Wyborczy bazar, czyli jak internet kpi z ciszy wyborczej



JRP - 21 października 2018 17:49


W mediach społecznościowych pojawiają się mniej lub bardziej wiarygodne przecieki na temat trwających właśnie wyborów samorządowych. Jako że cisza wyborcza zabrania publikowania sondaży i informowania o poparciu dla opcji politycznych, internauci używają prostych do odgadnięcia skojarzeń.

W internecie funkcjonuje popularny tag #bazarek, w którym polityczne informacje publikowane są jako zakupowo-spożywcze metafory. Pojawiają się pod nim takie określenia stronnictw politycznych:

- Ogólnopolskie: pistacje lub pisaki; podkoszulki, pomidory lub pomarańcze i nektarynki; śliwki dobre; śliwki fioletowe; wszystko związane ze śpiewaniem lub ciastka; zielenina lub zielona herbata

- Warszawa: trzaskające wafle; wszystkie pytania zaczynające się od zaimka „jaki…”, ew. mleko z tybetańskiego bydła; TLK Opolanin; EIP Warszawiak;

-  Kraków: majeranek; blond peruki;

-  Gdańsk: cukierki Adamki

-  i wiele innych…

Szacunkowe dane zwykle przekazywane są w formie cen, np. „dany artykuł spożywczy (albo bilet na dany pociąg) kosztuje już ponad 33 zł”, co oczywiście przekłada się na 33 proc. poparcia.

Wielu internautów wzmacnia swój przekaz zapewnieniem, że "ceny są potwierdzone", ale nie ma żadnego sposobu na sprawdzenie ich wiarygodności.

Coraz głośniej mówi się o tym, że cisza wyborcza w dobie internetu i mediów społecznościowych nie ma większej racji bytu.

- O ile dawniej kampania wyborcza prowadzona była w tradycyjny sposób, dziś przeszła do internetu i mediów społecznościowych. A tam kontrola tego, co jest publikowane jest niemal niemożliwa - komentuje w rozmowie z PortalSamorzadowy.pl dr Tomasz Słupik, politolog z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.

- Cisza wyborcza jest przestarzałym rozwiązaniem - dodaje.