Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2019

Wybory 2019. PiS wciąż nie ma w kieszeni wygranej. Jarosław Kaczyński to wie

Autor: Włodek Kaleta
Dodano: 09-10-2019 14:50

Wyborczy zegar wyraźnie przyspiesza. Wszystkie partie deklarują, że będą to wybory, które zadecydują o przyszłości Polski na lata. 13 października wyborcy zdecydują, czy oddadzą głos za zmianą ustroju Polski, jak chcą rządzący, czy też opowiedzą się przeciwko dalszemu staczaniu się w kierunku autorytarnej dyktatury i marginalizowaniu Polski w Unii Europejskiej, przed czym przestrzega opozycja.

Jarosław Kaczyński, prezes Prawa i Sprawiedliwości, mówił, że to najważniejsze wybory po 1989 roku. Podkreślał, że zwycięstwo jego ugrupowania jest gwarancją realizacji postulatów programowych PiS i zmiany ustroju Polski.

Podobne deklaracje padały ze strony opozycji. - Te wybory są o wszystko - twierdził szef PO Grzegorz Schetyna. - Chcę Polski dumnej jak Wawel, a nie jak kamienica Banasia - podkreślała Małgorzata Kidawa-Błońska, desygnowana przez KO na premiera.

Najważniejsze jest zwycięstwo

Dla lewicy wagę październikowych wyborów oddaje wypowiedź Roberta Biedronia: - Jesteśmy trzema królami, którzy przyniosą zbawienie naszemu krajowi. Szef SLD Włodzimierz Czarzasty zapewniał: - 13 października lewica wróci do Sejmu.

Nie od dziś wiadomo, że dla partii startujących w wyborach najważniejsze jest zwycięstwo, przekonanie do swego programu jak największej części wyborców. W tej kampanii, jak nigdy wcześniej, partie polityczne zapraszają nas do suto zastawionego stołu.

Z badań opinii społecznej, których pod koniec kampanii wyborczej ukazuje się mnóstwo, wynika, że najlepiej i najskuteczniej robi to ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego.

Nic nie jest przesądzone

Sondaże wciąż dają tej partii zwycięstwo, czasami nawet miażdżące, nad największym przeciwnikiem, czyli Koalicją Obywatelską. Przykładem badanie przeprowadzone przez IBRIS na początku października, w którym na PiS chce głosować aż 44,3 proc. wyborców, a na KO 23,4 proc.

Dlaczego zatem, kiedy media publikują kolejne rosnące słupki poparcia dla PiS, kluczowi politycy formacji rządzącej coraz bardziej mobilizują swoich wyborców, by poszli do urn?

Jarosław Kaczyński już w sierpniu przestrzegał przed zbytnią ufnością wobec dobrych sondaży i zachęcał do walki o wyborcę do końca.

Zobacz także: Dlaczego Kaczyński nie chce debaty ze Schetyną? Marek Migalski ma odpowiedź

- Teraz sondaże są świetne, opozycja się tak jakoś to łączy, to dzieli. Ale nic nie jest przesądzone. Jest potrzebna pełna mobilizacja. Większa niż w wyborach europejskich, bo frekwencja będzie pewnie większa - mówił.

Za państwowe pieniądze

- Nic nie jest rozstrzygnięte, jeśli chodzi o sejmową większość, a to jest nasz podstawowy cel. Ambicje partii sięgają wysoko: to zdobycie większości odrzucającej prezydenckie weto (276 posłów - przyp. red.) - zapewniał też prezes.

Według Sławomira Nitrasa z PO do sondaży należy podchodzić z ostrożnością. Nie trzeba sondaży, żeby widzieć, że jest problem mobilizacyjny elektoratu PiS. - W środowisku tajemnicą poliszynela jest, że rządzący wspomagają się sondażami zamawianymi przez spółki skarbu państwa i telewizję publiczną - twierdził Nitras.

Według Beaty Roguskiej, kierowniczki zespołu badań społeczno-politycznych w CBOS, w Polsce powstaje coraz więcej pracowni badających preferencje polityczne Polaków, to nowość ostatnich lat. Wyniki badań nie zawsze się w nich pokrywają, a czasem wręcz drastycznie różnią. Dochodzą też przypadki manipulacji.

