Głos polskich lobbystów musi być bardziej słyszalny

Głos polskich lobbystów musi być bardziej słyszalny
Fot. Adobe Stock. Data dodania: 20 września 2022
  • Ten tekst jest częścią STREFY PREMIUM WNP.PL
  • Autor: Grzegorz Dyjak
  • Dodano: 18-05-2019 12:00

Potrzebny jest mocny głos polskiego lobbingu na forum Unii Europejskiej. W tym ważnym obszarze wciąż mamy wiele do zrobienia, a problemem jest między innymi zbyt mała liczba profesjonalnych lobbystów w Brukseli - zgodzili się eksperci podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

  • - W Brukseli jest 12 polskich grup i stowarzyszeń, które mają biura zajmujące się lobbingiem. Dla porównania Niemcy mają 205 takich biur - wyliczał wiceminister przedsiębiorczości i technologii Marcin Ociepa.
  • - Inwestycja w lobbing to inwestycja o najwyższej stopie zwrotu - podkreślił dyrektor przedstawicielstwa PKP w Belgii Tomasz Lachowicz.
  • W Brukseli uruchomione zostało przedstawicielstwo Business & Science Poland (BSP). Jego celem ma być wciągnięcie w proces lobbowania na rzecz polskiej nauki i przedsiębiorczości jak największej liczby firm.
  • Dyskusja odbyła się podczas panelu "Polski lobbing na forum Unii Europejskiej" w trakcie Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

Wiceminister przedsiębiorczości i technologii Marcin Ociepa przedstawił dane, z których wynika, że w Brukseli jest 12 polskich grup lub stowarzyszeń, które mają biura zajmujące się lobbingiem. Dla porównania 205 takich biur mają Niemcy, a na przykład Dania ma ich 29.

- Czymś innym jest stała obecność w Brukseli, a czymś innym jest posiadanie komórki w Warszawie. Jest sporo do zrobienia. Należy stawiać za wzór tych, którzy w Brukseli są obecni i pokazywać przykłady dojrzałej aktywności lobbingowej. Natomiast chcielibyśmy, żeby tego było znacznie więcej. Chodzi o zachęcenie polskich przedsiębiorców do aktywności, bo państwo polskie ich w tym nie zastąpi – powiedział Ociepa.

Wiceminister podziękował tym przedsiębiorcom i przedstawicielom polskiego biznesu, którzy są obecni w Brukseli. Dodał jednak, że dziś głos polskiego biznesu jest w Brukseli rozproszony. – Trzeba tworzyć i wspierać takie inicjatywy, które będą pracowały na efekt synergii, jeśli chodzi o obecność polskiego biznesu i nauki w Brukseli – uważa Ociepa.


Przypomnijmy, że 16 maja w Brukseli uruchomione zostało oficjalnie przedstawicielstwo Business & Science Poland. To ośrodek, którego celem ma być wciągnięcie w proces lobbowania na rzecz polskiej nauki i przedsiębiorczości jak największej liczby firm. Członkami BSP jest obecnie kilkanaście spółek Skarbu Państwa. Na otwarciu BSP był premier Mateusz Morawiecki i wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Marosz Szefczovicz.

– Już na wstępie ta inicjatywa ma dużą wagę oraz wsparcie premiera polskiego rządu i wiceprzewodniczący KE - powiedział Ociepa. - To pokazuje, że od samego początku będzie identyfikowana na forum Komisji Europejskiej. Chciałbym więc, żebyśmy się raczej nastawili ambitnie, że to ma być game changer naszej obecności w Unii Europejskiej – ocenił Ociepa.

Z kolei prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców Cezary Kaźmierczak ocenił, że polska pozycja jest dużo gorsza, niż się wydaje. – Jest tego kilka przyczyn. Biznes nie garnie się ani do zrzeszania, ani do sfinansowania tam działań. Polskie przedstawicielstwa w Brukseli nie należą do potęg. Główne tego przyczyny to wysokie koszty pracy. Mało kogo na to stać – powiedział Kaźmierczak.


- To też drastyczna krótkowzroczność polskich przedsiębiorców, którzy jeszcze, chyba z czasów komunistycznych, są przyzwyczajeni do tego, że jakoś się uda – ocenił szef ZPP.

Jego zdaniem brakuje też dostarczania informacji organizacjom i przedsiębiorcom, którzy działają w Brukseli. Dodał, że polityka polska w Brukseli dotychczas była bardziej nastawiona na rynek krajowy. - Oczekiwalibyśmy od rządu zorganizowania dobrej sieci wymiany informacji i uruchomienia programu grantowego na przykład w sprawach sektorowych – dodał Kaźmierczak.

Dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego Piotr Arak wskazał, że w Brukseli wciąż brakuje przedstawicieli polskiego biznesu. - Podstawowy problem, który widzimy, to kwestia liczebności. Jeżeli spojrzymy na dane dotyczące zarejestrowanych polskich przedstawicieli lobbystów pracujących w Brukseli, to Polska razem z pozostałymi krajami Grupy Wyszehradzkiej ma mniej więcej tylu pracowników biznesu obecnych w Brukseli, co Niemcy - powiedział Arak.


- Jeżeli biznes ma odpowiednio szybko reagować na pewne zmiany legislacyjne, to musi go być więcej. Polskie firmy są rzadziej obecne na etapie prac Komisji Europejskiej – dodał.

Szef PIE zwrócił uwagę, że Polska jest dosyć dużym krajem Unii Europejskiej, o sporej liczbie reprezentantów. – Pomijając to, co państwo może zrobić, ważne jest też to, żeby firmy zdały sobie sprawę z tego, że muszą inwestować część swojego budżetu w zadania na poziomie brukselskim – powiedział Arak.

