Marek Piechocki o koronawirusowym kryzysie: trzeba przetrwać ten sztorm

Marek Piechocki o koronawirusowym kryzysie: trzeba przetrwać ten sztorm
Marek Piechocki nie chce być osobą publiczną i mocno chroni swój wizerunek, dlatego tez nie publikuje swoich zdjęć. Zdjęcie ilustracyjne Fot. Piqsels, Creative Commons
  • Ten tekst jest częścią STREFY PREMIUM WNP.PL
  • Aleksandra Helbin
    Aleksandra Helbin
  • Dodano: 27-04-2020 06:02

Kryzys, z jakim mamy do czynienia, założyciel i prezes Grupy LPP Marek Piechocki, porównuje do wielkiego sztormu, a siebie do kapitana, który swój okręt ma wyprowadzić z tej burzy. Bronić będzie jednego – bezpieczeństwa – firmy, ale przede wszystkim 25 tys. pracowników LPP. - Robimy wszystko, by zabezpieczyć ich miejsca pracy i uniknąć zwolnień grupowych – mówi w rozmowie z WNP.PL Marek Piechocki.

  • Nie będzie powrotu do tego, co było. Po koronawirusie będzie zupełnie inny świat - mówi w rozmowie z WNP.PL Marek Piechocki.
  • Przede wszystkim trzeba pamiętać, że w czasie kryzysu „cash is king”. Dlatego jedyne, co się dla nas liczy w tej chwili, to zabezpieczenie płynności finansowej - mówi prezes i założyciel LPP, największej polskiej spółki odzieżowej, do której należą takie marki, jak Reserved, Cropp, House, Mohito i Sinsay.
  • Jak zdradza nam, to z czego jest najbardziej dumny, to fakt, że przez 30 lat ani razu nie spóźnił się z wypłatą wynagrodzenia. I pandemia tego nie zmienia. 

Rozmowa powstała w ramach projektu EEC Defence – Razem bronimy gospodarki, poprzedzającego tegoroczny Europejski Kongres Gospodarczy.

Od blisko miesiąca wszyscy działamy w ekstremalnych warunkach. Gospodarka została zamrożona, polscy przedsiębiorcy walczą o przetrwanie swoich firm, a miliony Polaków zostały zamknięte w domu. Jak pandemia wpłynęła na pana i pana pracę?

- Faktycznie, świat stanął na głowie, ale kapitan nie schodzi z okrętu. Jeśli pyta pani o moją codzienną rutynę, to jak przed epidemią, codziennie jeżdżę do pracy i wykonuję swoje obowiązki z biura.

Jak bardzo pana świat stanął na głowie?

- Najważniejsze dla nas teraz jest bezpieczeństwo i od tego zaczęliśmy. Jako firma zamknęliśmy się jak twierdza, od początku miesiąca wpuszczamy do środka naszych ludzi tylko po wykonaniu u nich kontroli temperatury. Równolegle dbamy o bezpieczeństwo naszych ludzi w magazynach. Mamy ściśle określone procedury, praktycznie nie wpuszczamy kontrahentów z zewnątrz. Bezpieczeństwo, ochrona zdrowia i życia naszych pracowników jest teraz dla nas priorytetem.

A co z bezpieczeństwem LPP? Stworzył pan firmę, która zatrudnia 25 tys. osób i jest największym polskim producentem odzieży w Europie Środkowej i Wschodniej. Teraz musi mierzyć się z największym kryzysem w swojej historii. Podczas niedawnej telekonferencji poświęconej ocenie wpływu skutków Covid-19 na działalność firmy, szczegółowo przedstawiono działania podjęte przez zarząd LPP. Cięcia kosztów, inwestycji...

- Na dzisiaj wstrzymaliśmy wszystkie inwestycje, po to, żeby w pierwszej kolejności chronić gotówkę. Realizujemy tylko te projekty, które przynoszą nam korzyści od razu.

W tej chwili zainwestowaliśmy w przezbrojenie centrum dystrybucyjnego, które było dostosowane do wysyłki towarów do stacjonarnych sklepów a już dzisiaj zaczęło działać jako tzw. fulfillment center, które zajmuje się realizacjami dla sklepu internetowego. Teraz tam potrzebujemy dodatkowej mocy wysyłkowej. Kontynuujemy też te inwestycje, których stan realizacji jest na tyle zaawansowany, że nie ma sensu ich zamykać.
Przede wszystkim trzeba jednak pamiętać, że w czasie kryzysu „cash is king”. Dlatego jedyne, co się dla nas liczy w tej chwili, to zabezpieczenie płynności finansowej.

