REKLAMA

Zdzisław Krasnodębski: po wyborach w PE nie będzie rewolucji, ale kolejny krok w stronę UE zróżnicowanej

  • Autor: PAP/AKC
  • 12 kwietnia 2019 08:22
Zdzisław Krasnodębski: po wyborach w PE nie będzie rewolucji, ale kolejny krok w stronę UE zróżnicowanej Prof. Zdzisław Krasnodębski jest w Europarlamencie z ramienia Prawa i Sprawiedliwości. (fot.:youtube.com)

Myślę, że po wyborach w PE nie będzie rewolucji, ale kolejny krok w ewolucji, która zaczęła się w tej kadencji Parlamentu Europejskiego - ewolucji w stronę Unii bardziej zróżnicowanej, bardziej politycznej - podkreśla wiceszef PE Zdzisław Krasnodębski (PiS).

  • Prof. Zdzisław Krasnodębski jest wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego, socjologiem, filozofem społecznym, profesorem Uniwersytetu w Bremie oraz krakowskiej Akademii Ignatianum, kandydatem PiS do PE w nadchodzących eurowyborach.
  • W jego opinii sytuacja polityczna w Polsce jest zgodna z regułami demokracji parlamentarnej.
  • W wywiadzie dla PAP wypowiada się m.in. o pozycji Niemiec w UE, sporze o praworządność, reformie UE. 

PAP: Jak podsumowałby pan kończącą się kadencję PE, ale też Komisji Europejskiej? Nawołuje się do reformy UE. Jak pan to ocenia?

- Prof. Zdzisław Krasnodębski: Gdy Jean Claude Juncker zostawał szefem Komisji Europejskiej, zapowiedział, że ta komisja będzie polityczna, że będzie odgrywała rolę polityczną. Nie będzie tylko zarządzała, nie będzie jedynie zbiorem urzędników. I w jakimś sensie, może nie w takim, w jakim przypuszczał szef KE, była ona polityczna, był to okres politycznych dużych napięć. To przede wszystkim niezakończony jeszcze proces wychodzenia Wielkiej Brytanii z UE, co niewątpliwie jest wydarzeniem historycznym.

Czy UE będzie gorsza bez Wielkiej Brytanii?

- Trudno powiedzieć. To zależy, z jakiego punktu widzenia to się ocenia. Dla Polski gorsza jest Unia scentralizowana, bardzo spoista, w której istnieje bardzo silne przywództwo niektórych państw, a nasze możliwości działania są bardzo ograniczone.

Mówi się, że bez Wielkiej Brytanii właśnie w takim kierunku podąży.

- Taki był już okres dwóch ostatnich kadencji, z Wielką Brytanią. Dlatego doszło do Brexitu. Teraz są oznaki nowej epoki - powiększające się różnice między państwami członkowskimi, związane np. z kryzysem imigracyjnym, upodmiotawianiem się Grupy Wyszehradzkiej, tarciami między Włochami a Francją. Są też zasadnicze różnice zdań między Francją a Niemcami. W UE narasta również to, co nazywa się populizmem, a co jest wyrazem protestu zawiedzionych obywateli. W tych tendencjach kryje się oczywiście ryzyko, ale nie postrzegałbym tego tylko negatywnie. W pewien sposób polityka wróciła do Unii, ów wspomniany gorset władzy establishmentu został poluzowany.

 Zakończył się koniec historii, obwieszczany przez Fukuyamę?

- Nigdy nie byłem zwolennikiem tej tezy, jak i wszelkiego determinizmu, zakładającego, że historia musi iść w jakimś określonym kierunku, co oznaczałoby koniec polityki. Uważam, że teraz jest w UE więcej wolności niż było, gdy rozpoczynała się ta kadencja. Chwieje się w PE np. monopol Europejskiej Partii Ludowej w sojuszu z socjaldemokratami, co też według mnie jest zjawiskiem pozytywnym. Oznacza bowiem pewną demokratyzację UE.

W tym kontekście należy także wspomnieć o sporze o praworządność, z Polską, Węgrami, teraz mówi się także o Rumunii, Słowacji. Pomijając niektóre merytorycznie uzasadnione zarzuty czy wątpliwości, chodzi w tym także o dyscyplinowanie Europy Środkowo-Wschodniej, o jej polityczne okiełznanie. W sporze na osi wschód-zachód zawsze pobrzmiewają wyraźne tony kolonialne i imperialne, inaczej niż w tych toczonych na osi południe i północ Europy. Wśród elit unijnych zawsze jest sentyment do Włoch, Hiszpanii, a nawet Grecji, w przypadku Europy Środkowo-Wschodniej szybko odżywają negatywne stereotypy i resentymenty.