Z kolei dyrektor przedstawicielstwa PKP w Belgii Tomasz Lachowicz ocenił, że należy zwracać uwagę na to, jak firmy państwowe i ich prezesi postrzegają te kwestie. - Oni rzadko patrzą na strategię biznesową w perspektywie 30-50 lat, a bardziej patrzą przez pryzmat trzech-czterech lat, do kolejnych wyborów. To jest fakt, nie żadna krytyka, bo tak to funkcjonuje – powiedział Lachowicz.


Podał przykład Niemiec, gdzie mimo wyborów i zmian na stanowiskach prezesów firm jest jasna strategia biznesowa. – Nasze przedstawicielstwo przez 17 lat zarobiło miliardy dla PKP. Inwestycja w lobbing to jest inwestycja o najwyższej stopie zwrotu – ocenił Lachowicz.

Jego zdaniem punktem wyjścia jest zdefiniowanie priorytetów, co odbywa się w kraju. Ważne jest także to, aby w Parlamencie Europejskim działać ponadpolitycznie. - Pytanie czemu ten polski biznes siedział cicho przez tyle lat. Czy to jest kwestia edukacji i managementu? Lobbing unijny jest przykładem tego, że ma kolosalny wpływ na kształtowanie makrootoczenia  - powiedział Lachowicz.

- Nie można oczekiwać, że jeden przedstawiciel ogarnie cały lobbing dla dużych koncernów. Tu trzeba po prostu myśleć od poziomu zarządu, poprzez szczebel średni, żeby wiedzieć, jak definiować swoje potrzeby - dodał.

Prezes Business & Science Poland Tomasz Chmal uważa, że tego typu inicjatywa mogła powstać tylko z udziałem państwowych spółek. – Spółki skarbu państwa są duże i mają dość dobrze zdefiniowane interesy – powiedział Chmal, zapewniając, że projekt BSP jest otwarty także dla spółek prywatnych, małych i średnich przedsiębiorców.


- Nie ma takiej możliwości, żeby jedna osoba była w stanie obsłużyć bardzo wiele sektorów w różnych dziedzinach. Potrzebujemy od kilkunastu do kilkudziesięciu profesjonalnych lobbystów, którzy będą reprezentowali polskie firmy - wyjaśnił.

Na 12 tysięcy lobbystów zarejestrowanych w Unii Europejskiej z Polski jest ich 202. - To, co robimy, jest kroplą w morzu potrzeb.  - powiedział Chmal, podkreślając, że "ta gra będzie się odbywała na różnych poziomach".

Piotr Dardziński, prezes Sieci Badawczej Łukasiewicz podkreślił, że trzeba mieć strategię wyprzedzającą. - Da się w Polsce zrobić dużo, ale potem trzeba zrobić dużo w Brukseli. W naszym przedstawicielstwie kwestiami nauki zajmuje się jedna osoba. W przedstawicielstwie chorwackim zajmuje się tym siedem osób, a w niemieckim jest to kilkadziesiąt osób - powiedział Dardziński.


- Nie ma szans, żebyśmy mogli stosować strategię wyprzedzającą, bo mamy jedną osobę. Pozytywne jest natomiast to, że nasz reprezentant jest bardzo dobrze przygotowany. Jest tylko kwestia dokadrowania – dodał.

 - Będziemy oczywiście lobbować na rzecz dobrych rozwiązań, ale naszą główną rolą jest dostarczanie informacji. Nas stać na to, żeby mieć ludzi, którzy będą robili analizy – powiedział Dardziński.

Członek rady Europejskiej Federacji Giełd Papierów Wartościowych (FESE) i prezes warszawskiej Giełdy Marek Dietl uważa, że jest bardzo duży potencjał do tego, żeby regulacje uczynić bardziej przyjaznymi dla polskich firm i przedsiębiorców.

- Polacy w instytucjach europejskich są słabiej reprezentowani niż na przykład Węgrzy, mimo naszego większego potencjału demograficznego i równie długiego stażu w instytucjach europejskich - powiedział Dietl.


Podkreślił, że bardzo ważna jest współpraca w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. – Jeszcze kilka lat temu region Europy Środkowo-Wschodniej nie miał żadnego przedstawiciela w FESE. – Dzisiaj dzięki współpracy giełd w regionie mamy trzech przedstawicieli na ośmiu, w tym prezydenta rady FESE - powiedział Dietl.

- Jesteśmy na dobrej drodze, żeby ten głos Europy Środkowo-Wschodniej był słyszalny i regulacje nie były podporządkowane, żeby uczynić duże giełdy jeszcze większymi - dodał przedstawiciel FESE.

Artykuł powstał po debacie "Polski lobbing na forum Unii Europejskiej", która odbyła się podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach. Dyskusję poprowadził Olaf Osica, dyrektor projektu Rynki Zagraniczne w grupie PTWP.

 

×

DALSZA CZĘŚĆ ARTYKUŁU JEST DOSTĘPNA DLA SUBSKRYBENTÓW STREFY PREMIUM PORTALU WNP.PL

lub poznaj nasze plany abonamentowe i wybierz odpowiedni dla siebie. Nie masz konta? Kliknij i załóż konto!

  • Polska

    Przelicz walutę
  • złoty (PLN)

  • 1 złoty (PLN)

    0,211 EUR, 0,227 USD

KOMENTARZE (0)

Do artykułu: Głos polskich lobbystów musi być bardziej słyszalny

PISZESZ DO NAS Z ADRESU IP: 3.236.80.119
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

Logowanie

Dla subskrybentów naszych usług (Strefa Premium, newslettery) oraz uczestników konferencji ogranizowanych przez Grupę PTWP

Nie pamiętasz hasła?

Nie masz jeszcze konta? Kliknij i zarejestruj się teraz!