Z jednej strony mamy wspomniane bezpieczeństwo zdrowia i życia pracowników, ale z drugiej liczy się bezpieczeństwo zatrudnienia, a to jest bezpośrednio związane z kondycją firmy. Jeżeli straci ona płynność, straci wówczas możliwość realizacji swoich podstawowych zobowiązań wobec pracowników i współpracowników.

W tym miejscu muszę podkreślić, bo jestem z tego chyba najbardziej dumny, że przez 30 lat ani razu nie spóźniliśmy się z wypłatą wynagrodzenia. I ja – również teraz – przede wszystkim muszę dbać o to, żeby ta firma była płynna i realizowała swoje zobowiązania, terminowo wypłacała pensje, tak jak przez trzy ostatnie dekady. Przy tym wszystkim wszelkie inne projekty schodzą na dalszy plan. Najważniejsze jest teraz utrzymanie miejsc pracy a nie inwestycje.

Czy podjęte w tej pierwszej fazie kryzysu działania przynoszą efekty?

- To wszystko, co się teraz dzieje, porównałbym do wielkiego sztormu. Jesteśmy na jachcie w czasie burzy. To, co po niej zostanie, co uda się uratować, zobaczymy dopiero, gdy ta burza się skończy.

Sytuacja na razie nie pozwala jeszcze na ocenę naszych działań, ich efekty zapewne zobaczymy dopiero we wrześniu. Na razie nie mamy prawie wcale przychodów. Szacuję, że straty zaczniemy liczyć dopiero w trzy, a może nawet sześć miesięcy po otwarciu sklepów.

O jakiej skali strat mówimy?

- W swoich prognozach zakładamy, że obostrzenia dla handlu zostaną zniesione pod koniec czerwca, czyli sklepy zostaną otwarte od 1 lipca. W pierwszym miesiącu od powrotu do działalności szacujemy 20 proc. przychodów z zeszłego roku. To oznacza, że tak naprawdę otwarcie sklepów będzie generować straty. Wzrosną koszty związane z ich działalnością, wrócą czynsze, potrzebny będzie personel, przy tak niskich przychodach oznacza to dodatkowe straty przez pewien czas.

Dodatkowo wiadomo, że klienci nie od razu ruszą masowo na zakupy. Pozostanie pewien rodzaj strachu, bariery przed bezpośrednim kontaktem. Myślę, że dopóki nie będzie szczepionki na COVID-19, to te obawy będą trwały i na bardzo długo zmienią preferencje konsumentów.

Już teraz mówi się, że mamy do czynienia z największym od czasu wielkiego kryzysu spowolnieniem gospodarczym. To oznacza wzrost bezrobocia, co pociągnie za sobą spadek siły nabywczej całego społeczeństwa. Ludzie staną się o wiele bardziej rozważni, jeśli chodzi o decyzje zakupowe, w szczególności jeśli chodzi o kupowanie mody. Będą mniej skłonni do wydawania pieniędzy, bo po prostu będą ich mieli mniej. To w połączeniu z obawami przed kontaktami bezpośrednimi oznacza, że powrót do normalności będzie trudny.

Czy mogliśmy się lepiej przygotować na ten kryzys?

- Sytuacja każdego przedsiębiorstwa jest indywidualna. Zależy od tego, jak kto się zabezpieczył, jaką gotówką dysponował w momencie startu kryzysu, jak bardzo był zadłużony.

LPP jako firma była dosyć dobrze przygotowana. Na kryzys szykowaliśmy się już od końca 2018 r., co prawda trudno to, z czym mamy obecnie do czynienia nazwać kryzysem. Szykowaliśmy się na spadek obrotów o 20-30 proc., a nie o prawie 100 proc., jak to obecnie wygląda.

Ile zatem potrwa ten powrót do normalności?

- Nie będzie powrotu do tego, co było. Po koronawirusie będzie zupełnie inny świat.

Moim zdaniem cała ta burza skończy się gdzieś pod koniec tego roku. Do tego czasu będzie trwał pewien rodzaj zawieszenia, w którym inwestycje, prognozy, wszystko będzie wstrzymane. Dopiero później tak naprawdę będziemy się orientować, na czym stoimy. Jak funkcjonować będzie dalej gospodarka, czy będziemy chodzić do pracy, które firmy przetrwają, ile miejsc pracy uda się utrzymać.

Myślę, że dopiero gdzieś w okolicach grudnia, stycznia zaczniemy szukać odpowiedzi na pytania o to, jak ta nowa normalność, która nas czeka, będzie wyglądać. W jakim miejscu, jako firma, się znajdujemy.

