Indonezja: „Niewłaściwe miejsce, nieodpowiedni czas”; Polak od trzech lat więziony w Indonezji

W listopadzie miną trzy lata odkąd Jakub Skrzypski został osadzony w areszcie w trudno dostępnym górskim miasteczku na wschodzie Indonezji. Pochodzący z Olsztyna podróżnik odsiaduje wyrok 7 lat więzienia za to, że spotykał się z separatystami.

"Jakub Skrzypski znalazł się niewłaściwym miejscu w niewłaściwy czas" - uważa ekspert z Centrum Badań nad Społeczeństwami Wieloetnicznymi Polskiej Akademii Nauk (PAN), Michał Sęk.

Polski podróżnik był pierwszym cudzoziemcem skazanym na podstawie Artykułu 106 indonezyjskiego kodeksu karnego, mówiącego o zdradzie stanu - zarzut ten zwykle stawia się osobom dążącym do oderwania części terytorium państwa.

Latem 2018 roku 39-letni wówczas Jakub Skrzypski, który wcześniej wiele razy odwiedzał Indonezję, trafił do Papui Zachodniej - najdalej na wschód wysuniętego regionu kraju, w którym od kilkudziesięciu lat tli się zbrojne powstanie. Tam, w ramach wyprawy kulturoznawczej - jak później utrzymywał - odbył spotkania z miejscowymi działaczami niepodległościowymi. Po jednym z takich spotkań w miasteczku Wamena zatrzymali go indonezyjscy mundurowi. Według policji przy jednym z trzech członków Ruchu Wyzwolenia Papui (Organisasi Papua Merdeka; OPM), z którymi widziano Polaka, znaleziono amunicję.

Mężczyźnie zarzucono, że współpracował z członkami papuaskich organizacji separatystycznych i dokumentował ich działania, zamierzając - jak podkreślała prokuratura - popularyzować ich postulaty w Europie. Oskarżono go także o rzekome planowanie pomocy w dostarczeniu partyzantom broni. Jakub Skrzypski przekonywał, że był jedynie ciekawskim turystą, który rozmawiał z aktywistami legalnie działających grup, ponieważ był szeroko zainteresowany społeczeństwem i kulturą regionu.

Jeszcze przed formalnym postawieniem zarzutów prowincjonalna policja zorganizowała konferencję prasową, na której przedstawiła cudzoziemca jako handlarza bronią, insynuując, że mógł dołączyć do jednej z papuaskich organizacji zbrojnych albo być obcym agentem.

Miały to potwierdzać publicznie zaprezentowane zdjęcia z Facebooka zrobione na sportowej strzelnicy w Szwajcarii, gdzie Polak mieszkał. Później przedstawione dowody obejmowały nośniki elektroniczne i rozmowy prowadzone w mediach społecznościowych. W telefonie Skrzypskiego znaleziono szkic proklamacji niepodległości Papui Zachodniej i wykonane przez niego nagrania wideo z oświadczeniem ważnego członka Komitetu Narodowego Papui Zachodniej (KNPB).

Choć w niedokończonej internetowej wymianie wiadomości z poznanym w sieci miejscowym studentem Simonem Magalem, który pomagał Skrzypskiemu w dotarciu do wielu osób na miejscu, Polak enigmatycznie obiecał pomoc przy pozyskiwaniu broni, to ostatecznie zarzuty posiadania czy handlu bronią nie znalazły się w akcie oskarżenia.

Adwokatka podróżnika, Latifah Anum Siregar, podkreślała, że materiał dowodowy jest bardzo słaby. Mimo to wystarczył on, by oskarżonego skazać w maju 2019 roku na 5 lat więzienia, a Simona Magala wysłać za kratki na 4 lata. Podróżnik i jego prawnicy złożyli kolejno apelację i wniosek o kasację, ale Sąd Najwyższy odmówił jej i ostatecznie podwyższył wyrok do 7 lat (prokuratorzy domagali się dziesięciu).

Zarówno obrona, jak i organizacje broniące praw człowieka uznały proces za polityczny. Na uchybienia proceduralne podczas postępowania sądowego zwracało uwagę także polskie ministerstwo spraw zagranicznych. Oskarżonemu turyście m.in. próbowano wyznaczyć adwokata z urzędu i utrudniano kontakty z konsulem. Skrzypski i jego obrońcy wskazali też, że obecna na sali sądowej tłumaczka źle wywiązywała się ze swoich zadań, a w protokole z przesłuchań pojawiły się nieścisłości. Problemem dla zespołu adwokatów i polskich konsulów była także niedostępność Wameny, do której do niedawna nie prowadziła żadna przejezdna droga, a transport odbywa się głównie samolotami. Cały region Papui jest położony ok. 4 tys. kilometrów od Dżakarty.

Międzynarodowe organizacje pozarządowe Tapol, Human Rights Watch i Amnesty International wezwały do uwolnienia podróżnika. Zarówno one, jak i Parlament Europejski uznały polskiego obywatela za więźnia politycznego. Europarlamentarzyści w przyjętej w październiku 2019 roku rezolucji wyrazili obawę o życie Polaka z powodu protestów i krwawych zamieszek, które wybuchły w regionie rok po jego aresztowaniu, wezwali do uwolnienia Skrzypskiego i odesłania go do Polski.

