Poseł krytycznie o dyrektywie w sprawie praw autorskich



GP - 29 marca 2019 12:45


Poseł na Sejm Izabela Kloc (PiS) kieruje Komisją do spraw Unii Europejskiej. W komentarzu do dyrektywy Parlamentu Europejskiego (PE) w sprawie praw autorskich jednoznacznie i negatywnie ocenia przyjęte regulacje europejskie.

W przesłanej do naszej redakcji korespondencji posłanka akcentuje temperaturę debaty, która od miesięcy rozpalała temat dyrektywy. Sama wprost twierdzi, że należało odłożyć głosowanie i rozstrzygnięcie na drugą połowę roku. W ten sposób o prawie internautów i twórców do korzystania z treści decydowałby nowy skład PE.

"Widocznie nie mogły czekać interesy globalnych korporacji kontrolujących Internet oraz ich politycznych mocodawców" - ocenia polityk opcji rządzącej. Po czym przypomina, że "pomysłodawcy dyrektywy twierdzą, że chroni ona prawa autorskie i własność intelektualną. Pełna zgoda, że należy bronić tych wartości, a wszelkie nadużycia ujawniać i karać. Niestety, „Acta 2” nie są do tego dobrym i skutecznym narzędziem. Unijne przepisy poszły za daleko" - ocenia polska polityk.

W ocenie Kloc korporacje międzynarodowe, które regulują przepływ informacji w sieci, otrzymały prawne narzędzie blokujące dostęp do internetu.To mechanizm, który jasno trzeba w ocenie poseł nazwać "cenzurą".

"Kto pamięta czasy PRL ten wie, o co chodzi. Armia smutnych pań i panów przeglądających przed publikacją artykuły, książki, scenariusze, teksty piosenek, wyłapując w nich treści godzące w socjalistyczny porządek.  Za tamtą cenzurą stali konkretni ludzie, a jej centrala znajdowała się przy ul. Mysiej w Warszawie." czytamy w ocenie polityk. I dalej twierdzi, że dożyliśmy czasów, "jak z ponurych filmów science-fiction o upadku cywilizacji, gdzie sztuczna inteligencja decyduje o tym, co i kiedy człowiek może powiedzieć, a kiedy musi milczeć".

W końcu poseł polemizuje z tymi europosłami, w tym z tymi z Polski, którzy podnieśli rękę za dyrektywą. Wytyka im, że nie można zawęzić prawa tylko do kwestii ochrony interesów twórców i dziennikarzy. W ocenie polityk obrońcy dyrektywy nie dostrzegają, że "przy obecnym tempie rozwoju technologicznego, nowe przepisy otwierają furtkę, która doprowadzi do sytuacji, kiedy w imię obrony wolności słowa stracimy tę wolność."

Na zakończonej w tym tygodniu sesji obrad PE podczas głosowań poddano pod decyzję regulację o prawa autorskich. Projekt nowego prawa zyskał akceptację europosłów. Komisja Europejska podkreśliła w wydanym po głosowaniach oświadczeniu, że przepisy te mają przynieść wymierne korzyści obywatelom, wszystkim kreatywnym sektorom, prasie, badaczom, nauczycielom i instytucjom dziedzictwa kulturowego.

Inne zdanie ma Google, internetowy gigant, którego interesy są mocno związane z wprowadzanymi właśnie regulacjami. Rozczarowania wynikiem głosowania jest też europejska organizacja zajmująca się prawami konsumentów BEUC.

Najwięcej kontrowersji wzbudzał art. 13 nowego prawa, który wprowadza obowiązek filtrowania treści pod kątem praw autorskich, a także art. 11 dotyczący tzw. praw pokrewnych dla wydawców prasowych.

Czytaj także: Parlament Europejski poparł kontrowersyjną dyrektywę ACTA2 o prawach autorskich