Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2019

Leszek Miller: PiS przechodzi do defensywy

Autor: Włodek Kaleta
Dodano: 11-12-2018 12:32

Dlaczego trudno uwierzyć prezesowi Jarosławowi Kaczyńskiemu, kiedy mówi, że PiS jest ostoją demokracji i praworządności? Jaką receptę na sukces ma SLD po klęsce w wyborach samorządowych i dlaczego nie będzie komisji śledczej w sprawie KNF - m.in. o to zapytaliśmy byłego premiera Leszka Millera.

*****

Prezes PiS Jarosław Kaczyński, po długim okresie milczenia, zabrał głos i podczas konwencji w Jachrance oświadczył, że w naszej ojczyźnie jedna strona, czyli PiS, uznaje reguły demokracji i praworządności, a druga nie. Dlatego może kłamać, bić rekordy hipokryzji…

Leszek Miller: - Uważam, że jest całkowicie przeciwnie. Rozumiem Komisję Europejską, która nie wycofuje swojego wniosku złożonego w Trybunale Sprawiedliwości UE. Jeżeli PiS liczył na to, że za pomocą skromnej nowelizacji spowoduje, iż sprawa praworządności w Polsce umrze, to widać wyraźnie, że tak nie będzie.

Przy okazji zobaczyliśmy, jak dobrze, że jesteśmy w Unii. Dzięki temu nie wszystko, co PiS chciałby wprowadzić, gwałcąc mechanizmy demokracji, jest możliwe do zrobienia.

Słuchając prezesa Kaczyńskiego, zwłaszcza jego ostatniego wystąpienia, odniosłem wrażenie, że jest intelektualnie zmęczony i bardzo zdesperowany. W całym jego wystąpieniu było więcej defensywy niż ofensywy. Z tego, co mówił, widać wyraźnie, że PiS traci dynamikę działania. Nie promuje niczego nowego.

Do tego piętrzą się afery, które zdesperowani przedstawiciele PiS starają się zamieść pod dywan. Coraz powszechniejsza jest świadomość nieudanej misji premiera Mateusza Morawieckiego, który miał pozyskać elektorat centrum, bez którego nie wygrywa się wyborów, a także pogodzić się z Unią Europejską. Nic takiego się jednak nie stało.

Czytaj też: Robert Biedroń: Moim celem jest bycie premierem. Zręby programu gotowe

Jarosław Kaczyński mówił wprawdzie, że jesteśmy prounijni i prodemokratyczni, a PiS jest gwarantem praworządności, ale mało kto już w to wierzy. Nawet na twarzach polityków PiS, słuchających wystąpienia prezesa, nie było widać entuzjazmu. Jakby słuchając swojego szefa, zastanawiali się, kogo to przekona, jeśli nawet oni sami w to nie wierzą?

Afery wokół KNF wciąż podgrzewają emocje. Szybkie aresztowanie jej byłego już przewodniczącego miało zakończyć sprawę. Tak się jednak nie stało. Zatrzymanie zastępcy przewodniczącego KNF za czasów PO, który tropił nieprawidłowości w SKOK Wołomin, natychmiast podniosło temperaturę dyskusji. Jaka jest pana opinia w tej sprawie?

- Aresztowano wysokich urzędników, którzy byli w relacjach służbowych z premierami z Platformy. Chodzi o to, by nazwiska Donalda Tuska i Ewy Kopacz zaczęły się negatywnie pojawiać w kontekście afery KNF.

Niektórzy uważają, że to próba zatuszowania pierwszej afery?

- Tak sądzę. Pewnie dlatego nie zostanie powołana komisja śledcza w tej sprawie. Obóz rządzący zrobi wszystko, żeby przykryć aferę KNF o wcześniejszej dacie.

Nie jest pan jednak zwolennikiem powołania komisji śledczej w tej sprawie. Dlaczego?

- Jako suweren, obserwator sceny politycznej, chętnie bym posłuchał, co różni ludzie mają do powiedzenia na ten temat przed komisją śledczą. Ale jak patrzę na to oczami polityka, to wiem, że rządzący, nauczeni doświadczeniem, nie będą wikłać się w komisję śledczą, bo na jej powołaniu zawsze coś tracą, a niczego nie zyskują.

PiS cofa się jednak i znowelizował ustawę o Sądzie Najwyższym, wycofując się z ograniczenia wieku emerytalnego sędziów i przywróceniu tych, którzy z SN odeszli.

- Problem dotyczący wieku sędziów SN jest tylko jednym z wielu. Trzeba pamiętać, że sama ustawa o Krajowej Radzie Sądownictwa jest obarczona nieprawidłowością konstytucyjną i jej obecny skład jest niekonstytucyjny. Można mieć również wiele uwag do ustawy o sądach powszechnych. Wycofanie się PiS z zapisu o ograniczeniu wieku sędziów do 65. roku życia i powrót do pracy sędziów zwolnionych to dopiero 20-25 proc. spraw koniecznych do załatwienia w sądownictwie.

