REKLAMA

Krzysztof Żuk: Najważniejsze jest miasto, nie nazwa komitetu wyborczego

  • Autor: Jacek Ziarno
  • 19 października 2018 11:33
Krzysztof Żuk: Najważniejsze jest miasto, nie nazwa komitetu wyborczego Krzysztof Żuk (fot. UM Lublin)

- Każdy prezydent dużego miasta znajduje się w tej samej sytuacji. Składa przysięgę miastu i mieszkańcom. Najważniejsze staje się miasto, a nie nazwa komitetu wyborczego... A przynajmniej ja tak to pojmuję - podkreśla Krzysztof Żuk, prezydent Lublina.

  • Krzysztof Żuk zdobył tytuł Samorządowiec Roku 2018 w plebiscycie czytelników Portalsamorzadowy.pl, największego serwisu o samorządach w Polsce.
  • Rozmawiamy o rozwoju miasta, problemach, inwestycjach. - Dekady zapóźnień trudno szybko nadrobić… Trzeba brać pod uwagę uwarunkowania lokalizacyjne. To Polska Wschodnia, tu inwestorzy przychodzili w drugiej kolejności, bo nie było infrastruktury - mówi prezydent Lublina.
  • Zdradza też m.in kogo z innych prezydentów miast ceni i za co.

Co najbardziej doskwierało panu i mieszkańcom w Lublinie przed samorządową reformą w 1999 roku? No i gdzie efekty samorządowych rządów najjaskrawiej rzucają się w oczy?

Krzysztof Żuk, prezydent Lublina: Przede wszystkim dokuczał nam niewystarczający rozwój infrastrukturalny. Lublin, jak i wszystkie miasta Polski Wschodniej, wyraźnie odbiegał w tej mierze od miast w zachodniej części kraju.

Tę barierę trzeba było przełamywać. Dlatego, kiedy w 2010 r. wygrałem wybory, zbudowaliśmy strategię „Lublin 2020”, zakładającą m.in. intensywną rozbudowę układu drogowego i transportu zbiorowego. Przez te dwie kadencje skutecznie aplikowaliśmy do funduszy europejskich m.in. z PO Polska Wschodnia, uzyskując ponad 1,5 mld zł na infrastrukturę drogową oraz 1 mld zł na transport. Warto dodać, że jeśli skończymy wykorzystywać te fundusze za dwa lata, będziemy mieć najnowocześniejszą komunikację zbiorową w Polsce a na dodatek - w ¾ zeroemisyjną!

Stawiamy na trolejbusy i autobusy z napędem elektrycznym (w tej chwili jest ogłoszony przetarg na 20, będzie ich łącznie 34, a w rezerwie jest kolejnych 20 takich autobusów – jeśli wzrośnie pula pieniędzy funduszy UE). W sumie wymieniliśmy już 220 trolejbusów i autobusów, a będzie ich jeszcze o prawie 100 więcej.

Decyzja o rozwoju komunikacji zbiorowej jest świadoma - również jako zachęta do rezygnacji z jeżdżenia samochodem. Układ drogowy, który przebudowaliśmy - z drogami dojazdowymi do obwodnicy, z wewnętrznymi ringami łączącymi działania miasta - już spowodował, że łatwiej się po Lublinie poruszać, a przecież jesteśmy jeszcze w trakcie realizacji wielu inwestycji. Trzeba około roku, by dokończyć główne inwestycje drogowe.

Warto też zaznaczyć wielkie inwestycje w kanalizację i sieć wodociągową - odpowiada za nie nasza spółka, która wydatkowała już na modernizację ok. 500 mln. zł, też obficie czerpiąc z dostępu do środków europejskich.

