REKLAMA

Wysoki urzędnik ambasady RP w Moskwie zeznawał w procesie Arabskiego

  • Autor: PAP/JS
  • 22 listopada 2016 19:17
 Wysoki urzędnik ambasady RP w Moskwie zeznawał w procesie Arabskiego T. (jako "osoba prywatna" nie zgodził się na podawanie swego nazwiska przez media) zeznawał w Sądzie Okręgowym w Warszawie jako świadek w procesie b. szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Tomasza Arabskiego (fot.fotolia)

Na czas wizyty Lecha Kaczyńskiego 10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku strona rosyjska przyjęła na siebie obowiązki związane m.in. z bezpieczeństwem i transportem - zeznał Tomasz T., b. wysoki urzędnik ambasady RP w Moskwie.

T. (jako "osoba prywatna" nie zgodził się na podawanie swego nazwiska przez media) zeznawał w Sądzie Okręgowym w Warszawie jako świadek w procesie b. szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Tomasza Arabskiego i czworga innych urzędników - oskarżonych w trybie prywatnym przez część rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej o niedopełnienie obowiązków przy organizacji wizyty prezydenta Kaczyńskiego.

68-letni T. był szefem wydziału politycznego ambasady RP w Moskwie, w randze ambasadora tytularnego. Uczestniczył w przygotowaniach wizyty, a 10 kwietnia 2010 r. był na płycie lotniska w Smoleńsku.

"Usłyszałem bardzo silny ryk silników, po czym myślałem, że samolot wylądował, ale potem zapadła cisza, która była przerażająca" - mówił T. "To był dla mnie sygnał, że coś się stało" - dodał. Wsiadł do auta i pojechał w stronę, skąd wcześniej było słychać silniki. W pewnym momencie towarzysząca mu pani z ambasady spytała: "co to za manekiny leżą?". "Zobaczyłem, że to są pokiereszowane ludzkie ciała. Powiedziałem, że to ofiary katastrofy" - zeznał T. Zakazał jej robić zdjęcia.

"Poleciłem, by ze względów etycznych i szacunku dla ofiar i ich rodzin, ograniczyć dostęp dziennikarzy na teren katastrofy" - zeznał T. Dodał, że nie jest właściwe, by telewizje "robiły sobie na tym newsa, a kręcenie się osób postronnych po terenie katastrofy byłoby dodatkowym utrudnieniem".

Pytany, czy w 2010 r. znał status tego lotniska, T. odparł, że było to zawsze lotnisko wojskowe. "Zwracaliśmy uwagę, że nie ma tam zabezpieczeń pasa startowego, systemów paliwowych i agregatów prądotwórczych, wobec czego lądowanie grupy przygotowującej wizytę premiera jest niemożliwe" - zeznał. "Potem Rosjanie oświadczyli, że lotnisko będzie od 7 do 10 kwietnia otwarte i w pełni sprawne" - dodał T. Przedstawił sądowi swą przepustkę, wydaną przez Federalną Służbę Ochrony na lotnisko na te dni.

Ponadto T. mówił, że Rosja złożyła propozycję wysłania tzw. lidera - czyli rosyjskiego nawigatora, który byłby obecny w Tu-154M. "Pod koniec marca 2010 r. ambasada dostała informację od sił powietrznych, że załoga zna dobrze rosyjski i zna procedury lądowania, wobec czego obecność lidera nie jest potrzebna" - dodał T.

T. zeznał, że nie był wprowadzony w stan przygotowań do wizyty prezydenta. Według niego status tej wizyty jest "bardzo trudny do określenia w konwencjonalnych terminach". Dodał, że wizyta Donalda Tuska była państwowa, a wizyta L. Kaczyńskiego była "wizytą głowy państwa w związku z rocznicowymi obchodami w Katyniu".

Pytany, czyim obowiązkiem było przygotowanie wizyty L.Kaczyńskiego na miejscu, T. odparł, że w trakcie spotkań przygotowawczych strona rosyjska przyjęła na siebie obowiązki ws. bezpieczeństwa i transportu. "To normalna procedura, że kraj przyjmujący osobę najwyższą zapewnia wszelkie warunki obsługi, zaczynając od bezpieczeństwa, poprzez transport, a kończąc na sprawach typu zakwaterowanie etc." - dodał T.

Zapytany, czym się różniły wizyty Tuska i L. Kaczyńskiego, T. odparł, że "stopień zabezpieczenia obu wizyt przez FSO, rosyjski odpowiednik BOR, był taki sam". "Zapewnili dostawę samochodu opancerzonego, przeprowadzili kontrolę tras przejazdowych i nawiązali kontakt z BOR" - zeznał. Sprawdzanie działań rosyjskich służb wymagałoby zaangażowania polskich służb - dodał.

Czytaj też: Sąd oddalił wniosek o zakazanie ekshumacji ofiar katastrofy smoleńskiej

"Słabością struktur państwowych był brak procedur na wypadek katastrofy masowej i musieliśmy improwizować" - powiedział T., dodając, że było to dla niego "szokujące". Podkreślił, że widział, jak funkcjonariusze rosyjskiego Ministerstwa Spraw Nadzwyczajnych wykonywali funkcje według procedur, a Polska wtedy ich nie miała.