Stąd bierze się ta podwójna miara Komisji Europejskiej, która przymyka oko na łamanie czy naginanie unijnych praw i zasad przez Francję czy Niemcy, a w przypadku Polski czy Węgier próbuje się je wręcz nadinterpretować na naszą niekorzyść i wywołuje nas do tablicy?

- Tak. To widać choćby po reakcjach na rząd wicepremiera Matteo Salviniego, który - w przeciwieństwie do Polski czy Węgier - jest krytykowany w miarę umiarkowanie, z pewnym respektem. Nie krzyczy cała Europa, że we Włoszech zapanowała dyktatura, że Komisja Europejska powinna coś z tym zrobić. Wręcz przeciwnie: po krzykliwym ataku często następuje wycofywanie się i próba złagodzenia konfliktu. Włosi są traktowani inaczej niż my.

Te różnice podejścia widać też na przykładzie Austrii. Kiedyś tamtejsza partia FPO była uznawana za skrajną, faszystowską. Jej sukces wyborczy i pierwsze wejście do rządowej koalicji doprowadził do otoczenia Austrii kordonem sanitarnym. Dziś udział tej partii w rządzie Austrii jest traktowany jako coś niemal normalnego. Ale trzeba podkreślić, że europejski establishment będzie musiał dostosować do nowej sytuacji, do nowego układu sił. Czas, gdy dogadanie się dwóch największych grup w Parlamencie Europejskim oraz dwóch największych państw Francji i Niemiec wystarczało, by zarządzać Europą, dobiega końca.

Dla dominujących dotąd w UE grup to szokująca perspektywa. W wywiadzie dla jednej z polskich gazet niemiecki dziennikarz Robin Alexander, autor książki o kryzysie imigracyjnym w Niemczech, stwierdził, że kanclerz Angela Merkel była przekonana, iż kryzys migracyjny rozwiąże tak, jak kryzys finansowy. To znaczy, że będzie w stanie podjęte przez siebie decyzje narzucić wszystkim krajom. Tak się jednak nie stało.

Myśli pan, że Europa zachodnia żałuje dziś poszerzenia UE o Europę Środkowo-Wschodnią?

- Na pewno nie żałują tego Niemcy, które nie chciałyby być państwem granicznym w UE i które bez wschodnioeuropejskiego "Hinterlandu" nie byłyby tak silne gospodarczo, jak są dziś. Natomiast Francuzi zapewne żałują, bo ich względna siła w Unii bardzo się zmniejszyła. Oni zapewne chcieliby mniejszej Unii, w której "motor francusko-niemiecki" znowu byłby dominujący. Dla obu tych państw, i dla Niemiec, i dla Francji, trudna do zaakceptowania jest sytuacja, że muszą się władzą w Europie dzielić. Stąd też z jednej próby zinstytucjonalizowania hierarchii, np. dążenie do zmniejszenia liczby komisarzy, z drugiej do pogłębienia integracji strefy euro, i utworzenia Unii dwóch prędkości, instytucjonalnego podzielenia jej na rdzeń i peryferie.

Nawiązując jeszcze do tej podwójnej miary, stosowanej przez Komisję Europejską, pytał pan ją o niezawisłość sędziów w Niemczech. Jaką pan otrzymał odpowiedź?

- Zupełnie zdawkową. KE nie widzi problemu. Kiedyś pytałem też o wolne media w Niemczech - w związku z wpływem politycznym na niemiecką telewizję publiczną ZDF. Wtedy powiedziano mi, że to nie podlega kompetencjom Komisji.

U nas ona jednak podlega, bo z Zachodu też płynie gromka krytyka naszych mediów publicznych.

- Powołując się w takich przypadkach na wartości europejskie. Z drugiej strony, gdy np. we Francji brutalnie pacyfikuje się demonstracje, wyprowadza przeciwko nim wojsko, mówi się, że to jest zgodne z prawem. A gdzie są te bronione przez UE prawa człowieka? Sam wiceprzewodniczący KE Frans Timmermans podkreśla, że nie wystarczy powołać się na zgodność z prawem stanowionym. Trzecia Rzesza też działała zgodnie z ówczesnym niemieckim prawem. To nie były spontaniczne masakry i mordy, tylko wszystko odbywało się na zasadzie regulacji prawno-administracyjnych.

