"Jeśli dojdzie do rekonstrukcji rządu, stanie się to po świętach"



PAP/TE - 03 kwietnia 2019 09:13


Rekonstrukcja rządu, jeśli do niej dojdzie, będzie miała miejsce po świętach - powiedział w środę wicepremier Jarosław Gowin. Dodał, że w jego ocenie nie jest przesądzone, że do rekonstrukcji rządu w ogóle dojdzie - leży to w gestii premiera Mateusza Morawieckiego.

Wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego był pytany w środę w radiu TOK FM m.in. na temat rekonstrukcji rządu w związku z nadchodzącymi wyborami do Parlamentu Europejskiego.

"Moim zdaniem ta rekonstrukcja dokona się później, po świętach, ale tutaj decyzja będzie leżała po stronie pana premiera Morawieckiego" - powiedział Gowin. Jak dodał, w jego ocenie nie jest przesądzone, że to rekonstrukcji dojdzie.

"Raczej skłaniamy się do tego, żeby ministrowie, którzy są liderami list do PE przed wyborami, rzeczywiście opuścili swoje stanowiska - tak, żeby nie było wątpliwości co do transparentności przebiegu wyborów" - powiedział. Dodał, że nie sądzi, aby "ta rekonstrukcja objęła kogokolwiek innego".

Wypowiadając się na temat pogłosek dotyczących odejścia minister finansów Teresy Czerwińskiej z rządu Gowin zapewnił: "do wyborów na pewno pozostanie w rządzie". "W moim przekonaniu pani minister Czerwińska w dniu 26 maja, czyli w dniu wyborów do europarlamentu, będzie ministrem finansów" - powiedział.

Wicepremier dodał, że Czerwińska przygotowuje obecnie wieloletni plan konwergencji.

Gowin zaznaczył, że ma podobne do Teresy Czerwińskiej "przekonania ekonomiczne". "Dla nas ta skala transferów społecznych jest pewnym wyzwaniem". Dopytywany, czy obecny transfer społeczny jest zbyt daleko idący, stwierdził: "Jest transferem możliwym do realizacji, ale dochodzimy do granic możliwości".

Zasugerował, że w następnych kadencjach priorytetem powinien być rozwój gospodarczy, a nie transfer społeczny.

"W przyszłej kadencji trzeba się na przykład zastanowić nad tym, czy system pomocy społecznej nie jest nadmiernie szczodry, czy nie jest tak, że coraz liczniejsza staje się grupa ludzi, którzy nie tyle potrzebują pomocy ze strony państwa, co żerują na tej pomocy. To jest temat, do którego każdy odpowiedzialny rząd wcześniej czy później musi się przymierzyć" - ocenił.