Krzysztof Żuk wygrał konkurs samorządowiec Roku 2018 w kategorii burmistrz/prezydent miasta (fot. UM Lublin)

Udało się, bo…

- Powody? Nadzwyczaj skuteczna polityka przyciągania funduszy europejskich i właściwego ich inwestowania; wydaliśmy już ok. 3,5 mld zł, a 1,5 mld zł wydajemy w tej chwili. 1,7 mld zł tej sumy to środki europejskie. Oceniam, że bardzo umiejętnie prowadziliśmy negocjacje z naszymi partnerami, którzy pomagali nam w montażu finansowym, np. z Europejskim Bankiem Inwestycyjnym. Co istotne: wynegocjowaliśmy niskie koszty finansowe, co stworzyło nam możliwości finansowania kolejnych inwestycji.

Inna, choć z natury rzeczy mocno powiązana z finansami kwestia, to konsekwentna realizacja strategii rozwoju, której fundamentalnym elementem jest zrównoważony rozwój i polityka społeczna o wysokich standardach, w tym oświatowa, a także skierowana do seniorów czy niepełnosprawnych. Uczyliśmy się od najlepszych, podglądaliśmy, co robił Poznań, Gdańsk, ale przypatrywaliśmy się też wzorcom z miast partnerskich zachodniej Europy, jak niemieckie Muster.

Teraz trochę o tym, jak was widzą inni… W tegorocznym „Rankingu polskich miast zrównoważonych” Lublin - pośród pół setki ocenianych miast Polski - zajął piąte miejsce. A w tabelach, gdzie oceniano atuty społeczne i środowiskowe, znalazł się w absolutnej szpicy klasyfikacji. Jak to może podbudować faktami zapewne dumny prezydent miasta?

- Ważne, że prowadzimy miejską polityką społeczną z udziałem organizacji pozarządowych; to one stały się partnerem, głównym nośnikiem zmian i wysokich standardów wprowadzanych w ramach tej polityki. I to poprzez nie realizujemy skuteczne wsparcie dla potrzebujących, w tym dla środowiska osób niepełnosprawnych, czy też np. aktywizujące seniorów.

Są rozwiązania organizacyjne i budżet, który postawiliśmy do dyspozycji NGO-sów. Powołaliśmy m.in. odrębne biuro zapewniające wsparcie dla osób niepełnosprawnych i Radę Seniorów Miasta Lublin – z możliwością dysponowania środkami (np. na granty) na liczne projekty aktywizujące. Duże i dynamicznie pracujące Lubelskie Centrum Aktywności Obywatelskiej jest właśnie nakierowane na pobudzanie aktywności w różnych środowiskach.

Sumując: myślę, że o tych pozytywnych ocenach (nie tylko zresztą w przytoczonym rankingu) zdecydował wielki postęp w komunikacji i niebywała aktywność mieszkańców i organizacji pozarządowych. To dwa fundamenty sukcesu.

W Lublinie widać mobilizację – chcemy ciągle iść do przodu, wykreowaliśmy wśród mieszkańców dumę z tego, co się udało zrobić, wzmocnioną jeszcze po zeszłorocznych obchodach 700-lecia nadania miastu praw miejskich.

Słychać, że lublinianie chwalą sobie i chętnie się angażują w tzw. Zielony Budżet i projekt „Miasto dla Ludzi”. Konkretnie – co to za przedsięwzięcia?

- Wspierając aktywność, jako istotny fundament rozwoju miasta zaproponowaliśmy też konkretne narzędzia partycypacji społecznej.

W internetowym serwisie NaprawmyTo.pl mieszkańcy mogą zgłaszać, co im się nie podoba - konkretne rzeczy, awarie, zaniedbania. W obywatelskim Zielonym Budżecie składane są projekty związane z miejską zielenią - w tym roku wpłynęło ich 99 na sumę blisko 20 mln. zł. Kwota do realnego wydatkowania to tylko 2 mln zł, ale - jak co roku - część z tych pomysłów przejmę też do budżetu miasta. Fundusz inicjatywy lokalnej (5 mln zł) ogniskuje inicjatywy rad dzielnic i mieszkańców (najczęściej dotyczą budowy dróg i także zieleni). W tej chwili tworzymy Fundusz Inicjatyw Sąsiedzkich, czyli malutkie granty na drobne, wartościowe pomysły „z sąsiedztwa” (ok 1 mln. zł).