Nad prawem stanowionym są jeszcze, zgodnie z filozofią Unii, prawa człowieka, prawa fundamentalne. Potrzebna jest także odwołanie się do demokracji, choć przestrzega się, by nie przerodziła się ona w demokrację większościową, "która nie szanuje prawa" oraz "praw fundamentalnych". Gdzie więc są prawa fundamentalne Katalończyka żądającego prawa do samostanowienia lub Francuza w żółtej kamizelce tłuczonego pałką przez policjanta?

W Parlamencie Europejskim też jest większościowy blok, który rozdaje w nim karty, dominuje.

- Ale to właśnie, tak, jak sytuacja polityczna w Polsce, jest zgodna z regułami demokracji parlamentarnej. Jeśli my będziemy mieć w PE większość, to też będziemy realizować swój program. A wtedy oni będą krzyczeć, że nie ma demokracji w Europie, tylko jest dyktatura, że naruszamy podstawowe zasady.

Co może zmienić się po wyborach do PE?

- Myślę, że nie będzie rewolucji, ale kolejny krok w ewolucji, która zaczęła się w tej kadencji Parlamentu Europejskiego. Ewolucji w stronę Unii bardziej zróżnicowanej, bardziej politycznej. Na pewno trudniej będzie się układać w Europarlamencie. Nawet w ramach grup w PE są już wyraźne różnice, co widać na przykładzie Fideszu w EPL.

Dzięki temu paternalizm władz UE będzie mniejszy?

- Tak. I to jest pozytywna perspektywa. W dobrym sensie tego słowa integracja europejska postępuje, gdyż my dziś interesujemy się np. jaki jest wynik wyborów w Andaluzji. Kto kiedyś w Polsce uważał, że to dla nas ważne? A Włosi, Austriacy czy Finowie interesują się Polską, często pytają mnie, co pokazują nasze sondaże. Tego wcześniej nie było.

Jako Europejczycy jesteśmy bliżej siebie, integruje się sfera publiczna w UE, mamy poczucie, że coraz bardziej od siebie zależymy. To sprawia, że wszystko jest bardziej skomplikowane, ale przez to ciekawsze, bardziej polityczne, pewne decyzje są trudniejsze do przeprowadzenia. Odchodzimy od takiego tworu biurokratycznego, swego rodzaju systemu rozdzielczo-nakazowego. Oczywiście, ktoś może powiedzieć, że istnieje niebezpieczeństwo chaosu, że te interesy tak będą się krzyżować czy blokować, iż Unia stanie się niezdolna do działania. Tak zawsze mówili ci, którzy chcieli rządzić UE właśnie w ten sposób rozdzielczo-nakazowy.

W kampanii wyborczej do PE pojawił się temat reparacji wojennych. Pan doskonale zna Niemcy. Są jakieś szanse, żeby kwestia reparacji nabrała realnych kształtów?

- Znam paru niemieckich naukowców o lewicowych poglądach, którzy z sympatią patrzą na te polskie żądania. Osób z takim podejściem jest jednak w Niemczech bardzo mało. Większość, od prawej do lewej, reaguje na kwestię reparacji negatywnie, a w tej reakcji jest nawet zadziwiający brak empatii i poczucia zobowiązania wobec Polaków. To też jest duża zmiana w stosunku do dawnej bońskiej Republiki Federalnej.

Mimo to powinniśmy walczyć o reparacje od Niemiec? W końcu można użyć też takiego argumentu, że gdyby nie napaść Niemiec na Polskę w 1939 r., to nie mielibyśmy przez 44 lata podporządkowania naszego kraju Rosji i komunizmu, przez który zatrzymaliśmy się w rozwoju. Gdyby nie to, Polska mogłaby być dziś bogatsza niż Włochy czy Hiszpania.

- Oczywiście, powinniśmy walczyć o reparacje. Najważniejszy jest fakt, że prawo do reparacji przyznała nam kiedyś wspólnota międzynarodowa. Drogą, która może doprowadzić do sukcesu, jest umiędzynarodowienie tej kwestii, jej europeizacja, rozszerzenie jej o inne kraje, otworzenie europejskiej debaty na ten temat, np. z Grekami czy Włochami, zdobycie poparcia środowisk żydowskich w USA.

