REKLAMA

Zieloni są bardziej popularni, bo wzrosła świadomość ekologiczna

  • Autor: PAP/rs
  • 23 kwietnia 2019 12:08
Zieloni są bardziej popularni, bo wzrosła świadomość ekologiczna (Fot. Shutterstock.com)

Poziom smogu w miastach wzrósł na tyle, że politycy już nie mogą nie zauważać tego problemu; świadomość ekologiczna w społeczeństwie wzrosła, to pomogło zaistnieć Zielonym - podkreśla w rozmowie współprzewodniczący Zielonych Marek Kossakowski.

Długo był pan dziennikarzem, co pana skłoniło do zaangażowania się w działalność polityczną?

- Dziennikarstwem zajmowałem się przez przypadek, bo to nie był mój zawód wyuczony. Do dziennikarstwa trafiłem przez podziemie. Zaczęło się od tego, że w okresie "karnawału Solidarności" trafiłem do Regionu Mazowsze, gdzie pracowałem w biuletynie "Niezależność". Potem siedziałem, a w stanie wojennym wydawaliśmy z kolegami podziemny miesięcznik "Vacat" w dużym nakładzie. W 1989 roku trafiłem do "Gazety Wyborczej", potem do "Rzeczpospolitej", na krótko też do "Dziennika". W pewnym momencie dziennikarstwo mnie zużyło i wypluło. Przez parę lat robiłem różne rzeczy, pracowałem np. w Muzeum Komunizmu w budowie, czyli w resztówce pomysłu Andrzeja Wajdy, Jacka Fedorowicza i Czesława Bieleckiego, by w Warszawie zbudować Muzeum Komunizmu.

I nagle poczuł pan imperatyw moralny, by zaangażować się w działalność publiczną?

- Nie było takiego imperatywu, raczej seria przypadków. Życiem człowieka kierują przypadki, oczywiście lepiej lub gorzej wykorzystywane. Miałem znajomych wśród Zielonych. Pięć lat temu zaproponowali mi, bym w wyborach samorządowych startował z list partii Zieloni do Rady Warszawy.

Zieloni istnieją od 2004 roku, mieli nawet ten rok w nazwie, ale nigdy nie udało im się odnieść politycznego sukcesu, wprowadzić swoich ludzi do Sejmu lub samorządów.

- To prawda, partia Zieloni ma długą historię, ale nigdy nie miała znaczących ani sukcesów wyborczych, ani nie miała dobrej rozpoznawalności w Polsce.

To dowodzi przynajmniej, że nie kierował panem koniunkturalizm, gdy zdecydował się pan na ten start.

- Tak, pod tym względem miałem czystą kartę, że nie idę do partii, która ma szybką szansę na udział we władzy. Ta partia czasem bardziej przypominała NGO's, a nie partię polityczną, która, aby realizować swój program musi dążyć do uczestniczenia w rządzeniu.

Może się pojawić pytanie, czy istnienie takiej partii w ogóle ma sens? Czy samo przekonanie do słuszności własnych poglądów wystarczy, by istniała?

Żeby móc realizować to, co mamy na transparentach, trzeba to przekuwać w język ustaw. Celem każdej partii powinien być więc wpływ na władzę. W naszej partii są niesłychanie oddani, ideowi ludzie, bardzo przekonani do tego co robią. Ale oczywiście to nie wystarczy. Od tych 3,5 pół roku, kiedy wraz z Małgorzatą Tracz jesteśmy współprzewodniczącymi, robimy wszystko, by partia nie tracąc swej ideowości nie zamykała się we własnej bańce, by była bardziej pragmatyczna, lepiej zorganizowana i była w stanie coraz silniej przebijać się do świadomości publicznej.

Rozumiem, że to jest tradycja, że Zielonymi współkierują mężczyzna i kobieta?

- Nie tylko tradycja, jest to wpisane do statutu. Na wszystkich poziomach władz wybieralnych jest parytet pół na pół i wszędzie zasiada tyle samo kobiet, co mężczyzn.

Dlaczego do tej pory partia nie mogła zaistnieć?

- Powody były obiektywne. Świadomość ekologiczna, jakkolwiek ją rozumieć, była przez lata w Polsce niska. Społeczeństwo nie było wyczulone na te sprawy, a wynikało to w dużym stopniu z transformacji. Ludzie w tamtym czasie po prostu chcieli, żeby było tak jak na Zachodzie, choć nie widzieli cieni, a wyłącznie same blaski. Tymczasem na Zachodzie świadomość ekologiczna była już wtedy lata świetlne do przodu. Na szczęście z upływem czasu te problemy zaczęły być bardziej zauważane.