Na pytanie pełnomocnika oskarżycieli prywatnych mec. Stefana Hambury, czy miał związek z Agencją Wywiadu, T. odpowiedział: "Ani nie potwierdzam, ani nie zaprzeczam, bo do dziś obowiązuje mnie tajemnica państwowa".

T. przyszedł do sądu z pełnomocnikiem mec. Mikołajem Pietrzakiem. Pytany przez sąd o zawód, przedstawił się jako "emeryt, filolog, teolog". Jego adwokat przedstawił sądowi zaświadczenie lekarskie nt. T., którego treści nie ujawniono. Zarazem, z powodu złego zdrowia T., mec. Pietrzak wniósł o ograniczenie czasu przesłuchania do godziny, na co sąd się zgodził, zeznawał on na siedząco. T. ma być ponownie wezwany.

Proces odroczono do 5 grudnia, kiedy ma zeznawać Jacek Sasin, ówczesny pracownik kancelarii prezydenta; dziś poseł PiS.

T. zeznawał w 2015 r. na procesie gen. Pawła Bielawnego, b. wiceszefa BOR skazanego w czerwcu br. na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu za nieprawidłowości w ochronie wizyt premiera i prezydenta w Smoleńsku 7 i 10 kwietnia 2010 r. Mówił on wtedy, że od lutego 2010 r. po rozmowie z sekretarzem Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzejem Przewoźnikiem było wiadomo, że w kwietniu dojdzie do dwóch osobnych wizyt - Donalda Tuska i Lecha Kaczyńskiego. "Organizacja wizyty prezydenta w Katyniu z punktu widzenia ambasady nie odbiegała od organizacji podobnych wizyt" - oceniał.

T. zeznał też wtedy, że gdy 10 kwietnia w Smoleńsku lądował Jak-40 z dziennikarzami, warunki były jeszcze w miarę dobre, ale potem ulegały pogorszeniu. "Już wtedy rozmawiano, że lepiej, aby Tu-154 wylądował na lotnisku zapasowym w Mińsku lub Witebsku. Komentowano: nie musieliby nawet wysiadać z samolotu, bo za 40 minut mgła w Smoleńsku się podniesie i będzie można przylecieć do Smoleńska" - relacjonował.

W ówczesnych zeznaniach T. odniósł się też do twierdzeń, jakoby trzy osoby przeżyły katastrofę. Jak mówił, był jedną z pierwszych osób na miejscu katastrofy, gdzie od funkcjonariuszy rosyjskich zabezpieczających miejsce usłyszał, że trzy osoby dawały "żiznyje refleksy", co przetłumaczył jako "bezwarunkowe odruchy, możliwe nawet u osoby od niedawna nieżyjącej". "Potem jakiś pracownik telewizji przechodzący obok powiedział, że +trzy osoby przeżyły katastrofę i T. pojechał z nimi do szpitala+. Odpowiedziałem mu, że T. to ja i nigdzie nie pojechałem" - relacjonował świadek.

T. był podejrzany przez pion śledczy IPN o to, że w oświadczeniu lustracyjnym zataił, iż był tzw. nielegałem wywiadu PRL, skierowanym w 1975 r. jako oficer wywiadu do zakonu jezuitów w Watykanie. W 1984 r. miał wystąpić z zakonu, ale pozostał w wywiadzie PRL.

Po pozytywnej weryfikacji w 1990 r., w 1993 r. zaczął pracę w MSZ, co - według mediów - miało być "przykrywką" dla działalności w wywiadzie, w którym był na etacie do 2007 r. Media podawały, że odszedł wtedy na emeryturę jako oficer Agencji Wywiadu, ale pozostał jego współpracownikiem. W 2007 r. za rządów w MSZ Anny Fotygi otrzymał stopień dyplomatyczny ambasadora tytularnego. Funkcję w ambasadzie w Moskwie objął w lutym 2010 r.

Gdy w grudniu 2010 r. IPN wystąpił do sądu o lustrację T., MSZ ogłosiło, że kończy on misję w Moskwie. Jego dymisję "w trybie natychmiastowym" przyjął szef resortu Radosław Sikorski.

Początkowo Sąd Okręgowy w Warszawie uznał T. za "kłamcę lustracyjnego", ale w 2012 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie prawomocnie oczyścił go z zarzutu IPN, uznając że jego sprawa w ogóle nie powinna być przedmiotem postępowania lustracyjnego.

Podobał się artykuł? Podziel się!

Skomentuj

  • Brak komentarzy.



REKLAMA

Znajdź swojego posła i senatora

LUB
Polityka rozbudza emocje, jakich dawno nie było? Oceniaj i komentuj działania i wypowiedzi posłów i senatorów z podziałem na okręgi i komitety. Twój głos zawsze się liczy!
REKLAMA

Drodzy Użytkownicy!

W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych przetwarzamy Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.

Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).

Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.

Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl.

Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o.