Wróćmy jeszcze do wciąż, jak się wydaje, aktualnego mimo upływu czasu tematu: wyborów samorządowych. Wynik, jaki uzyskał SLD, był słaby.

- To ewidentna porażka SLD. W liczbach bezwzględnych, przy większej frekwencji niż 4 lata temu, głosowało na nas o 30 tys. ludzi mniej. W sejmikach mamy 60 proc. mniej naszych przedstawicieli niż w wyborach samorządowych w 2014 r. W Warszawie po raz pierwszy od lat sojusz nie ma żadnego mandatu w Sejmiku Województwa Mazowieckiego, a w radzie Warszawy tylko jedno miejsce.

Można oczywiście te wyniki pudrować i robić makijaż, będzie to jednak zamazywanie rzeczywistości. Kierownictwo Sojuszu musi podjąć decyzję, w jakim kształcie wystartuje do kolejnych wyborów czy do wyborów do Parlamentu Europejskiego.

Właśnie, co w takim razie z następnymi wyborami? Były prezydent Aleksander Kwaśniewski mówi, że już do wyborów do europarlamentu SLD powinien pójść w bloku z PO. Posłuchacie jego rad?

- Pan Kwaśniewski już od dawna zdystansował się od SLD, może więc niech tak chętnie nie udziela nam żadnych rad. Trudno mi dziś powiedzieć, co będzie. Przewodniczący zapowiedział różne referenda w tej sprawie. Liczba wariantów jest oczywiście ograniczona. Pierwszy jest lewicowy, oparty na koalicji SLD, partii Razem i mniejszych ugrupowań. Tyle tylko że jest to sojusz słabych. Jeżeli mówimy o porażce SLD w wyborach samorządowych, to w przypadku partii Razem jest to już klęska.

Drugi wariant to włączenie się do koalicji opartej na Platformie Obywatelskiej, ale nie wiem, czy dostateczna większość członków SLD będzie temu sprzyjać.

Wciąż krąży kuluarowa, niezdementowana informacja o propozycji PO, by byli premierzy startowali do europarlamentu z jedynek na listach Koalicji Obywatelskiej, skorzysta pan z niej?

- Nie znam takiej propozycji. Słyszałem tylko Czarzastego, który zaprasza byłych premierów z SLD. Ja nie myślę o żadnych wyborach po mojej tragedii rodzinnej, którą ciągle przeżywam.

Premier Morawiecki wiele mówił ostatnio, że miejsce Polski jest w Unii, opowiadał, jak to dla nas ważne. Z drugiej strony dochodzą sygnały z PiS świadczące, że nie do końca tak jest, że to chwilowa zmiana retoryki przed zbliżającymi się wyborami do PE. Jaka jest pana opinia?

- Bo to wszystko jest istotnie na pokaz. Przypomnę, że symbolicznym sygnałem stosunku rządzących do UE było usunięcie flag UE z budynku Kancelarii Rady Ministrów za czasów premier Beaty Szydło. Teraz flagi wróciły, ale słowa premiera Morawieckiego często kierowane pod adresem Brukseli, które sugerowały, że Polska nie ma wiele korzyści z przynależności do UE, że Bruksela zabiera nam suwerenność, że bez Unii dawalibyśmy sobie lepiej radę, to wszystko pokazuje prawdziwe intencje PiS wobec Unii.

Czytaj też: Czarne chmury nad Nowoczesną?

Ponieważ zbliżają się wybory do Parlamentu Europejskiego, a PiS, mimo że niektórzy przedstawiciele tej partii nazwali flagę Unii szmatą, chce mieć jak najwięcej posłów w PE, więc teraz będzie udawał wielkiego przyjaciela UE. Mam jednak nadzieję, że ich wcześniejsze wyczyny przez dużą część wyborców zostały zapamiętane.

Ośmioro członków Nowoczesnej przeszło do PO. Zaszkodzi to Schetynie? Istnieje takie niebezpieczeństwo, że przez to zmniejszy się zaufanie do Koalicji Obywatelskiej, która „połyka” mniejsze partie. A może to krok w dobrym kierunku?

- To Platformie w żaden sposób nie zaszkodzi. Jeżeli jakaś grupa posłów chce przejść do tej partii, to raczej powód do dumy dla tego ugrupowania. Jak ktoś z PSL czy SLD będzie chciał przejść do innej partii, to nikt mu tego nie zabroni. Tak jak nikt nie bronił Krzysztofowi Gawkowskiemu przejścia do Biedronia.

Im bliżej będzie wyborów do europarlamentu oraz parlamentu krajowego, takich faktów będzie więcej. Są posłowie, którzy chcieliby powtórzyć swój mandat, ale mają świadomość, że w barwach swojej partii może się to nie udać. Będą raczej przechodzić do innych ugrupowań, które taką szansę na kolejny mandat im dają.

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2019