Miasto Dla Ludzi to zaś program, który mieści całe to wsparcie dla organizacji pozarządowych plus element lokowania infrastruktury społecznej - dla przykładu: stworzyliśmy 12 filii biblioteki publicznej, żłobki, szkoły, przedszkola w dzielnicach. Fakt, nie jest to łatwe do „finansowego spięcia”, ale zrównoważony rozwój po prostu takich reguł i takiego systemu wymaga. Jak się coś tu robi połowicznie, to kończy się atrapą.

Gorzej w „Rankingu polskich miast zrównoważonych” było z gospodarką – tu Lublin wylądował dopiero na 22. miejscu… Dlaczego relatywnie tak słabo? Wciąż jesteście na dorobku?

- Dekady zapóźnień trudno szybko nadrobić… Trzeba brać pod uwagę uwarunkowania lokalizacyjne. To Polska Wschodnia, tu inwestorzy przychodzili w drugiej kolejności, bo nie było infrastruktury.

Staramy się te luki krok po kroku zasypywać. Zainwestowaliśmy mocno w infrastrukturę dla biznesu. W specjalnej strefie ekonomicznej pojawiło się ponad 4 tys. miejsc pracy. Uzbrojone tereny na Bursakach (dzielnica Lublina – przyp. red.) są w zasadzie gotowe do przyjmowania inwestycji.

Powstało wiele budynków z nowoczesną powierzchnię usługową czy biurową. Efekt? W kategorii inwestycji outsourcingowych, w sektorze IT odnotowaliśmy już niemal 50 inwestorów, co zaowocowało 5 tys. miejsc pracy. Co ciekawe: mamy już ponad 150 tys. m2 powierzchni zajętej i drugie tyle do dyspozycji najemców. Innymi słowy – w Lublinie można dostać powierzchnie biurową w klasie A i B natychmiast, bo część firm, które budują biurowce, uwierzyła w Lublin: nie budują pod kontrakty, lecz pod współpracę z miastem, którego zadaniem jest przyciągnąć inwestorów.

Inna, choć pokrewna kwestia: uzbrajając tereny pod inwestycje greenfieldowe, poszliśmy dalej w tworzeniu oferty dla biznesu. Samorząd ściągnął takie firmy logistyczne jak Panattoni, Goodman, Millennium Logistic Park, które oferują duże hale magazynowo-produkcyjne pod wynajem. Pokazaliśmy ten potencjał biznesowi. Taką ofertę przyjęła m.in. niemiecka firma ABM Greiffenberger.

fot. UM Lublin

Samorząd bierze tu na siebie trochę role menedżera-pośrednika, trochę gwaranta, a trochę marketingowca.

- Tak, ale to się sprawdza. Dzisiaj firmy coraz częściej nie chcą tracić czasu, wdawać się w pewne inwestycyjne ryzyko realizacji projektów inwestycyjnych od zera (mówię tu też o czasochłonnych procedurach formalnych, prawnych). Jeśli ktoś oferuje gotową powierzchnię, gdzie można wstawić linię produkcyjną, a potem rekrutować ludzi, to z pewnością jest to wygodne. Dodatkowo są też już u nas inwestorzy, którzy wznoszą mniejsze hale – 1- 5 tys. m2 - do wynajęcia dla działalności produkcyjnej małyc firm.