Jeden z polityków mi niedawno mówił: "Marek, gdybyś mi trzy lata temu powiedział, że smog można wpisać do programu politycznego, to bym cię wyśmiał". To były problemy, którymi zajmowały się NGO's, ale nie wchodziło to do dyskursu politycznego. Ale nagle weszło. Zmieniło się to z kilku powodów. Na przykład poziom smogu w miastach wzrósł na tyle, że politycy już nie mogą nie zauważać tego problemu. Mieszkańcy miast też już wiedzą, że to jest problem, którego rozwiązania trzeba wymagać od polityków. Poza tym w społeczeństwie cały czas wzrasta świadomość konsekwencji zmian klimatu, bo dotyka to nas już w tej chwili. Te problemy przebiły się do mainstreamu. Ale były też wewnątrzpartyjne przyczyny niskiej rozpoznawalności Zielonych - wydaje mi się, że zbyt długo wystarczała nam sama świadomość, że walczymy w słusznej sprawie.

Został pan współprzewodniczącym, by to zmienić?

- Gdy zostałem w styczniu 2016 roku współprzewodniczącym, nie zdawałem sobie sprawy z tego, co robię. To była niewielka partia, która stopniowo zaczęła być coraz bardziej widoczna. Zaangażowaliśmy się w prodemokratyczne protesty, w walkę o prawa kobiet, w obronę Puszczy Białowieskiej. Pomógł nam tzw. Lex Szyszko, bo miało to gigantyczny odzew społeczny. Urywały się telefony, że w wielu miejscach wycinają drzewa. Sam jeździłem w różne takie miejsca.

Dostaliście więc wiatru w żagle...

- Dostaliśmy wiatru w żagle. Powolutku, powolutku nasza widoczność się zwiększała. Zaczęła się też rozrastać sama partia. Zaczęli do nas napływać ludzie oburzeni tym, jak władza traktuje polską przyrodę, a także ludzie z różnych grup prodemokratycznych, których poznaliśmy na ulicach polskich miast.

Ile teraz Zieloni mają członków?

- Mamy teraz około 1300 członków i sympatyków. Bardzo duży napływ zaczął się od wyborów samorządowych. Z Małgorzatą Tracz przyjęliśmy wtedy strategię, która zakładała samodzielny start do sejmików i wystawienie list we wszystkich okręgach. Dla małej partii to bardzo duże przedsięwzięcie organizacyjne. Udało nam się to we wszystkich województwach, choć nie we wszystkich okręgach. Byliśmy jednym z 10 komitetów, które zarejestrowały listy ogólnopolskie. Wynik mieliśmy 1,15 proc. i do sejmików nie zdobyliśmy oczywiście żadnych mandatów. Ale ta strategia się opłaciła, bo te 1,15 proc. to jest poziom 180 tys. głosów. Niby to jest mało, ale wszyscy politycy, z którymi zaczęliśmy przystępować do rozmów, widzieli i doceniali to. Samodzielny start we wszystkich okręgach był naszym ogromnym atutem w dalszych rozmowach.

Dzięki temu jesteście jednym z pięciu podmiotów, tworzących Koalicję Europejską?

- Tak, na tym nam właśnie bardzo zależało.

Ale jesteście w koalicji z partiami, które mają zupełnie inne poglądy np. na prawo do przerywania ciąży, partiami dosyć konserwatywnymi w sferze obyczajowej. Nie przeszkadza wam to? To nie jest nadmierny pragmatyzm?

- Odbieram to zupełnie inaczej. Nie uważam, że w wielkich bólach zgodziłem się na kompromis, porzucając jakieś swoje idee. To jest dobra koalicja, bo się różnimy, a społeczeństwo jest przecież dosyć różnorodne. Są w nim różne poglądy, tak jak w naszej koalicji.

Ale coś taką koalicję musi łączyć.

