Wybory do europarlamentu, Sejmu i Senatu: gra nabiera tempa



Zbigniew Konarski - 06 lutego 2019 13:10


Maraton zaczął się już w zeszłym roku wyborami samorządowymi. W maju jego kolejny etap - wybory do Parlamentu Europejskiego, jesienią finał - wybory do Sejmu i Senatu. Czy nowy rok 2020 powitamy w nowej Unii i w innej Rzeczpospolitej? W "Regułach gry" rozmawiamy o tym z dr. Tomaszem Słupikiem - politologiem z Uniwersytetu Śląskiego.

{film;14586;autoplay}

Opozycja zbiera siły do ostatecznej rozgrywki o władzę. Raczej wszyscy są zgodni co do tego, że nadzieje na wygraną daje jej tylko wystawienie listy reprezentatywnej i wiarygodnej, a przede wszystkim - wspólnej. Innego wyjścia właściwie nie ma. Musi się zjednoczyć. To jednak wcale nie będzie proste.

Romans, który Nowoczesna nawiązała z Platformą, choć w sumie owocny, zakończył się nagle i niespodziewanie. Nie stał się więc raczej przekonującym argumentem za zawiązywaniem kolejnych sojuszów. Zwłaszcza małych z dużymi. Czy ochłodzenie tego związku było tylko efektem niezręczności większego partnera, czy też zwykłym, politycznym kanibalizmem? Niezależnie od tego, jak brzmi odpowiedź, Platforma Obywatelska straciła na koalicyjnej wiarygodności, pozostając z opinią panny raczej wyrachowanej. A Nowoczesna walczy o przetrwanie.

Zatem: punkt dla sejmowej większości, chyba jednak minus dla opozycji.

Nowy plan obwieszczono 1 lutego.

„Wzywamy odpowiedzialne siły i środowiska polityczne, samorządowe i obywatelskie do wystawienia jednej, szerokiej listy, której celem byłaby odbudowa mocnej pozycji Polski w Unii Europejskiej. Apelujemy o powstanie Koalicji Europejskiej, która uniemożliwi wyprowadzenie Polski z Unii. Tego wymaga polska racja stanu” - deklarują byli premierzy i ministrowie spraw zagranicznych.

Ruch logiczny, spodziewany, właściwie zapowiedziany. Stoją za nim politycy reprezentujący różne poglądy i opcje polityczne, ludzie znani i doświadczeni. Niektórzy złośliwie mówią: dinozaury. Ale w gruncie rzeczy, jeśli nawet, to cóż w tym złego? Może właśnie dopiero takich polityków stać na to, by wznieść się ponad podziały?

Punkt raczej dla opozycji.

3 lutego do rozgrywki dołącza jeszcze jeden gracz: Robert Biedroń ze swoją „Wiosną”. Na pewno, jak deklaruje, nie wejdzie w przedwyborczą koalicję z PO. Ale nie wyklucza udziału w budowaniu wraz z nią, po jesiennych wyborach, wspólnego, koalicyjnego gabinetu. Zanim jednak do tego dojdzie, o ile w ogóle do tego dojdzie: Biedroń przysporzy głosów opozycji, czy raczej obiektywnie wzmocni pozycję Prawa i Sprawiedliwości?

Wiosna Biedronia to punkt dla PiS-u czy dla antyPiS-u?

Mamy więc liberalną Platformę z nadszarpniętą opinią, rozkapryszone partie z lewej strony, nowego, ambitnego uczestnika gry oraz poważne wezwanie do zawiązania koalicji ponad podziałami sygnowane przez polityczny areopag. No, a po prawej stronie, przynajmniej z założenia konserwatywny PiS, który, choć kąsany i potykający się o własne nogi, nie ma najmniejszego zamiaru bezczynnie przyglądać się rozwojowi wypadków.

Wszystko to przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, których wynik będzie bardziej konstytuował obraz polityki polskiej niż europejskiej i ledwie kilka miesięcy przed wyborami do Sejmu i Senatu, które zdefiniują go na kolejne lata.

O tym, co z czego wynika, kto z kim i dlaczego, kto komu i jak może pomóc lub zaszkodzić rozmawiamy z doktorem Tomaszem Słupikiem - politologiem z Uniwersytetu Śląskiego.