Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2022

Mike Pence zamiast Donalda Trumpa. Dowiemy się, gdzie będą stacjonować amerykańscy żołnierze w Polsce

Autor: Włodek Kaleta
Dodano: 30-08-2019 17:55

Prezydent USA nie przyleci do Polski na obchody 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej. O swojej decyzji poinformował w trakcie briefingu prasowego na dwa dni przed planowanym przylotem do Polski.

Powodem jest huragan Dorian, który zbliża się do amerykańskich wybrzeży. Dlatego, jak podkreślił Donald Trump, musi zostać w kraju, aby wszystkie zasoby rządu federalnego były skoncentrowane na nadciągającym żywiole.

Do Polski przyleci wiceprezydent Mike Pence. Jego wizyta będzie jednak miała inny przebieg od wcześniej ustalanego harmonogramu dla Donalda Trumpa. Nie zastąpi prezydenta USA podczas spotkania w cztery oczy z prezydentem Andrzejem Dudą, po którym podczas wspólnej konferencji miała paść informacja w sprawie wiz dla Polaków.

Według Washington Post już na początku tygodnia w Białym Domu rozważano ewentualność odwołania wizyty prezydenta Trumpa w Polsce. Amerykański prezydent po powrocie ze szczytu G7 we Francji nie był chętny do ponownej podróży do Europy. Najpierw odwołuje wizytę w Danii, gdzie miał polecieć prosto z Polski, powołując się na ostrą reakcję duńskich władz na propozycję odkupienia Grenlandii. 

Temat restytucji mienia pożydowskiego

Ponieważ mamy obecnie gorący czas w polityce, także wokół tej wizyty już od pewnego czasu narastały kontrowersje. Nie tylko w Polsce. Przypomnijmy list senatorów USA do prezydenta, by w rozmowach w Polsce pamiętał o restytucji mienia pożydowskiego.

Potem Washington Post apelował do prezydenta, aby odwołał wizytę w Polsce i pozostał w domu ze względu na długofalowe zdrowie polskiej demokracji, NATO i amerykańsko-polskie partnerstwo.

List z podobnym przesłaniem napisali do prezydenta także byli polscy ambasadorzy w USA. Z kolei w Doylestown, czyli amerykańskiej Częstochowie, podczas zjazdu Klubów Gazety Polskiej USA i Kanady odczytano list skierowany do prezydenta USA, przygotowany przez Komitet Upamiętnienia Katastrofy Smoleńskiej.

- Jesteśmy gotowi wspierać Pana w reelekcji. Zwracamy się do Pana w imieniu polsko-amerykańskiej społeczności, która w przeważającej większości głosowała na Pana w wyborach prezydenckich - deklarowali uczestnicy spotkania.

Wizyta nie odwołana, tylko przełożona

Trudno się dziwić, że w obecnej sytuacji, każde niemal wydarzenie, a co dopiero odwołanie wizyty amerykańskiego prezydenta, wpisano w kontekst wyborczy i komentowane jest na różne sposoby.

Szef gabinetu polskiego prezydenta, Krzysztof Szczerski przekonywał, że wizyta nie jest odwołana, a przełożona. - Pan prezydent Trump bardzo wyraźnie powiedział, że chce, żeby ta wizyta doszła do skutku, że będziemy teraz szukać w kalendarzu kolejnych możliwych terminów i że też dzwoni osobiście do prezydenta w tej sprawie. Było to godzinę przed tym, jak zostało ogłoszone publicznie, dlatego, że bardzo ceni sobie z panem prezydentem współpracę - podkreślił Szczerski. 

Leszek Miler, europoseł Koalicji Europejskiej uważa, że z punktu widzenia prezydenta USA to, czy PiS przegra wybory czy nie, nie ma znaczenia. - Polska nie ma znaczenia w globalnej polityce, tam, gdzie rozstrzygają się interesy USA.

W przyszłym roku są wybory prezydenckie w USA. Jeśli rzeczywiście nad Amerykę nadciąga niszczycielski żywioł, to naturalne, że urzędujący prezydent woli być w kraju. Jeśli huragan nie nadciągnie, będzie oczywiste, że szukał pretekstu, żeby nie przylecieć - komentował.

Ważny punkt kampanii wyborczej

Jego zdaniem PiS chciał z tej wizyty zrobić ważny punkt swojej kampanii propagandowej i wykorzystać go przed wyborami dla poszerzenia elektoratu. Zdaniem Ryszarda Schnepfa, byłego ambasadora w USA i Hiszpanii, były to nadzieje nazbyt optymistyczne.

Schnepf uważa, że tak naprawdę nigdy nie poznamy rzeczywistego powodu odwołania wizyty. - Na pewno nie lekceważyłbym huraganu, bo to kataklizm ogromnych rozmiarów. Z pewnością też Biały Dom nie lekceważy rocznicy wybuchu II wojny światowej - przekonywał.