Czasem spotyka się taki sposób myślenia, że jakimś rodzajem zadośćuczynienia za zniszczenia wojenne czy nowym, ale tym razem unijnym, planem Marshalla, są fundusze unijne, a Niemcy są największym płatnikiem netto do budżetu UE.

- To absurd - jedno nie ma nic wspólnego z drugim. Niektórzy Niemcy wysuwają jeszcze inny argument: że oni utracili na rzecz Polski swoje terytoria wschodnie i w związku z tym nie są zobowiązani do wypłacania nam odszkodowań za zniszczenia wojenne. Reparacje zostały nam przyznane w Poczdamie, ale nie zostały Polsce wypłacone, bo mieliśmy je otrzymywać za pośrednictwem Związku Sowieckiego, a w dodatku rząd Bolesława Bieruta z nich zrezygnował. Trwają dyskusje ekspertów, jakie skutki prawne miała ta rezygnacja.

Co należałoby zrobić, żeby w tej sprawie Niemcy zechciały się ugiąć lub przynajmniej podeszły do niej poważnie, zaczęły z nami o tym rozmawiać?

- Musiałyby być pod moralnym i politycznym naciskiem, dlatego tak ważne jest umiędzynarodowienie tej kwestii. I Niemcom musiałoby na Polsce bardzo zależeć. Gdyby pogorszyły się relacje francusko-niemieckie, Niemcy doszłyby do wniosku, że Francja z jej dążeniem do europeizacji swoich programów socjalnych staje się dla nich zbyt wielkim obciążeniem, wówczas mogłyby bardziej skłonne zabiegać o Polskę. Wówczas mogę wyobrazić sobie jakiś gest, poza już proponowanym wybudowaniem pomnika w Berlinie, upamiętniającego polskie ofiary. Niech np. odbudują za swoje pieniądze choćby Pałac Saski w Warszawie, który wysadzili w powietrze po Powstaniu Warszawskim. Potrzebujemy z tamtej strony zrozumienia w tej sprawie, poczucia zobowiązania wobec indywidualnych ofiar, ale też wobec państwa polskiego.

A teraz Niemcy udają, że problemu nie ma?

- Tak. Mówią, że to takie dziwne, iż po tylu latach domagamy się reparacji. Do odpierania tych naszych żądań służy im też spór o praworządność. Interpretacja jest prosta: reparacje to nie jest autentyczna potrzeba polskiego społeczeństwa, tylko nacjonalistyczno-populistyczny rząd polski podburza ludzi, grając kartą antyniemiecką, podchodzi do tego instrumentalnie. I gdy ten rząd się zmieni, problemu już nie będzie.

Może jest więc tak, że ten spór o praworządność został po to wykreowany?

- Spór o praworządność wykreowała nasza opozycja, która sama nazwała się przecież opozycją totalną. Niektórzy na Zachodzie to podchwycili, bo było im to bardzo na rękę, widzieli w tym swój interes polityczny. Inni z naiwności, jeszcze inni z powodów ideologicznych.

Niemcy mają też zadziwiający stosunek do polsko-niemieckiego pojednania. My w zasadzie mamy siedzieć cicho i potakiwać, bo w innym razie mówi się za Odrą, że zaogniamy relacje polsko-niemieckie. Natomiast strona niemiecka może robić w gruncie rzeczy wszystko, uznając, że to nigdy nie jest wymierzone przeciwko polsko-niemieckiemu pojednaniu. Tak jest np. w przypadku Nord Stream 2.

Wcześniej tak było w odniesieniu do Centrum Przeciwko Wypędzeniom. Przejawem tej postawy jest też brak upamiętnienia polskich ofiar w Niemczech, odmowa dyskusji na temat reparacji czy ich brak, fakt, że nie ukarano zbrodniarzy wojennych w odpowiednim stopniu, nie wypłacono odszkodowań. Tego nie uważa się tam za coś sprzecznego z polsko-niemieckim pojednaniem. Wręcz przeciwnie: pojednanie ma polegać na tym, że Polacy nic na te tematy nie mówią i uznają, że wszystko jest w porządku.

Może Polska do tego ich przyzwyczaiła po 1989 r.? Wiele rządów w III RP kładło uszy po sobie, żeby, broń Boże, Niemcy na nas się nie obrazili.

