REKLAMA

Wybory 2018: Status quo ze wskazaniem na opozycję

  • Autor: ADAM SOFUŁ
  • 05 listopada 2018 06:00
Wybory 2018: Status quo ze wskazaniem na opozycję Wybory samorządowe były pierwszym etapem w maratonie wyborczym (Fot. Shutterstock)

Wybory samorządowe były pierwszym etapem maratonu wyborczego, który zakończy się wyborami prezydenckimi w 2020 roku. To było widać. W wielu miejscach dyskusję o lokalnych problemach zastąpił plebiscyt: PiS lub anty-PiS.

  • PiS świętuje odzyskanie kilku sejmików, PO – bezapelacyjne zwycięstwo w miastach.
  • Lokalni kandydaci, zwłaszcza na prezydentów miast, wygrywali z kandydatami pod sztandarami partyjnymi, niejako zmuszając partie do „podczepienia się” pod to zwycięstwo.
  • Najważniejszy sygnał alarmowy dla PIS, jaki wzbudziły wybory samorządowe: kiełbasa wyborcza przestała działać.

Specyfiką wyborów samorządowych jest to, że praktycznie każdy może obwieścić w nich wygraną – jedna formacja wygrywa w sejmikach, inna w wielkich miastach, jeszcze inna potwierdza swoją władzę w gminach i powiatach. Tak było i tym razem. PiS świętuje odzyskanie kilku sejmików, PO – bezapelacyjne zwycięstwo w miastach. Czyżby wybory 2018 przyniosły jedynie utrzymanie politycznego status quo? Niekoniecznie. 

Tegoroczne wybory samorządowe były znacznie bardziej upolitycznione niż wiele poprzednich elekcji na tym szczeblu. Rywalizacja między PiS a anty-PiS starła w proch lokalne ruchy miejskie w wielu miejscach. Sztandarowym przykładem może być Warszawa, gdzie pozapartyjni kandydaci przepadli, np. Jan Śpiewak – wszak dość znany aktywista – zdobył jedynie śladowe poparcie na poziomie 3 proc. I to pierwsza zła wiadomość, jak wypływa z tych wyborów – polityka partyjna w wielu miejscach zdominowała programy lokalne. Ważniejsze od programów było to, pod jakimi sztandarami idzie kandydat do wyborów.

Ubocznym efektem tej sytuacji była dewaluacja obietnic. Niewielka część elektoratów – zwłaszcza w większych miastach – zwracała na nie uwagę. Nieistotne było czy Patryk Jaki obieca pięć nowych linii metra, czy tylko dwie (abstrahując od realności tych obietnic - to skądinąd jeden ze znaków tej kampanii). Ważne było to, jaką partię reprezentuje.

Jedynym pocieszeniem może być fakt, że w owym upolitycznieniu wyborów samorządowych główne partie napotkały barierę nie do pokonania – lokalni kandydaci, zwłaszcza na prezydentów miast, wygrywali z kandydatami pod sztandarami partyjnymi, niejako zmuszając partie do "podczepienia się" pod to zwycięstwo. Lepiej w tej sytuacji radziła sobie Koalicja Obywatelska, która mogła obie w ten sposób przypisać zwycięstwa w Radomiu, Gdańsku, Olsztynie czy Nowym Sączu.

I tak dochodzimy do pierwszego wniosku wypływającego z tych wyborów – dla opozycji. Być może Koalicja Obywatelska powinna potraktować swoją nazwę poważnie i stać się rzeczywiście obywatelską. Gdyby Platforma Obywatelska i Nowoczesna posłuchały vox populi wcześniej, mogłaby się grzać w ciepełku zwycięstwa "swoich" kandydatów w Radomiu czy Gdańsku już dwa tygodnie wcześniej. A i efekt socjotechniczny byłby znacznie lepszy – KO byłaby formacją, która podąża za nastrojami społeczności lokalnych z własnego wyboru, a nie z konieczności dopiero w drugiej turze.

Wybory samorządowe stały się również prawdziwym testem prawdy dla rządzącej formacji. Testem, który powinien zapalić na Nowogrodzkiej lampki alarmowe. Z jednej strony Zjednoczona Prawica osiągnęła w wyborach do sejmików wynik lepszy niż cztery lata wcześniej, z drugiej jednak wyniki październikowo-listopadowej elekcji stanowią dla PiS powód do niepokoju.