Dodał jednak, że praktyką amerykańskiej polityki jest, że prezydenci unikają zaangażowania się w sprawy kraju, w którym wkrótce odbędą się wybory parlamentarne.

- Administracja o tym wiedziała. Pogłoski o odwołaniu wizyty dotarły do mnie już dwa tygodnie temu, grubo przed huraganem - przyznał były ambasador. - Biały Dom ze względów wizerunkowych nie mógłby sobie pozwolić na niedopuszczenie do wizyty Trumpa w Polsce. Ale na zasadzie plasterkowania, cały czas skracano plan wizyty. 

Lokalizacja nowych jednostek amerykańskich

Mariusz Błaszczak, minister obrony narodowej tłumaczył prezydenta Trumpa: - Ta decyzja jest jak najbardziej zrozumiała, chodzi o realne zagrożenie - zapewniał szef MON, komentując przełożenie wizyty Donalda Trumpa w Polsce z powodu nadciągającego nad Florydę huraganu.

Mówiąc, że oczekiwane jest uzgodnienie nowego terminu wizyty prezydenta USA, dodał, że hejterstwo ze strony opozycji, która sama siebie nazywa totalną, to przecież nic nowego. Sprzyja jej też część mediów, więc próbują podważyć niewątpliwy sukces, jakim są znakomite relacje ze Stanami Zjednoczonymi, najlepsze w historii.

Na 2 dni przed wizytą prezydenta USA w Polsce wydział prasowy MON poinformował o rozmowie Mariusza Błaszczaka z sekretarzem obrony USA Markiem Esperem. Omawiano ostatnie szczegóły wizyty prezydenta Trumpa oraz lokalizacji nowych jednostek amerykańskich wojsk lądowych.

Jak podały służby prasowe resortu miejsca lokalizacji nowych jednostek wojskowych US Army będą podane podczas spotkania obu prezydentów.

Deklaracja o współpracy obronnej

Czy w związku z odwołaniem wizyty nie dowiemy się szczegółów na temat realizacji postanowień deklaracji o współpracy obronnej podpisanej w czerwcu 2019 r. przez prezydentów Polski i USA?

Nic podobnego. - Wszystko jest przygotowane do przedstawienia opinii publicznej uzgodnionej informacji o miejscach, w których będą stacjonowali żołnierze USA - zapewniał Błaszczak. 

- To są miejsca wynegocjowane przez Pentagon i przez moje ministerstwo obrony. Dwa dni temu przez telefon rozmawiałem z Markiem Esperem, sekretarzem obrony i tam docyzelowaliśmy szczegóły, a więc gotowy jest ten dokument - przypomniał szef MON. 

Zwiększanie wojskowego, wciąż niestałego kontyngentu amerykańskiego nad Wisłą, co warto przypomnieć, trwa już od końca urzędowania poprzednika Trumpa, Baracka Obamy.

Prezydent USA jeszcze niedawno nie wykluczał przeniesienia części żołnierzy z Niemiec do Polski. Szybko okazało się, że to jedynie kolejna, niespełniona groźba prezydenta USA. Trump, przez wielu zachodnich polityków, traktowany jest jako nie zawsze przewidywalny nerwus.

Amerykańskich żołnierzy będzie w Polsce więcej

Obecnie w Polsce stacjonuje ok. 4,5 tys. żołnierzy amerykańskich. Są u nas ciągle, ale rotacyjnie. Stała jest tylko baza. Chcielibyśmy, by w Polsce Amerykanie stacjonowali nie rotacyjnie, ale na stałe, tak jak w Niemczech.

W Polsce już jest rozmieszczona amerykańska pancerna grupa brygadowa. W Powidzu jest budowany skład uzbrojenia dla sił kolejnej brygady.

Amerykańskich żołnierzy w Polsce będzie wkrótce o tysiąc więcej. Mają oni stacjonować w sześciu miejscach na terenie Polski. Gdzie, mamy się dowiedzieć. Zapowiedziano także utworzenie w Polsce eskadry bezzałogowych statków powietrznych MQ-9 sił powietrznych USA do działań zwiadowczych i rozpoznawczych.

Planowane jest też utworzenie wspólnego wojskowego ośrodka treningowego. Ma on powstać w Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych w Drawsku, gdzie wojsko będzie ćwiczyć w warunkach maksymalnie zbliżonych do współczesnego, rzeczywistego pola walki. Centrum będzie przeznaczone do ćwiczeń szczebla batalionu.

W MON opracowano i zatwierdzono szczegółowe plany w celu stworzenia infrastruktury i trwałego stacjonowania w Polsce wysuniętego dowództwa dywizyjnej grupy bojowej.

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2022