- To przede wszystkim wartości europejskie i szereg ważnych postulatów, które dotyczą Polski. Przede wszystkim przywiązanie do demokracji. Czujemy się równoprawnymi członkami tej koalicji także dlatego, że w jej programie znalazło się bardzo dużo naszych postulatów. Jest 10 punktów wspólnej deklaracji, a jeden z punktów dotyczy zmian klimatu i czystego powietrza, odchodzenia od paliw kopalnych, stawiania na energię odnawialną - naszym postulatem jest dojście do 2035 roku do 50 procent z energii odnawialnej w polskim mikście energetycznym. Nasi koalicjanci się z tym zgadzają. Bardzo nam jest bliski punkt dotyczący transportu i stawianie na komunikację zbiorową, walka z wykluczeniem komunikacyjnym w Polsce. Zależało nam także na punkcie o młodzieży, który ostatecznie znalazł się w deklaracji.

To jest koalicja na wybory do Parlamentu Europejskiego - gdybyście otrzymali mandaty, w jakiej frakcji się znajdziecie?

- Były takie przypadki w Europie, że europosłanki i europosłowie startujący w ramach koalicji wstępowali do różnych frakcji. W naszym przypadku też jest to możliwe - że będą to aż cztery frakcje. Nasza frakcja nazywa się Zieloni/Wolny Sojusz Europejski.

Jesteście zadowoleni z miejsc na listach KE dla Zielonych?

- Mamy znakomite kandydatki i kandydatów, ale nie mamy jeszcze w swoich szeregach byłych premierów i ministrów, jak inni nasi koalicjanci. PO, PSL i SLD mają tylu doświadczonych polityków, że jest oczywiste, że to oni zajmują jedynki i dwójki, by mogli ciągnąć listy. Naszym postulatem było, by mieć kandydatów we wszystkich okręgach i został on spełniony. Mamy na listach 7 kobiet i 6 mężczyzn, czy uda im się wejść do europarlamentu - zależy już od wyborcy.

Jakie są szanse na przetrwanie Koalicji i wspólny start w jesiennych wyborach parlamentarnych?

- Będziemy to wiedzieć 27 maja, a wiele zależy od wyniku. My jesteśmy optymistami i rozmawiając o tej koalicji myśleliśmy też o tym, co się stanie jesienią. Jeżeli będzie nam się dobrze współpracowało, tak jak dziś, jeśli osiągniemy dobry wynik, będzie naturalne, że ta koalicja w takim lub lekko odmiennym składzie pójdzie także do wyborów parlamentarnych.

Choć u mnie w partii jest także ciśnienie, by startować samodzielnie. Start samodzielny rozważaliśmy także w wyborach do Parlamentu Europejskiego, ale uważam, że dokonaliśmy lepszego wyboru. Bo w sumie większą rozpoznawalność i możliwość propagowania naszych zielonych idei daje nam uczestniczenie w Koalicji Europejskiej, niż gdybyśmy wystartowali jako samodzielny podmiot. Nawet jeśli udałoby się zarejestrować listy we wszystkich okręgach, bylibyśmy niewidoczni medialnie. A w Koalicji Europejskiej naszym warunkiem było, że musimy być zarówno w nazwie, a także być równoprawnym podmiotem w przypadku uczestnictwa w konferencjach prasowych czy konwencjach. Ten warunek jest spełniony, więc nie czuję się gorszy niż szefowie PO czy PSL.

Podobał się artykuł? Podziel się!

Skomentuj (3 komentarzy)

  • ANNA 2019-04-23 22:05:01
    Do sam: Byle nie z samozwańczymi demagogami, którzy zwiedzieli się, że na "ekologię" najłatwiej zdobyć kasę. Wszyscy musimy być zielonymi, ale Boże broń od tych oszustów i lewaków.
  • Krakus 2019-04-23 14:06:29
    Sprawy ekologii są zbyt poważne aby rozmawiać o nich z zielonymi bajarzami. Rozmawiałem z paroma w Krakowie, nie bardzo wiedzą co tak naprawdę podają codzienne komunikaty o stanie powietrza. Za to ego mają jak stąd do Moskwy. Dla nich właściwym miejscem są doroczne Sabałowe Bajania.
  • sam 2019-04-23 13:20:26
    Może warto nie ośmieszać tematu i porozmawiać z kimś poważnym nt smogu.



REKLAMA

Znajdź swojego posła i senatora

LUB
Polityka rozbudza emocje, jakich dawno nie było? Oceniaj i komentuj działania i wypowiedzi posłów i senatorów z podziałem na okręgi i komitety. Twój głos zawsze się liczy!
REKLAMA

Drodzy Użytkownicy!

W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych przetwarzamy Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.

Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).

Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.

Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl.

Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o.