Patrząc na moje dwie prezydenckie kadencje warto podkreślić, że przyciągnęliśmy około setki inwestorów. Nie są to firmy-giganty, raczej średnie przedsiębiorstwa, bywa też: w początkowym okresie rozwoju - ale niemal zawsze bardzo stabilne rynkowo. Przychodzi mi tu na myśl jako przykład rodzinna firma z Bawarii, produkująca silniki elektryczne do sprzętu AGD, z jedynym oddziałem pozaniemieckim - w Lublinie właśnie. Mamy u nich bardzo dobrą opinię, są bardzo zadowoleni ze współpracy z nami.

Kiedy w 2007 r. decydowaliście się na powszechne lansowanie świeżego wizerunku marki miasta skondensowanej w haśle „Lublin – miasto inspiracji”, jakich spodziewaliście się efektów? Co z tego do dziś, na trwale zostało?

- Naszą barierą był wtedy zbyt mały budżet, za mały rozmach… Ale cele, które sobie postawiliśmy, osiągnęliśmy. Zamiast łożyć na wielkie kampanie reklamowe, finansowaliśmy kulturę i - poprzez nią - pokazywaliśmy się na zewnątrz.

Hale widowiskowe, boiska procentowały poprzez różne wydarzenia kulturalne albo sportowe - mistrzostwa Polski czy Europy czy - jak w przyszłym roku - mistrzostwa Świata w Piłce nożnej do lat 20.

Kultura i sport… To była właściwa ścieżka. Ta aktywność wykreowała wizerunek dynamicznego Lublina. To kultura w dużej mierze zbudowała dynamizm i aktywność lublinian. I to już samonapędzająca się machina, z roku na rok przybywa „oddolnych” oryginalnych i pożytecznych inicjatyw.

Dwa lata temu amerykański College Magazine zamieścił ranking europejskich miast najbardziej przyjaznych dla studentów (poziom uniwersytetów, ale przede wszystkim sposób, w jaki studenci mogą się rozwijać i spędzić czas wolny). Jedynym polskim miastem, które znalazło się w klasyfikacji był Lublin. Trochę zaskakujące. Postarajmy się to uzasadnić…

- Warto zwrócić uwagę, że w ramach „Miasta Inspiracji” realizowaliśmy program „Study in Lublin”: wspieraliśmy uczelnie w przyciąganiu studentów z zagranicy. I dziś po Warszawie mamy najwyższy wskaźnik umiędzynarodowienia uczelni: 6,3 tys. studentów z ponad 90 państw - od Stanów Zjednoczonych, Kanady, przez Norwegię, Szwecję po Tajlandię, Tajwan, kraje arabskie, Ukrainę czy Gruzję.

Na świecie dostrzeżono Lublin – to przyjazne do życia miasto, niższe niż w stolicy czesne, z bardzo dobrą ofertą studiów. Porównując to do rynku towarów i usług, stosunek jakości do ceny jest znakomity. Absolwenci Uniwersytetu Medycznego bez kłopotu i w 100 proc. nostryfikują np. dyplomy w USA.

Lublin jest miastem sprzyjającym kreatywności, fajnym dla młodych ludzi także w spędzaniu czasu poza uczelnianymi murami. Zrewitalizowaliśmy wiele miejsc, które „żyją” od rana do wieczora, mamy duży rynek nowych mieszkań i mieszkań na wynajem, dzięki czemu kwoty czynszu są „przyjazne”.

Czy ekonomiście łatwiej sprawować urząd prezydenta miasta? Gdzie indziej rządza prawnicy, działacze partyjni, a np. w Krakowie – historyk... Przydają się doświadczenia z administracji centralnej?

- Jako ekonomista bardzo dobrze rozumiem finanse publiczne (notabene: wykładam taki przedmiot na uczelni), znam te zagadnienia w teorii i w praktyce, a doświadczeni w administracji rządowej też jest bardzo pomocne. Jako wiceminister budowałem m.in. terminal gazowy w Świnoujściu, doświadczając wielu trudnych negocjacyjnie momentów, związanych z wykonawcami. A z prezesem Olechnowiczem z Lotosu domykaliśmy finansowanie wielkiego projektu inwestycyjnego w rafinerii gdańskiej. Zarządzałem wielomiliardowym budżetami. Okres 2007-2009 w Ministerstwie Skarbu Państwa nauczył mnie umiejętności szybkiego, choć nie pochopnego podejmowania decyzji i wykorzystywania do tego wszechstronnych analiz.