Jak ustaliła PAP, polscy dyplomaci w Dżakarcie wielokrotnie spotykali się w jego sprawie z ministrem prawa i praw człowieka Yasonną Laoly. Poprzedni szef MSZ Jacek Czaputowicz kilka razy podnosił sprawę polskiego turysty w rozmowach ze swoją indonezyjską odpowiedniczką Retno Marsudi, a konsul w Dżakarcie wysyłał noty do szeregu instytucji. Wiele z nich pozostało bez odpowiedzi.

Sytuację częściowo wyjaśnia historia konfliktu w Papui Zachodniej, trwającego od lat sześćdziesiątych XX wieku. Rząd w Dżakarcie, po kontrowersyjnym referendum w 1969 roku przejął kontrolę nad dawną holenderską kolonią. Odtąd jej mieszkańcy oskarżają siły bezpieczeństwa o rutynowe łamanie praw człowieka, a pochodzące z Jawy elity - o odbieranie im ziemi i rabowanie bogactw naturalnych. Jakub Skrzypski przyleciał do regionu w czasie, gdy trwała tam kolejna fala walk między rządowymi siłami bezpieczeństwa i miejscowymi bojownikami.

Jak zaznacza w rozmowie z PAP Michał Sęk z Centrum Badań nad Społeczeństwami Wieloetnicznymi Polskiej Akademii Nauk (PAN), olsztynianin wmieszał się w głęboko polityczny spór i niewykluczone, że jego przykładne ukaranie miało posłużyć do zniechęcenia innych osób, które chciałyby bronić praw walczących o niepodległość Papuasów.

"Elity (władzy) w Dżakarcie, zwłaszcza po ogłoszeniu niepodległości Timoru Wschodniego, obawiają się efektu domina i oddzielenia się kolejnych prowincji. Dlatego każdy separatyzm widzą jako zagrożenie" - wyjaśnia badacz. "Jakub Skrzypski popełnił błąd spotykając się z członkami papuaskich organizacji w chwili, gdy w regionie trwała eskalacja" - dodaje Michał Sęk.

Andreas Harsono z indonezyjskiego biura Human Rights Watch zwraca uwagę, że rząd od dziesięcioleci ogranicza dostęp do Papui pracownikom pozarządowych organizacji pomocowych i dziennikarzom. "Samo przybycie cudzoziemca, ktory nie byłby pracownikiem firmy górniczej czy plantacji oleju palmowego do Papui Zachodniej jest aktem politycznym" - podkreśla Harsono. "Dlatego uważamy Jakuba Skrzypskiego za więźnia sumienia" - wyjaśnia.

Mimo takiego stanowiska międzynarodowych instytucji władze twierdzą, że trzymają się miejscowego prawa. Po podwyższeniu Polakowi wyroku rzecznik indonezyjskiego MSZ Teuku Faizasyah zapewnił PAP, że jest on traktowany zgodnie z indonezyjskimi przepisami, jego prawa zostały zagwarantowane, zaś zarzuty ze strony Parlamentu Europejskiego i polskiej dyplomacji są nieuzasadnione.

Pod koniec kwietnia obrońcy Skrzypskiego złożyli do prezydenta Joko Widodo wniosek o jego ułaskawienie. Adwokatka skazanego, Latifah Anum Siregar, przekazała jednak PAP, że podjęcie decyzji tej w sprawie może zająć nawet dwa lata i nie ma pewności, że będzie pozytywna. Na odpowiedź czeka także list polskiej ambasador do indonezyjskiego przywódcy, w którym wskazano na pogarszający się stan zdrowia i bezpieczeństwo polskiego więźnia.

Jak ocenia Michał Sęk z PAN, konflikt w Papui Zachodniej jest permanentny i od czasu do czasu zaognia się erupcjami przemocy po obu stronach. Jego zdaniem nawet, jeśli uwięziony Polak jest w tej chwili relatywnie bezpieczny, to sytuacja pozostaje niestabilna, a kolejny wybuch nowych walk w regionie jest tylko kwestią czasu.

Tomasz Augustyniak

 

×

KOMENTARZE (0)

Do artykułu: Indonezja: „Niewłaściwe miejsce, nieodpowiedni czas”; Polak od trzech lat więziony w Indonezji

PISZESZ DO NAS Z ADRESU IP: 3.238.204.31
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum
PARTNER SERWISU
  • partner serwisu
WNP - Portal gospodarczy

Drogi Użytkowniku!

W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych możemy przetwarzać Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane dodatkowo jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.

Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).

Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.

Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do odwołania zgody oraz prawo sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl. Wycofanie zgody nie wpływa na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego przed jej wycofaniem.

W dowolnym czasie możesz określić warunki przechowywania i dostępu do plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej.

Jeśli zgadzasz się na wykorzystanie technologii plików cookies wystarczy kliknąć poniższy przycisk „Przejdź do serwisu”.

Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o.

Logowanie

Dla subskrybentów naszych usług (Strefa Premium, newslettery) oraz uczestników konferencji ogranizowanych przez Grupę PTWP

Nie pamiętasz hasła?

Nie masz jeszcze konta? Kliknij i zarejestruj się teraz!