- Ktoś, kto był blisko rządu Mazowieckiego, powiedział mi kiedyś, że wtedy ważna była kwestia uznania polskich granic. Potem dążyliśmy za wszelką cenę do struktur zachodnich, do UE i NATO, Niemcy stały się naszym adwokatem w Europie. Wszystko to sprawiło, że nie poruszaliśmy kontrawersyjnych kwestii. A potem, w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych Niemcy rozpoczęły ofensywę historyczną przeciw nam, poruszając m.in. temat wypędzeń. Dzisiaj ekscytują się rzekomym współudziałem Polaków w Holokauście.

Czy Niemcy są w stanie przełknąć Polskę podmiotową, będącą dla nich równoprawnym partnerem?

- Potrafili się zaprzyjaźnić z Polską Donalda Tuska, Radosława Sikorskiego, Basila Kerskiego, z Polską takich ludzi, którzy akceptują ten niemiecki sposób interpretacji historii, niemiecki sposób działania. I wtedy jako kraj możemy występować w roli adiutanta Niemiec. Był czas, gdy Radosław Sikorski jeździł z szefami niemieckiego MSZ po Europie wschodniej we wspólnych misjach dyplomatycznych. Ta współpraca skończyła się jednak, gdy Rosja zajęła Krym i rozpoczął się konflikt zbrojny w Donbasie, gdy zaczęła się poważna polityka, w której udziału Polski - poprzez format normandzki - już nie uwzględniono. Przy stole negocjacyjnym było miejsce dla Niemiec i Francji, ale już nie dla nas. 

Podobał się artykuł? Podziel się!

Skomentuj (11 komentarzy)