Daleki horyzont... Skoro wspomniał pan o utrzymywaniu miejsc pracy, czy LPP zakłada jakieś redukcje zatrudnienia?

- Jak powiedziałem, najważniejsze dla nas jest teraz bezpieczeństwo zdrowia i życia naszych pracowników. Ale z drugiej strony robimy również wszystko, by zabezpieczyć im miejsca pracy i uniknąć zwolnień grupowych.  
Mamy obszary, w których firma będzie się rozwijała w najbliższych miesiącach, chociażby e-commerce, ale i takie, w których tego rozwoju nie będzie. W pierwszej kolejności będziemy przenosić ludzi między tymi działami, tak by uniknąć redukcji etatów.

Oczywiście nie chcę się zarzekać, bo jak wspomniałem, wciąż nie wiadomo, jak i kiedy ten kryzys się skończy, ale na dzisiaj nie ma takich planów i mogę zapewnić, że będziemy robili wszystko, żeby do tego nie doszło.

A sklepy? Ile przetrwa kryzys, jak będzie wyglądała sieć LPP po kryzysie?

- Tu niestety trzeba sobie zadać pytanie o rentowność. Nie chcemy utrzymywać sklepów nierentownych i przez to wspierać zagraniczne fundusze, które są właścicielami galerii handlowych. Myślę, że my, Polacy, musimy teraz bardziej dbać o siebie i swoje interesy. Jeśli sklep jest nierentowny, to właściciel tego lokalu powinien odpowiednio dopasować czynsz do przychodów w tym punkcie. W przeciwnym razie w miejscach, w których te czynsze są za wysokie, wypowiemy umowy, na co dzisiaj pozwalają przepisy.

W tej sytuacji stawiacie mocno na e-commerce. Jak dowiedzieliśmy się z ostatniej konferencji, notujecie trzycyfrowe wzrosty w tym obszarze. Ile z tego ruchu zostanie po kryzysie?

- Na całym świecie udział internetu w sprzedaży od 10 lat systematycznie rósł. W ubiegłym roku było to ok. 11-12 proc., również u nas. Teraz będziemy mieć do czynienia ze skokowym wzrostem.

Z jednej strony wiele osób przez pandemię zostało zmuszonych do nauczenia się kupowania w sieci. Z drugiej strony sprzedaż w tradycyjnych kanałach, czyli sklepach stacjonarnych, jeszcze długo będzie utrzymywała się na znacząco niższym poziomie niż przed kryzysem chociażby przez obawy konsumentów, o których wspominałem wcześniej. Wszystko to przełoży się z pewnością na skokowy wzrost udziału internetu w sprzedaży, myślę, że nawet do 30 proc.

Inwestorzy wierzą w LPP. Informacja o możliwości wcześniejszego otwarcia sklepów w galeriach handlowych, w ramach kolejnego etapu „odmrażania” gospodarki, wywołała natychmiastową reakcję i kilkuprocentowy wzrost notowań LPP na GPW.

- Mam wrażenie, że ceny akcji dzisiaj odzwierciedlają wiarę inwestorów w zarządy giełdowych firm, w to że potrafią przeprowadzić je przez kryzys i turbulencje, które nas jeszcze czekają.

Nikt już teraz nie patrzy na bieżący rok, na to, jakie straty spółki w tym okresie zanotują. Ważniejsze jest to, żeby te firmy pokazały, że potrafią przetrwać kryzys i wygenerować realne, nowe zyski w 2021 r.

Jak ocenia pan pomoc ze strony państwa w tym przezwyciężaniu kryzysu? Tarcza antykryzysowa 1.0, 2.0, na horyzoncie tarcza 3.0, do tego tarcza finansowa... Rząd proponuje kolejne odsłony mechanizmów wsparcia. Jakie mają one znaczenie dla takiej firmy jak LPP, czego wciąż w nich brakuje?

- Mamy do czynienia z sytuacją szczególną i wyjątkową, którą mogę porównać do czasu wojny. Z tą różnicą, że w czasach wojen działały restauracje i kina. Gospodarka, choć przestawiona na potrzeby przemysłu zbrojeniowego, ale funkcjonowała.  To, z czym mamy w tej chwili do czynienia, to całkowity paraliż. Dlatego rząd stoi obecnie przed wielkim wyzwaniem.