Kiedy wróciłem do Lublina jako prezydent, poruszanie się po rozmaitych obszarach rynku finansowego nie sprawiało mi najmniejszych kłopotów.

Kto z Pana kolegów prezydentów miast – z uwagi na osiągnięcia, osobowość czy konsekwencję – zasługuje w Pana ocenie na uznanie? Jakie rozwiązania i koncepcje chciałby pan przenieść do Lublina?

- Każdy prezydent dużego miasta znajduje się w tej samej sytuacji. Składa przysięgę miastu i mieszkańcom. Najważniejsze staje się miasto, a nie nazwa komitetu wyborczego... A przynajmniej ja tak to pojmuję.

Sporo osób potrafi długofalowo zarządzać miastem. Poznań i Jacek Jaśkowiak to bardzo dobrze prowadzona polityka aktywności społecznej. Wojciech Szczurek potrafił rozpoczęty w latach 90. proces „upodmiotowienia” Gdyni niebywale wzmocnić i wyprowadzić ją na szerokie wody z raczej mniej widocznej pozycji w Trójmieście - „tego miasta przy Gdańsku czy Sopocie”.

Imponuje pomysł na rozwój Gdańska Pawła Adamowicza – myślenie w kategorii wielkich projektów... na przykład Centrum Solidarności - chciałbym zrealizować podobny pomysł w Lublinie - genialnie buduje tożsamość Gdańska, nie mówiąc już o tym, że jest tam miejsce na tak liczne, cenne aktywności. A Rafał Dutkiewicz we Wrocławiu? Znakomite budowanie otwartości miasta na inwestorów, na europejskie wyzwania – mowa zwłaszcza o projektach kulturalnych.

Od wielu prezydentów i samorządów można się uczyć – czasem idzie o dosłowne projekty, a czasem o kierunek i śmiałość koncepcji, bo wiadomo, że nie wszystkie projekty są możliwe do adaptacji na gruncie innych miast.

Podkreśla pan, że Lublin to miasto wszystkich mieszkańców. A zatem chce jednoczyć. A tu nagle decyzja – nieskuteczna zresztą - o zakazie marszu równości oraz kontramarszu narodowców i kiboli. Z boku wydawałoby się, że jednak miasto nie jest dla wszystkich... Skąd zatem to postanowienie – z obaw o eskalację napięcia, rozwój wypadków, a może o niedostatek ochrony obu zgromadzeń przez służby? To jednak trochę kapitulacja władz…

- Sądzę, że z punktu widzenia lublinian moja decyzja przez większość była akceptowana. Wstrzymywałem się do ostatniego dnia, a zgodnie z przepisami musiałem coś postanowić najpóźniej do 9 października do godziny 13.

Ustawa o zgromadzeniach mówi wyraźnie, że organ gminy „wydaje” – nie „może wydać”, ale „wydaje” - zakaz, jeżeli zachodzą określane w ustawie przesłanki, w tym zagrożenie dla życia i zdrowia czy mienia o dużej wartości. Mieliśmy dostęp do materiałów operacyjnych policji i podległych mi służb miejskich, stąd wiedzieliśmy, że szykuje się mobilizacja środowisk kibicowskich, trzeba się też było liczyć z przyjazdem dużej grupy pseudokibiców z innych miast. A to oznaczało od tysiąca do kilku tysięcy zgromadzonych w ramach nielegalnej kontrmanifestacji. Zakazałem i marszu równości, i kontrmarszu. Sąd okręgowy podzielił moje wątpliwości i przedstawione dowody, dopiero sąd apelacyjny to postanowienie uchylił.

