Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2019

Kiedy polityk popada w śmieszność? Decyduje jedna cecha

Autor: Zbigniew Konarski
Dodano: 04-10-2019 06:00 | Aktualizacja: 04-10-2019 07:37

Kiedyś mawiano, że jeśli o polityku nie opowiada się dowcipów, to znaczy, że nikt nie traktuje go poważnie. Z drugiej strony ośmieszenie polityka oznacza jego polityczną śmierć.

Coraz trudniej o dobry dowcip polityczny. Ale jeśli już się taki trafi, na przykład w postaci kabaretowego skeczu, to jak twierdzi dr Olgierd Annusewicz, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego zajmujący się retoryką i erystyką, czasem ma realny wpływ na zachowanie prawdziwych polityków. Tych, których dotyczy. 

Poczucie humoru i wszystko, co się z nim wiąże i co z niego wynika, jest całkiem poważnym składnikiem polityki. Dotyczy zarówno publiczności, jak i aktorów sceny politycznej. Po co politykowi poczucie humoru? 

– Po pierwsze po to, by potrafił pokazać dystans do samego siebie – wyjaśnia dr Annusewicz. – Że potrafi zareagować na żarty go dotyczące. Ów dystans pomaga mu także radzić sobie w trudnych momentach. Gdy na przykład popełnił lapsus. Umiejętność zażartowania z samego siebie jest w takich okolicznościach umiejętnością bezcenną. Jest wreszcie po to, by polityk mógł usłyszeć żart – kontynuuje Olgierd Annusewicz. – I zrozumiał go. Także wtedy, gdy dotyczy jego samego.

Przykładem takiego dystansu jest choćby żółta, gumowa kaczka w ręku prezesa Prawa i Sprawiedliwości albo „Mów mi Donek!” rzucone przez Donalda Tuska w debacie z Jarosławem Kaczyńskim. Czy poczucie humoru zależy od poglądów politycznych? 

– Myślę, że nie – odpowiada dr Olgierd Annusewicz. – Niemniej chętniej śmiejemy się z dowcipów o tych, których nie lubimy. Mniej chętnie z tych, których lubimy. Jeśli zatem żart dotyczy uznawanego przez wyborcę lidera politycznego, ten uzna raczej, że dowcip nie jest szczególnie śmieszny. 

Nie odzwierciedla także rzeczywistości, według Olgierda Annusewicza, przekonanie, że ktoś o poglądach liberalnych ma większe poczucie humoru niż stateczny konserwatysta. 

– Problem widziałbym raczej w tym, że bawią nas dowcipy o przeciwnikach politycznych, a te o naszych idolach już nie. Myślę, że gdyby konserwatyście opowiedzieć nawet sprośny dowcip dotyczący liberała, to on też się uśmieje. 

A kiedy polityk przestaje być zabawny i popada w śmieszność?

– Wracamy do tego, o czym już mówiliśmy: wtedy, gdy nie ma dystansu do samego siebie. Co nie pozwala mu zorientować się, dlaczego wszyscy się z niego śmieją...

Zobacz wcześniejsze odcinki "Reguł gry"

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2019