Joanna Scheuring-Wielgus: 500 plus ma przykryć aferę Kaczyńskiego



Tomasz Jakubowski - 27 marca 2019 11:47


- Program 500 plus dla każdego dziecka jest niestety nieprzemyślany i niepoparty żadnymi badaniami. Niestety, populizm w wielu przypadkach wygrywa. Ludzie wolą dostać pieniądze do ręki, niż np. uzyskać szereg ulg i ułatwień niewidocznych w kieszeni - mówi w rozmowie z nami Joanna Scheuring-Wielgus, posłanka partii Teraz! i kandydatka Wiosny w wyborach do Parlamentu Europejskiego.

Czy można w ogóle skrytykować taki rodzaj pomocy od państwa, jaką jest program 500 + dla każdego dziecka?

Joanna Scheuring-Wielgus: Oczywiście, a dlaczego nie? To program niestety nieprzemyślany i niepoparty żadnymi badaniami, a szkoda. Przypomnę, Prawo i Sprawiedliwość wymyśliło chwytliwe  hasło na kampanię wyborczą. Nie powoływali się wtedy na jakikolwiek ekspertyzy czy badania, chodziło o marketing. Dlatego już podczas wprowadzania programu w życie po wyborach popełnili wiele błędów.

Czyli?

Zapomniano na przykład o tym, że rodzice, żeby mieć drugie dziecko, muszą mieć najpierw pierwsze. Po drugie, program miał być programem demograficznym. Zupełnie się takim nie okazał. Po trzecie podzielił rodziny na te, które są lepsze, i te, które są gorsze. Jeśli ktoś jest rodzicem w niełatwej sytuacji finansowej, do tego samotnie wychowującym dziecko, został potraktowany bardzo niesprawiedliwie i pieniędzy nie dostał. A ci zamożniejsi rodzice, których stać na wiele rzeczy, zostali finansowo jeszcze dodatkowo nagrodzeni.

Przyjmijmy więc, że każdy uczy się na błędach, PiS również. I dlatego powstał program przyznający pomoc każdemu dziecku. Zresztą to przecież PO postulowało, by taki program wdrożyć, tuż po ogłoszeniu programu 500 plus na drugie i kolejne dziecko.

Wiosna i Robert Biedroń od początku postulowali o rozszerzenie programu 500 plus na pierwsze dziecko. To jest także jeden z elementów programu Wiosny. Prawo i Sprawiedliwość nie naprawia żadnego błędu, tylko wymyśla kolejną akcję marketingową na wybory. Gdyby rzeczywiście PIS poważnie podchodziłoby do tej sprawy, to nie doszłoby do tego tuż przed wyborami. Po drugie, niesprawiedliwym wciąż jest to, że pieniądze z programu 500 plus dostają osoby, które są zamożne, które wcale nie musiałyby tego otrzymywać. Niestety, wszystkie działania, które serwuje nam PiS, są działaniami akcyjnymi, związanymi z wyborami. I to jest bardzo słabe, bo pokazuje, że nie ma tu myślenia systemowego - jak pomóc rodzinom, które naprawdę tego potrzebują, jak rozwiązać istniejące problemy.

Pani była samorządowcem. Działania praktyczne związane z wprowadzeniem tego programu spadną na samorządy. Chodzi o miliony wniosków.

Większość działań dodatkowych spływa niestety w takich przypadkach na samorządowców. Pamiętam, jak wchodziło 500 plus w Toruniu. Przychodziły do mojego biura poselskiego osoby, które dostawały z opóźnieniem zasiłek socjalny czy inne świadczenia, bo pieniądze w pierwszej kolejności szły na 500 plus.

Tak będzie i tym razem? Ministerstwo mówi, że przewidziało poślizg i utrudnienia.

Na pewno pojawią się problemy, było i będzie z tym mnóstwo perturbacji, co pokazuje ze strony PiS nieprzygotowanie i działanie w popłochu.

