Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2020

Nagrody dla ministrów. Tyszka proponuje Morawieckiemu dymisję

Autor: GP
Dodano: 05-03-2018 15:48

Dla wicemarszałka Sejmu z Kukiz'15 informacje o dodatkach dla ministrów to powód do dymisji. Tyszka jednak jest świadom, że w Polsce tolerancja na takie działanie władzy jest duża.

 

Po tym, jak polska opinię publiczną obiegły informacje o nagrodach przyznawanych w ramach gabinetu Beaty Szydło, podnosiło się oburzenie polityków i części komentatorów życia publicznego, że nie przystoi urzędnikom państwowym pobierać dodatkowych miesięcznych nagród.

Mateusz Morawiecki odpowiadając na tę krytykę stwierdził, że skończy z podobnymi praktykami i co więcej, odda swoją nagrodę z 2017 r.

- Te środki, które mi zostały przyznane, ja przeznaczyłem na cele charytatywne; za inne osoby nie będę się wypowiadał w tym momencie - mówił premier Morawiecki w Kancelarii Premiera w poniedziałek (5 marca).

Takie zapowiedzi i gesty jednak nie są wystarczające dla wicemarszałka Stanisława Tyszki z Kukiz'15. Tyszka oceniał, że przyzwoitość i kultura polityczna bardziej rozwiniętych demokracji świata nie darowałyby takiej buty i arogancji, jaką wykazali się ministrowie rządu RP:

- W każdym cywilizowanym państwie w momencie, kiedy nagle wyszłyby takie informacje, że rząd przez rok przyznawał sobie miesiąc w miesiąc dodatki do pensji w wysokości połowy wynagrodzenia, w sposób ewidentny obchodząc prawo, taki rząd podałby się do dymisji, natychmiast - mówił w internetowej audycji "Rzeczpospolitej" polityk. - Problem polega na tym, że Polacy - niestety - przyzwyczaili się, również w czasie rządów PO, że rząd nadużywa władzy, również w celach zapewnienia sobie dobrego bytu. Apeluję do członków rządu, by zwrócili przyznane im nagrody!

Apel pojawiał się także w mediach społecznościowych formacji Kukiz'15.

Czytaj też: PO o nagrodach: "PiS będzie brało podwójne pensje"

W niedzielę (4 marca) opinię publiczną rozpalały też inne informacje o wydatkach administracji rządowej. Te zastrzeżenia dotyczyły jednak konkretnego ministerstwa i nie miały związku z płacami a wydatkami. Duże sumy mieli rozdysponować przez ostatnie dwa lata urzędnicy Ministerstwa Obrony Narodowej (MON).

Z ramienia Kukiz'15 tę sprawę komentował Marek Jakubiak.

- W całej tej dyskusji o skandalicznych milionowych wydatkach urzędników MON zapominamy o tych, którzy nas oglądają, a wesoło nie jest, Polacy za mało zarabiają! To trzeba poprawić! Mamy za drogie państwo, państwo zjada własne dochody - podkreślał zły wizerunkowy odbiór wydatków MON poseł. To cytat z TVN 24.

Odpowiadając na takie zastrzeżenia, kierujący od początku rządów PiS do 2018 r MON Antoni Macierewicz stwierdził, że nie ma powodów, by posądzać jego otoczenie w MON o rozrzutność.

Były szef MON wskazywał w weekend, że wydana kwota stanowiła sumę wydatków wszystkich jednostek organizacyjnych resortu obrony i wojska, a przy rozmiarze polskich sił zbrojnych i towarzyszącej im administracji nie można mówić o nadużywaniu środków publicznych.

W 2015 roku Siły Zbrojne posiadały 842 karty płatnicze, z których wydano łącznie 9,6 mln zł; to więcej niż w latach 2016 i 2017, gdy wydatki te wyniosły po 9,5 mln złotych oraz użytkowano odpowiednio: 832 i 746 kart płatniczych - uzasadniał wydatki MON wiceminister Bartosz Kownacki, którego w ubiegłym tygodniu o wydatki MON dopytywał poseł Piotr Misiło (Nowoczesna).

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2020