Jak sobie z nim radzi? Na tyle, na ile mu pozwalają możliwości finansowe, ale nie odstajemy od tego, co robią kraje rozwinięte, dużo bardziej od nas zamożne. Pierwsze decyzje były dobre. My, jako cała branża, skorzystaliśmy ze wsparcia, chociażby systemu postojowego czy dopłaty do pensji w modelu 20-40-40, w którym państwo bierze na siebie 40 proc. kosztów wynagrodzeń.
To, czego byśmy teraz oczekiwali, to pewnych regulacji dotyczących nieruchomości komercyjnych i stosunków między wynajmującymi a najemcami. To jeden z postulatów Związku Polskich Pracodawców Handlu i Usług, w którego jestem zarządzie.

Od zawsze odżegnywał się Pan od przynależności do wszelkich struktur i organizacji, a teraz współtworzy Pan Związek Polskich Pracodawców i Usług. Kryzys zmusił Pana do zmiany nastawiania?

- Namówił mnie jeden z kolegów z zarządu związku, który przekonał mnie, że trzeba coś zrobić, by ratować małe polskie firmy. Mamy szczególną sytuację, w której zagrożonych jest wiele przedsiębiorców. Dorabiali się przez ostatnich 20-30 lat, mają po pięć, dziesięć, dwadzieścia sklepów i jeśli teraz faktycznie rząd im nie pomoże, nie nastąpi jakakolwiek zmiana w prawie, to grozi im plajta.

LPP to duża firma, takie przedsiębiorstwa zawsze mają większą siłę negocjacyjną i większe możliwości formalno-prawne, by walczyć o swoje. Dlatego postanowiliśmy zrobić coś razem. Obecnie w zarządzie Związku mamy przedstawicieli takich wielkich firm jak LPP czy 4F, ale też mniejszych, jak Tatuum, Kazar czy Lancerto. Członkami związku zostało w sumie ponad 200 firm, które zatrudniają 300 tys. osób.

Biznes jest dziś w bardzo trudnej sytuacji i zaangażowaliśmy się w te wspólne działania, by uświadomić rządzącym, że branża wymaga wsparcia, a polskie firmy, które borykają się z praktycznym zakazem prowadzenia działalności, wymagają ochrony.

Apelujemy nie tylko o wsparcie rządu, ale także o równomierne rozłożenie odpowiedzialności pomiędzy najemców i wynajmujących.

Jakie te wspólne działania przynoszą efekty?

- Prowadzimy intensywne rozmowy. Sytuacja rzeczywiście jest trudna. Mam wrażenie, że wynajmujący za bardzo nie chcą uczestniczyć w kosztach tego całego kryzysu. Skłonność do kompromisu wydaje się być bardzo mała po ich stronie. To może spowodować bankructwa całej masy małych firm.

Dziwię się takiemu nastawieniu, bo galeria nie będzie funkcjonować bez dużej liczby właśnie małych sklepów. Dlatego odwołujemy się do rozsądku i rozwagi. Jeżeli nie chcemy, żeby te miejsca pracy zniknęły z rynku, konieczna będzie jakaś regulacja prawna i tu jest miejsce na interwencję rządu.

Natomiast wydaje się to uczciwe i sprawiedliwe, żeby właściciele lokali w centrach handlowych również ponieśli częściowo koszty tego kryzysu. W przeciwnym razie grozi nam fala wypowiedzeń umów, a to jest najgorsze z możliwych rozwiązań, dlatego musimy dojść do kompromisu. O to walczymy i dlatego zaangażowałem się w pierwszy w życiu związek.

Mówi Pan o łączeniu sił w imię walki o dobro polskich firm. Jak to jest ze wspólnotą biznesu w kryzysowych czasach?

- Jest bardzo wiele przykładów tego, że biznes w Polsce potrafi się zjednoczyć w trudnym momencie. LPP mocno zaangażowało się w akcję „Jesteśmy Razem. Pomagamy”, którą zainicjował Leszek Gierszewski, prezes spółki Drutex z Bytowa.  W ramach tej inicjatywy przedsiębiorcy niosą pomoc finansową i rzeczową placówkom służby zdrowia, organizacjom pozarządowym, ale też osobom poszkodowanym skutkami pandemii. Różnego rodzaju firmy, duże, małe, średnie, każdy chce pomóc.

Kolejny przykład biznesowej solidarności to odpowiedź na rzucone przez rząd hasło, że potrzebuje maseczek. I nagle się okazało, że członkowie naszego związku są w stanie zorganizować produkcję rzędu 2,5 mln maseczek wielokrotnego użytku miesięcznie! Ruszyły szwalnie i teraz dostarczamy tego typu sprzęt w różne miejsca w całym kraju. Ta umiejętność solidaryzowania się w trudnych momentach jest pozytywną, polską cechą.

LPP jako jedna z pierwszych firm zaangażowała się we wsparcie potrzebujących w walce z pandemią, za co firmie zdążyło się nawet niesłusznie oberwać...