Wezwania do mobilizacji

Na finiszu kampanii pojawiły się też sondaże, które nie odbierają opozycji szansy na remis. Najnowszy sondaż daje PiS 42 proc. głosów, ale pokazuje również, że różnice podczas liczenia głosów mogą być tak nieduże, iż obóz Jarosława Kaczyńskiego nie może być pewny większości w nowym Sejmie.

Pojawiły się też zaskakujące sondaże dotyczące wyborców PiS. Wynika z nich, że 40 proc. badanych wskazuje, iż nie będzie głosować na Zjednoczoną Prawicę. Na KO nie chciało głosować 28 proc. Najmniej, bo 10 proc. wyborców, pod żadnym pozorem nie zamierza głosować na Konfederację, czyli Korwina i Ruch Narodowy.

Co więcej, wśród sympatyków Prawa i Sprawiedliwości, Jarosława Kaczyńskiego jako premiera widzi 34 proc. badanych, a 37 proc. jest przeciwko. Według opozycji to, oprócz kolana, obecnie jedna z największych bolączek Jarosława Kaczyńskiego.

Nie wierzcie sondażom

Prof. Antoni Dudek, politolog, uważa, że publikowane co rusz dobre sondaże niosą zagrożenie dla partii rządzącej. Wyborcy mogą zacząć kalkulować: skoro PiS i tak wygra wybory, to lepiej zostać w domu, żeby nie byli za silni. - Kaczyński to jakoś czuje, widać, że obawia się demobilizacji swojego elektoratu - twierdził prof. Dudek.

- To próba wmówienia nam, że jesteśmy słabi i niezdecydowani. Uważam to badanie za fejk i chęć  demobilizacji - ocenił sondaż o demobilizacji elektoratu Antoni Macierewicz, były szef MON.

Zobacz także: Szef PSL: Nie będzie koalicji bez programu emerytura bez podatku

Dr hab. Przemysław Sadura, socjolog i adiunkt w Instytucie Socjologii UW, współzałożyciel fundacji Pole Dialogu, poinformował Parlamentarny.pl o wynikach badania na ten temat.

- Z naszych badań wynika, że wyborcy PiS obawiają się zdobycia bezwzględnej większości przez swoją partię - mówił dr Sadura. - W badaniach zapytaliśmy różne grupy zwolenników PiS-u, czy chcieliby, by partia, na którą chcą głosować, uzyskała w wyborach większość konstytucyjną. W wynikach widać wyraźną rezerwę elektoratu PiS przed takim rozwiązaniem, szczególnie jeśli chodzi o nowy elektorat, czyli tych, którzy nie głosowali na Kaczyńskiego w ostatnich wyborach parlamentarnych, a zaczęli popierać PiS dopiero kiedy partia była już przy władzy.

Kalkulacja wyrachowana

Jego zdaniem elektorat ten różni się od tzw. twardego elektoratu. Jest mniej konserwatywny i prawicowy, jeśli chodzi o kwestie światopoglądowe, za to bardziej socjalny. - Powodem głosowania na PiS dla nich były programy społeczne, które uruchomili rządzący. Co więcej, taka rezerwa jest też w twardym elektoracie PiS - podkreśla dr Sadura.

Uważa, że wyborcy PiS źle wspominają monopol partyjny. - Z drugiej strony wydaje im się, że za tych rządów mogą dostać więcej niż oferują inne ugrupowania polityczne. To jest trochę taka kalkulacja wyrachowana, wynikająca z racjonalności myślenia o własnym interesie.

Władza dla PiS tak, ale nie władza bezgraniczna. Ich zdaniem możliwość patrzenia rządzącym na ręce to coś, co ma motywować PiS do odejścia od radykalnej polityki, która im się nie podoba.

Jest więc nadzieja dla opozycji. - Ci, którzy twierdzą, że karty już rozdane, że wszystko już wiadomo, są w głębokim błędzie, wszystko zależy nie od sondaży, ale od mądrości i od decyzji Polaków - twierdził lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz podczas konwencji wyborczej w Radomiu.

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2019