  • Ekspert XD 2019-04-23 15:54:33
    Do PIS XD: Tobie może pomóc tylko specjalista, jeżeli uważasz, że USA przegrałby wojnę z powodu szwedzkich okrętów podwodnych. Europa może mieć parę fajnych zabawek, którym mogłoby się udać odegrać kilka małych, heroicznych epizodów, ale generalnie w Europie nie ma ani kadr ani logistyki, która umożliwiłaby prowadzenie czegokolwiek innego niż akcje antyterrorystyczne.
  • PIS XD 2019-04-23 13:39:49
    Do Ekspert XD: A ja sobie poczytałem w naszym fachowym periodyku o okrętach wojennych że amerykanie zorientowali się że europejskie okręty podwodne (szczególnie szwedzkie) nie miałyby najmniejszych kłopotów z posłaniem na dno najnowszych amerykańskich lotniskowców. Po prostu są tak ciche że amerykanie nie są w stanie ich wykryć. Przez dwa lata pod San Diego toczyły się gry wojenne w trakcie których szwedzki op. wynurzał się przy burcie lotniskowca którego obstawa nie miała pojęcia że on jest w pobliżu. W jego uzbrojeniu są ciężkie torpedy które są istotnym problemem dla amerykanów. Groźne są nie tylko Tomahawki. Najciekawsze jest że te okręty zostały zbudowane za ułamek kosztów amerykańskich myśliwskich op. Niemcy mają podobne klasy U214 - czyli sprawa nie leży w wielkości nakładów tylko w sensowności ich wydatkowania. Przykład z powietrza - F35 kosztuje ćwierć miliarda dolców - a ostatnio nawet amerykańcy przyznali że równie dobry jest kilkakrotnie tańszy F15. Czyli wychodzi że jesteś klasycznym politologiem który zupełnie nie ma podstaw do oceny tego co czyta. Można zrobić Cię w konia w dziecinny sposób. Pamiętaj że życie to nie prezentacja w Power Point . Przepraszam że piszę po tygodniu ale jako prawdziwy konserwatysta w Święta Wielkanocne nie zajmuję się głupotami.
  • Ekspert XD 2019-04-16 16:21:37
    Przykro mi, to był czysty test na inteligencje dla ciebie. Osiągnąłeś w nim 0% trollu. Popatrz sobie na Reutersie: /article/germany-military/update-1-finmin-undercuts-german-target-of-spending-1-5-pct-of-gdp-on-defence-source-idUSL5N20N839
  • PIS XD 2019-04-16 16:13:34
    Do Ekspert XD: To kiedy podasz te linki? Widzę że z Ciebie wyłazi klasyka PiSu - dużo inwektyw mało wiedzy. Pewnie skończyłeś politologię albo raczej byłeś prymusem na WUML. Czekam na te linki którymi tak się chwaliłeś.
  • Ekspert XD 2019-04-15 15:31:01
    Do PIS XD: Wiejski filozofie, w jaki sposób doszłeś do tego, że Milicja Obywatelska i ruch żółtych kamizelek to to samo? Widać, że wierna służba komunistycznej władzy pozwoliła na przeskoczenie kilku stopni w edukacji. Cudownie wiedzieć, że ciągle Koalicja sprzymierzyła się z SLD, żeby móc zaciągnąć więcej, takich bezkrytycznych troglodytów z poprzedniego ustroju, którym podobają się spalone samochody i krew na ulicach wrogów reżymu. Jesteś najlepszym dowodem na to, że nie wolno dopuścić twoich protektorów na żadne stanowiska, bo doprowadzą do katastrofy, jak zawsze.
  • PIS XD 2019-04-15 13:37:22
    Do Ekspert XD: Nie leń się i podaj linki do tych artykułów. Najpierw Muszę wiedzieć z kim polemizuję. Rozumiem że popierasz żółte kamizelki rabujące sklepy i palące samochody. Jako żywo tego w stanie wojennym nie widziałem. No chyba że żałujesz spalonych Nysek MO. Widzę że bardzo specyficzny z Ciebie expert.
  • Ekspert XD 2019-04-12 16:08:59
    Do PIS XD: Bardzo łatwo jest znaleźć artykuły, gdzie USA krytykują Niemcy za wydawanie 50% tego co powinny na obronie i ich pasożytnictwo na amerykańskiej armii. Jeżeli masz jakieś inne dane to proszę udostępnij je. Nie popieram francuskiej lewicy, jak również nie popieram używania wobec niej metod demokracji ludowej, Macron starcił panowanie nad krajem i zachowuje się jak watażka z afrykańskiego bantustanu, przy pełnym poparciu Unii Europejskiej. Przykre jest widzieć sceny podobne do zdarzeń, które działy się w Polsce w stanie wojenny, w wydawałoby się cywilizowanym, zachodnioeuropejskim kraju.
  • PIS XD 2019-04-12 15:51:35
    Do Ekspert XD: Mylisz role - to ten prefesur jest europosłem a nie ja. To jego obowiązkiem jest śledzenie naprawdę strategicznych tematów. Jak zacząłeś z grubej rury to podaj linki opisujące tematy o których piszesz. Ja znam to trochę z innej strony i z ciekawością zobaczę inny punkt widzenia. Swoją drogą nigdy bym nie przypuszczał że popierasz francuską skrajną lewicę.
  • Ekspert XD 2019-04-12 13:42:41
    Do PIS XD: Bardzo ładne bicie piany, ale ty również nie przedstawiasz żadnego z tych tematów. Polityka obronna jest też piękna, Niemcy wykonują inwestycje militarne w Rosji za kilkukrotnie większe kwoty niż u siebie i jeszcze nigdy w historii nie wypełnili zobowiązań NATO, teraz tylko Macron wspomina o stworzeniu armii europejskiej, bo francuscy policjanci zaczynają się buntować przeciwko biciu cywilów na ulicach francuskich miast. Polityka przemysłowa i konflikt USA-Chiny to też zabawny temat, o czym ma mówić, o tym, że urzędnicy UE są całkowicie ignorowani przez obie strony i nie mają żadnych sukcesów. Wydaje mi się, że Krasnodębski specjalnie nie wspomniał o tych tematach, bo to jak kopanie leżącego.
  • PIS XD 2019-04-12 10:34:31
    Do xyz: bo pan "profesor" doskonale wiedział jakich tematów unikać. Nie zająknął sią na temat fundamentalnych kwestii polityki przemysłowej i konfliktu na tym polu z USA i Chinami. Nie istnieje w jego przekazie polityka obronna czy energetyczna. No ale co może o tym wiedzieć gość którego profesura oparta jest na jezuickim Ignatianum i niczym innym. Jak taki z niego konserwatysta to niech przedstawi Impact Factor tych biuletynów w których publikuje. Z drugiej strony - zaskakuje prymitywizm i jednostronność osoby która go pyta. Nic dziwnego że nawet się nie przedstawiła.



REKLAMA

Znajdź swojego posła i senatora

LUB
Polityka rozbudza emocje, jakich dawno nie było? Oceniaj i komentuj działania i wypowiedzi posłów i senatorów z podziałem na okręgi i komitety. Twój głos zawsze się liczy!
REKLAMA

Drodzy Użytkownicy!

W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych przetwarzamy Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.

Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).

Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.

Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl.

Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o.