Starcie obu grup było nieuchronne. A jako prezydent nie mam kompetencji do koordynowania działań policji ani wiedzy na temat stanu mobilizacji policji, bo ta służba nie podlega przecież pod prezydenta. Wojewoda Lubelski tymczasem swoimi nieodpowiedzialnymi wypowiedziami mobilizował grupy skrajnie prawicowe i podkręcał atmosferę wzajemnej nienawiści. Zwyczajnie bałem się o życie i zdrowie mieszkańców. Powołałem sztab kryzysowy i moi współpracownicy szli razem z policjantami. Poprosiłem o koordynacje tych działań lublinianina z wielkim doświadczeniem, byłego komendanta stołecznego policji nadinsp. Dariusza Działo, innych byłych policjantów i ekspertów. Przygotowaliśmy plan działania i na bieżąco monitorowaliśmy sytuację.

W Lublinie ostatecznie zgromadzeń pilnowało ostatecznie kilkuset policjantów. W kontrmarszu blisko 300 osób było bardzo agresywnych. Muszę podkreślić, że policja stanęła na wysokości zadania, miała znakomitych dowódców i opanowanych, ale zdeterminowanych funkcjonariuszy. Kontrmanifestanci uderzyli z tak wielką siłą i wściekłością, że należało się bać o życie i zdrowie ludzi. Co więcej, otrzymałem informację, że za Białymstokiem zatrzymano dużą grupę pseudokibiców, którzy zmierzali na kontrmanifestację do Lublina. Proszę sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby policja nie przeprowadziła akcji w sposób prawidłowy.

A skutki pana zakazu?

- Nie mam dobrego samopoczucia w związku ze wspomnianą decyzją, ale musiałem ją podjąć. Mając bardzo konkretne informacje z policji i podległych mi służb, zdecydowałem się nie ryzykować zdrowiem i – może - ludzkim życiem, nawet za cenę politycznego ryzyka. Bo marsz i wybory samorządowe dzielił zaledwie tydzień.

Ta sytuacja pokazała, jak potrzebna byłaby zmiana ustawy o zgromadzeniach. By wykreślić z niej udział w procesach decyzyjnych organów gminy. Niech to policja, mając dostęp do wszystkich danych i informacje o zagrożeniu, sama decyduje, a w skrajnych sytuacjach – oceniając siły i środki czy ewentualne skutki – zakazuje zgromadzeń.

Zależy mi na tym, by wizerunek Lublina, jako miasta bezpiecznego i otwartego, nie ucierpiał. Żyje u nas kilka tysięcy studentów z zagranicy, którzy dotychczas czuli się tu dobrze. A teraz... Wyciągnięta w charakterystycznym geście ręka i nienawiść na twarzy kandydata z listy Kukiz’15 do Rady Miasta – upowszechniona w mediach społecznościowych – jako symbol na długo zapadnie ludziom w pamięć. Zrobię wszystko, by Lublin nie był kojarzony w taki sposób.

Podobał się artykuł? Podziel się!

Skomentuj (5 komentarzy)