- Fakt, LPP jest firmą znaną z maseczek (śmiech). Rzetelnie sprowadziliśmy do kraju i zrobiliśmy wielką dystrybucję maseczek po szpitalach. Mamy listę ponad 300 różnych ośrodków i celowo występujemy do małych miejscowości, takich jak Sochaczew czy Kościerzyna, gdzie braki są największe. Są to też domy opieki społecznej na Pomorzu.

W tej chwili przyjeżdża kolejny kontener i kolejne maseczki trafią do potrzebujących. Mamy dość sprawne logistycznie przedsiębiorstwo i jesteśmy w stanie dobrze i skutecznie przeprowadzić tego typu dystrybucję.

Czy ta solidarność polskiego biznesu, o której Pan wspomina, przetrwa po kryzysie?

- W czasach wolnej gospodarki rynkowej po raz pierwszy przeżywamy taki kryzys, coś, co tak przekrojowo dotknęło cały kraj, co więcej, co odbiło się na całej Europie i świecie. Staram się nie skupiać na czarnych scenariuszach i spoglądać na sytuację optymistycznie. Myślę, że coś z tej solidarności, z którą mamy teraz do czynienia, zostanie na dłużej. Współczesny kapitalizm już zaczyna nabierać takiego bardziej ludzkiego wymiaru. Wierzę, że pozostanie z nami pozytywna refleksja z tego kryzysu.

 

Szukasz lokalu handlowego do wynajęcia? Zobacz oferty na PropertyStock.pl

×

DALSZA CZĘŚĆ ARTYKUŁU JEST DOSTĘPNA DLA SUBSKRYBENTÓW STREFY PREMIUM PORTALU WNP.PL

lub poznaj nasze plany abonamentowe i wybierz odpowiedni dla siebie. Nie masz konta? Kliknij i załóż konto!

SPÓŁKI

KOMENTARZE (9)

Do artykułu: Marek Piechocki o koronawirusowym kryzysie: trzeba przetrwać ten sztorm

  • Karol 2020-05-07 07:54:01
    Same klakiery piszą
  • Stelmach 2020-05-05 16:59:15
    Piechocki to rasowy biznesmen z właściwym podejściem. Myślę, że z nim LPP szybko się odbuduje gdy kryzys sytuacja się nieco uspokoi.
  • kptn 2020-05-05 15:42:52
    Podejście właściwe dla prezesa każdej spółki, szkoda, że nie każdy jednak takie podejście ma.
  • janek 2020-04-27 14:30:52
    Tak czy owak, prezes LPP bardzo dobrze zarządza spółka w okresie kryzysu, inni prezesi powinni go naśladować.
  • Karol 2020-04-27 08:09:09
    Po co w kółko o nich piszecie...i te żarciki na temat maseczek niesmaczne w kontekście tego co było nie na miejscu delikatnie mówiąc
    • Eliza 2020-04-27 10:32:39
      Na każdym portalu są teraz tego typu artykuły. Wywiady publikuje się w celach PR-owych. Ten został bardzo zgrabnie przygotowany. Niemniej, ja również mam dosyć czytania tego bs.
    • Maksym 2020-04-27 11:37:17
      Co było nie na miejscu? Wysłanie pomocy do kraju, gdzie ta pomoc była potrzebna? A akurat jeszcze na ponad miesiąc nie były one potrzebne w Polsce? Z resztą ilość, którą wysłali to co to jest? Zapotrzebowanie jest znacznie większe, a przecież maski są wszędzie dostępne. Ludzi ciągle widzę w różnych maseczkach, sam kupiłem kilkanaście na początku marca i nie było wielkiego problemu. Teraz kupiłem wielokrotnego użytku, więc w czym problem bo nie rozumiem?
    • mili 2020-04-27 11:43:06
      Co w tym nie na miejscu? Może się uśmiechnąć albo płakać jak został potraktowany. Widzisz jak firma jest zaangażowana w pomoc, a jeszcze im się niesłusznie oberwało. Jak ty byś się czuł w takiej sytuacji?
    • czoper 2020-04-28 11:37:50
      Piszą o nich bo firma mocno wspomaga służby medyczne, pomimo kryzys jaki ich napotkał.

PISZESZ DO NAS Z ADRESU IP: 3.215.79.204
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

Logowanie

Dla subskrybentów naszych usług (Strefa Premium, newslettery) oraz uczestników konferencji ogranizowanych przez Grupę PTWP

Nie pamiętasz hasła?

Nie masz jeszcze konta? Kliknij i zarejestruj się teraz!