A pieniądze się znajdą? Wcześniej mówiono, że nas nie stać, teraz przeznaczono na ten cel miliony.

Budżet zatwierdzaliśmy półtora miesiąca temu i w ogóle nie było mowy o tym programie. Pomysł na program  pojawił się w momencie, gdy wyszła na jaw afera związana z dwoma wieżami w Warszawie. Prawo i Sprawiedliwość musiało szybko coś wymyślić, aby przykryć problemy Jarosława Kaczyńskiego. To znowu nie jest przemyślany, konsultowany z ludźmi, ekspertami czy organizacjami pozarządowymi projekt. Chodzi w nim wyłącznie o to, by przykryć aferę Kaczyńskiego. To wykorzystywanie niełatwej czasem sytuacji rodzin do celów politycznych. To jest bardzo złe podejście do społeczeństwa, do zwykłych rodzin i ludzi. Nie systemowe, a polityczne. Ponadto w okresie długoterminowym kolejne rządy mogą nie mieć już na taki projekt pieniędzy. To, że obecnie mamy dobrą koniunkturę gospodarczą, to że gospodarka jako tako się trzyma, nie oznacza wcale, że będzie ona w takiej samej kondycji za rok czy dwa.

A co, jeśli rząd o tym wie?

Nie można być naiwnym, ten rząd tego nie wie, bo tego rządu to kompletnie nie obchodzi. Nie prowadzi się żadnych wyliczeń, żadnych statystyk, badań eksperckich. Nie ma też działań długofalowych, zrównoważonych czy systemowych. Teraz chodzi PiS wyłącznie o przetrwanie.

Rozumiem, że pani postąpiłaby zupełnie inaczej.

Przede wszystkim, aby coś zmienić czy ulepszyć, warto słuchać mądrzejszych od siebie. A takimi są na pewno fachowcy i eksperci z organizacji pozarządowych oraz ci, których dana sprawa dotyczy, czyli interesariusze. Mam trójkę dzieci i wielokrotnie w dyskusjach między rodzicami dochodziliśmy do wniosku, że rządzący kompletnie nie przejmują się tym, jak rodzina funkcjonuje. I nie chodzi tylko o Prawo i Sprawiedliwość, ale i wcześniejsze rządy. Nie było nigdy myślenia krok do przodu, długofalowego. To zawsze były działania akcyjne, na zacerowanie dziury, która się nagle pojawiła. Jeśli mamy coś zmienić, to naprawdę zacznijmy słuchać ludzi i w pierwszej kolejności powinniśmy zająć się najbardziej potrzebującymi i wykluczonymi, bo brak systemowego wsparcia dla nich to wstyd dla państwa jako instytucji. Jeśli pomoc będzie w pierwszej kolejności i przede wszystkim dla słabszego, niepełnosprawnego czy biednego, to silniejszy, pełnosprawny i zamożny poradzi sobie bez problemu.

Ale osoby, które dostają wsparcie mają wolność, mogą planować długofalowo, np. mając dwójkę dzieci mają bowiem 12 tys. dodatkowych pieniędzy. Za to można wiele kupić. Czy te rodziny powinny się przejmować badaniami? Zwłaszcza że do tej pory to nimi mało kto się przejmował.

Jako matka obserwuję np. system żłobkowo-przedszkolno-szkolny od ponad 20 lat. I zawsze brakowało mi pewnego podejścia systemowego do tego, jak takie placówki funkcjonują. Poza tym, jako kobieta nie chciałam np. bać się, że zostanę zwolniona z pracy, bo chcę urodzić dziecko. Takich problemów u nas nie rozwiązywano i nie rozwiązuje się do dziś, choć w innych, np. skandynawskich krajach rząd ma odpowiedź na takie potrzeby i stosowane są ustawowe, systemowe rozwiązania. I tego mi w Polsce zawsze brakowało. Z przykrością muszę stwierdzić, że w polskiej polityce myśli się o ludziach „od wyborów, do wyborów”.