Po pierwsze dlatego, że – przy wszystkich argumentach za tym, że wybory samorządowe rządzą się innymi prawami niż parlamentarne – PiS uzyskał wprawdzie lepszy wynik niż w wyborach samorządowych przed czterema laty, ale i wyraźnie gorszy niż w wyborach parlamentarnych 2015 roku. To może oznaczać, że poparcie dla PIS ma już swoje apogeum za sobą i od tej pory będzie już tylko spadać.

Argumentem za poparciem tej tezy może być nakład sił i środków, jakie PiS w te wybory zaangażował. Praktycznie przez ostatnie tygodnie rząd działał w tzw. terenie – ministrowie odwiedzali kolejne miasta, obiecując nowe drogi, mosty, inwestycje. Wszystko na próżno. W miastach PiS poniósł sromotną porażkę.

I to jest najważniejszy sygnał alarmowy dla PIS, jaki wzbudziły wybory samorządowe: kiełbasa wyborcza przestała działać. Opozycja często zarzucała PiS, że wygrało wybory dzięki obietnicom 500 Plus. To mocno uproszczona diagnoza, ale wydaje się, że PiS – na własną zgubę – w nią uwierzyło. Stąd tournée kolejnych ministrów po kolejnych miastach i nowe, często iście księżycowe, obietnice.

Wyborcy zaś, zamiast kolejnych obietnic postawili – jak w Gdańsku – na sprawdzonych graczy.
Kolejnym sygnałem alarmowym dla PiS jest przegrana w dużych miastach. Oczywiście można zaklinać rzeczywistość, podkreślając, że mieszka tam zaledwie 15 proc. elektoratu. Sęk w tym, że w wyborach do Parlamentu Europejskiego to wielkie miasta dyktują wyniki wyborów. PiS musi zatem przygotować się na kolejną porażkę, która zapewne da wiatr w żagle opozycji.

Ponadto PIS-owi – jak wskazują wyniki wyborów – udało się zmobilizować przeciwko sobie elektorat w dużych miastach. To zła dla tej formacji wiadomość nie tylko ze względów prestiżowych – duża frekwencja (i poparcie dla Trzaskowskiego) w Warszawie pozbawiła PiS większości w sejmiku mazowieckim. Chociaż w dużych miastach mieszka niewielki odsetek elektoratu, to jego mobilizacja (a to właśnie obserwujemy) może stać się dla formacji rządzącej poważnym problemem. 

Opozycja ma rację, gdy mówi, że marsz PiS po władzę został zahamowany, ale i PiS nie mija się z prawdą, gdy mówi o wygranej w wyborach samorządowych. Pierwszy etap maratonu wyborczego pozwolił głównym siłom politycznym zająć miejsce w blokach startowych. Dla PiS to pole position jest dość rozczarowujące. Pytanie, czy opozycja jest w stanie to wykorzystać.

Podobał się artykuł? Podziel się!

Skomentuj (1 komentarzy)

  • tomasz_kubik@toya.net.pl 2018-11-05 17:23:55
    Wybory samorządowe nie są zupełnym wyznacznikiem decyzji wyborców w wyborach parlamentarnych i prezydenckich, ale pomysły takiej czy innej partii w centrum prawdopodobnie współkształtują preferencje wyborców. W najnowszych wyborach do sejmików wojewódzkich nie ma wygranych. PO "straciła" kilka województw, ale w takich obliczeniach P. i S. daleko do liczby szesnaście. PSL traci w wyborach nieefektywnym centrum, w którym kilkunastu posłów "reprezentuje" około czterdziestu procent elektoratu wiejskiego. Zwycięstwa niezależnych kandydatów w gminach może częściowo świadczą o braku zaufania wyborców do PSL. PO zrobiła, co mogła, aby zwiększyć elektorat koalicją z "Nowoczesną", która póki co jest partią kadrową, a w Parlamencie przejawem rozczarowania wyborców do PO. Nie wiadomo, czy "Nowoczesna" ukształtuje się jako partia także z efektywnymi strukturami terenowymi. Brak niezbędnej refleksji o zmianach kadrowych w ściślejszym centrum PO zwiększa szansę "Nowoczesnej". P. i S. gubią bezprawne ataki wobec konstytucyjnej infrastruktury prawnej. Może partia, w której przewodniczącym jest Paweł Kukiz, mogłaby zmienić nazwę, która sugeruje "kult" wodza.



REKLAMA

Znajdź swojego posła i senatora

LUB
Polityka rozbudza emocje, jakich dawno nie było? Oceniaj i komentuj działania i wypowiedzi posłów i senatorów z podziałem na okręgi i komitety. Twój głos zawsze się liczy!
REKLAMA

Drodzy Użytkownicy!

W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych przetwarzamy Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.

Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).

Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.

Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl.

Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o.