  • Drogi Towarzyszu 2018-10-19 15:38:08
    Do Lublin nie dla faszysty: To twierdzicie Towarzyszu, że uratujecie Lublin przed ksenofobią, sprowadzając uchodźców do miasta z krajów afrykańskich i arabskich( deklaracja migracyjna podpisana przez Krzysztofa Żuka rzekomo uznawana za martwą, a osób o ciemnej karnacji na Lubelszczyźnie przybywa). Nazywacie faszystami patriotów, którzy chcą wolnej i dumnej Polski bez zgniłych moralnie ideologii lewicowo-liberalnych piorących ludziom mózgi jak chociażby LGBTQ+ i rożne kontrowersyjne eventy "kulturalne" oczywiście o tematyce lewicowo-liberalnej mogące mieć miejsce w CSK i CK w Lublinie. Twierdzicie Towarzyszu, że kobiety są tu nierówno traktowane, nigdy nie słyszałem, aby jakakolwiek zdroworozsądkowa kobieta narzekała w tym mieście na nierówne traktowanie, w Lublinie normalne kobiety gardzą feministkami, które chcą zniszczyć ich związki i powodować konflikty między obiema płciami. Nie będziecie siać, nasilać i prowokować podziałów w Lublinie, bo to miasto sobie tego nie życzy, czy wam się to podoba czy nie i musicie to uszanować. Lublin będzie miastem wartości i ostoją normalności i zdrowego rozsądku. A wszyscy ci którzy chcą zatruć i zniszczyć lublinian nie będą tu mile widziani.
  • Lublin nie dla faszysty 2018-10-19 15:13:28
    Do Uratujmy Lublin: TAK URATUJMY LUBLIN PRZED KSENOFOBIĄ FASZYZMEM I NIERÓWNYM TRAKTOWANIEM KOBIET. OBECNY PREZYDENT JUŻ DOWIÓDŁ ŻE JEST DOBRYM GOSPODARZEM A JEDEN INCYDENT Z BRAKIEM ZGODY NA MARSZ MOŻNA MU DAROWAć.
  • Uratujmy Lublin 2018-10-19 14:48:14
    SLD i Nowoczesna wspierają Krzysztofa Żuka w Lublinie, a więc partie, które nic w tym mieście nie znaczyły, a chcą do lubelskiego korytka, a mogą to osiągnąć tylko i wyłącznie podłączając się pod silnego gracza politycznego i stratega jakim jest Krzysztof Żuk. Po wygranej obecnego prezydenta nie tylko będą mogły umocnić się wpływy PO-PSL w mieście, ale także pole do działania zyska SLD i Nowoczesna, a więc może dojść do obrzydliwej walki ideologicznej w Lublinie w zakresach przemycania treści LGBTQ+, marszy równości, marszy feministycznych i walkę z religijnością. Lublin tego nie chce i nigdy nie chciał, zawsze był, jest i będzie normalnym miastem, które z tych świństw powinno być definitywnie zwolnione, nie ma tu dla nich miejsca. To miasto trzeba od tych złych wpływów uratować, a nie przymykać oko i przyzwalać na takie draństwo. Co więcej w Lublinie nie może być tak drastycznej wycinki drzew, by miasto było betonowane, gdzie tylko się da i nie może być tak, że bloki sadzi się jak kartofle i w odstępach tak bliskich od siebie, że ludzie nie mają poczucia prywatności. Zdroworozsądkowi Lublinianie mają wybór następujący: Sylwester Tułajew(PIS), Jakub Kulesza( Kukiz '15 i Wolność) lub Marian Kowalski( Ruch Narodowy). Wszyscy trzej są ciekawi i godni uwagi, mają atrakcyjne programy i przynajmniej dwóch z nich ma szansę wygrać wybory na prezydenta Lublina. To miasto zasługuje na nowe rozdanie i nowe osoby.
  • Komuna u władzy 2018-10-19 12:44:59
    Do Wawa: Tylko kiepski uczeń zawodówki może glosować na PIS. Ktokolwiek świadomy tego co się dzieje w Polsce z demokracją i gospodarką tego nie zrobi. Idziemy w stronę tego samego co fundowała nam komuna.
  • Wawa 2018-10-19 12:12:32
    Szkoła Zawodowa Ul.Gintrowskiego 38 Warszawa. Najważniejsze aby złodzieje z PO przegrali



REKLAMA

Znajdź swojego posła i senatora

LUB
Polityka rozbudza emocje, jakich dawno nie było? Oceniaj i komentuj działania i wypowiedzi posłów i senatorów z podziałem na okręgi i komitety. Twój głos zawsze się liczy!
REKLAMA

Drodzy Użytkownicy!

W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych przetwarzamy Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.

Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).

Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.

Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl.

Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o.