młodych ludzi z Polski i zagranicy. Campus również organizuje ruch Trzaskowskiego.

Prezydent Warszawy dość chłodno wypowiedział się o ewentualnym powrocie Tuska do władzy w PO. "Jeżeli Donald Tusk będzie chciał wspierać opozycję, jeżeli będzie chciał nam pomagać w tym, żebyśmy byli silniejsi, to tylko i wyłącznie można się z tego cieszyć. Natomiast na razie mamy mnóstwo szumu medialnego, na razie nie ma żadnych faktów. Przewodniczącym PO jest Borys Budka, ja jestem lojalny wobec swojego przewodniczącego" - podkreślał Trzaskowski. Wyraził też nadzieję, że uda mu się spotkać z byłym premierem w tym tygodniu. Z informacji PAP wynika, że ma do rozmowy obu polityków ma dojść jeszcze przed sobotnią Radą Krajową PO.

Na swego dawnego lidera czekają za to sygnatariusze majowego "listu 54" parlamentarzystów Platformy. Inspiratorka listu Joanna Kluzik-Rostkowska przyznaje w rozmowie z PAP, że powrót Tuska do PO można by uznać za spełnienie postulatów sygnatariuszy listu. "Powrót Donalda Tuska dawałby największe szanse na odbudowanie Platformy, czyli na to, co postulowaliśmy w liście" - przekonuje posłanka.

"List 54" podpisali m.in. Grzegorz Schetyna, były szef PO, obecnie p.o. przewodniczącego dolnośląskiej Platformy; b. szef klubu PO, obecnie lider partii na Pomorzu Sławomir Neumann, szef senackiego klubu KO Marcin Bosacki. Wśród sygnatariuszy byli też przedstawiciele młodszego pokolenia posłów, np. Marta Golbik, Arkadiusz Myrcha czy Michał Jaros.

Przeciągające się negocjacje w sprawie powrotu Tuska sprawiają, że część rozmówców PAP wątpi, że obecny honorowy przewodniczący zostanie faktycznym szefem ich ugrupowania. "Nic z tego nie będzie, bo Tusk nie zaryzykuje konfliktu z Trzaskowskim, który w takim scenariuszu może nawet zdecydować się walczyć o przywództwo w partii" - przewiduje ważny polityk PO z Warszawy.

Inny z kolei, znający byłego premiera od dziesięcioleci, uważa, że jego powrót do kierowania partią byłby obecnie błędem. "To jest zawodnik wagi ciężkiej. Jakby miał wracać, to nie teraz" - przekonuje rozmówca PAP. Zwraca uwagę, że Tusk też zna ostatnie sondaże i wie, że jego powrót negatywnie ocenia 60 procent respondentów. "A to oznacza, że PO na czele z Tuskiem mogłaby liczyć na 15-20 procent. I oznaczałoby to zamknięcie się na wiele środowisk. Tymczasem, gdyby PO została elementem szerokiego konglomeratu, w którym byłby i Ruch Wspólna Polska, i być może Szymon Hołownia, to takie coś miałoby szanse na wygraną w wyborach" - dodaje rozmówca PAP.

Z informacji PAP wynika, że scenariusz sobotniej Rady Krajowej wyklarują dwa planowane na ten tydzień spotkania - Trzaskowskiego z Tuskiem i Trzaskowskiego z Budką. "Bo póki co jest tak, że Trzaskowski nie wie co zrobi Budka, czy zrezygnuje, czy nie; Budka też chyba nie wie co zrobi. No i Tusk nie wie, co zrobią tamci dwaj" - twierdzi cytowany już wcześniej polityk Platformy dobrze zorientowany z sytuacji w partii.

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2021