PARTNERZY PORTALU

Nie starczyło na automatyzację. „Robotyzacja jedynym rozwiązaniem na utrzymanie konkurencyjności”

Ulga na robotyzację? 1,1 mld zł na 5 lat do wydania na roboty i oprogramowanie do nich. To - według Ministerstwa Rozwoju - przyczyni się do wielkiego skoku w robotyzacji polskiego przemysłu. Nie mówi się jednak zbyt wiele o tym, że jeszcze niedawno szansę na ulgę mieliby przedsiębiorcy stawiający na automatyzację procesów. "Temat upadł", bo wtedy chętnych na skorzystanie z odpisu podatkowego byłoby znacznie więcej, niż tych, którzy przyszłość swej firmy wiążą z robotami właśnie.

  • - Chcemy położyć przede wszystkim nacisk na ograniczanie pracy fizycznej – mówi w „Rządowej ławie” Krzysztof Mazur, wiceminister rozwoju.
  • Z zaplanowanych 1,1 mld zł na 5 lat, tylko 150 mln zł będzie do „wydania” w pierwszym roku obowiązywania ulgi. Czy to znaczy, że resort nie jest pewny swoich propozycji i częściowo się asekuruje?
  • Wiele wskazuje na to, że ulgę na robotyzację uszczuplili urzędnicy z Ministerstwa Finansów, gdy dołączyli do prac nad projektem pisanym w resorcie rozwoju.

Zapytany o to w „Rządowej ławie” wiceminister Krzysztof Mazur, nie chce odpowiadać wprost... Sukcesem, choć jeszcze nieprzetestowanym w boju, są same prace nad rozwojem robotyzacji w Polsce, która – choć mniej popularna niż automatyzacja przemysłu – na pewno wymaga sporych nakładów finansowych. Nakładów często nie branych w ogóle w firmach pod uwagę.

- My, z przyczyn demograficznych, do 2030 roku będziemy mieli na rynku pracy deficyt 2 mln pracowników. Potrzebujemy ulgi, która będzie ten deficyt uśmierzała. Oczywiście jednym ze sposobów jest przyciąganie pracowników z innych części świata, ale widzimy na Zachodzie, że ma to też koszty społeczne. Jeśli polskie firmy mają utrzymać konkurencyjność produkcyjną, to robotyzacja jest jedynym rozwiązaniem – podkreśla wiceminister Mazur.

Polskie wskaźniki robotyzacji nie tylko odbiegają od unijnej średniej, ale także od niektórych krajów postkomunistycznych.



Choć w ostatnim czasie nieco się u nas pod tym względem poprawiło, to 42 roboty przypadające na 10 tys. osób zatrudnionych w produkcji przemysłowej nie robi wrażenia. Dla porównania: w Niemczech wynosi ona 338, przy średniej unijnej na poziomie 114. Wyprzedzają nas też wyraźnie nasi południowi sąsiedzi, u których licznik robotów na 10 tys. pracowników przemysłowych dobił już do 135. Tak wynika z raportu Międzynarodowej Federacji Robotyki (IFR) z jesieni 2019 roku.

Odliczenie od podstawy opodatkowania 50 proc. kosztów kwalifikowanych związanych z inwestycjami w robotyzację dotyczyć ma zakupu lub leasingowania nowych robotów, osprzętu, oprogramowania i szkoleń dla pracowników.

- Współczynnik robotyzacji nie jest celem samym w sobie. Celem jest zwiększenie produktywności polskich firm - mówi wiceminister Mazur.

Projekt ulgi zakłada, że w pierwszym roku jej obowiązywania (czyli w roku 2021) będzie można wykorzystać tylko pulę 150 mln złotych.

- Firmy nawzajem się podpatrują... Jeśli ktoś zobaczy, że konkurent wdrożył u siebie robota, to może w kolejnym roku będzie chciał takiej inwestycji również i w swoim zakładzie. To będzie efekt kuli śniegowej. Dlatego w pierwszym roku zakładamy mniejsze wykorzystanie tej ulgi. W kolejnych będzie z tym lepiej - prognozuje wiceszef resortu rozwoju. 

Nie jest tajemnicą, że ci, którzy skorzystają z ulgi na robotyzację, muszą liczyć się z kontrolami skarbówki. Jak podkreślają w resorcie rozwoju, chodzić ma nie o szukanie firm do ukarania, lecz o wyłapywanie niewłaściwego korzystania z ulgi.

To podobny mechanizm, jak ten stosowany jest przy okazji ulgi na badania i rozwój, z której korzysta niespełna 1/4 firm w Polsce. Czemu tak mało? Bo przepisy nie są do końca jasne i przedsiębiorcy często wolą nie ryzykować, że fiskus po kontroli nałoży karę.

Z robotyzacją ma być lepiej, bo materia jest mniej skomplikowana. - Ulga jest tylko pewnym elementem. Połączenie dobrego systemu podatkowego i know-how z transferem wiedzy – to da dopiero efekt! Ten proces musimy napędzać. Miarą sukcesu nie jest to, żeby kogokolwiek pozbawiać pracy. Miarą sukcesu jest to, by wykorzystać te roboty tak, jak kiedyś wykorzystywało się maszynę parową: by zwiększyć efektywność pracy. Dzięki temu mamy miejsce na większą kreatywność, na większą sprzedaż i na większy zysk - podsumowuje Krzysztof Mazur.

W „Rządowej ławie” wiceminister zapowiada, że ustawa zostanie skierowana do Sejmu w październiku, a z ulgi będzie można skorzystać od 1 stycznia 2021 roku.
×

KOMENTARZE (1)

Do artykułu: Nie starczyło na automatyzację. „Robotyzacja jedynym rozwiązaniem na utrzymanie konkurencyjności”

  • Obszerny komentarz, dużo nawiązujący do tematu a czasami niekoniecznie 2020-09-19 04:05:40
    „Robotyzacja jedynym rozwiązaniem na utrzymanie konkurencyjności” - Jak się będzie przyzwyczajać ludzi do tego, że każdą nawet błahą rzecz, będzie można za nich zrobić, a nawet myśleć za ludzi celem podpowiedzenia rozwiązań, używając do tego algorytmów to w istocie wywoła to więcej szkód aniżeli pożytku, okaże się, że wszystko ludziom będzie mogło sprawiać trudność w przypadku braku pomocy ze strony robota czy też algorytmu. Ponadto zaniknie poczucie szacunku do prac manualnych, powtarzalnych, niekiedy rutynowych, a ludzie gorzej wykształceni, którzy często pracowali manualnie czy przy maszynach, jakiś produkcjach przemysłowych, taśmach zwyczajnie mogą zostać bezrobotnymi, bo z myślącymi algorytmami i robiącymi za nich robotami nie mają szans - maszyna i sztuczna inteligencja - one się nawet nie spocą, nie strudzą nadmiarem pracy, na tym polega owa konkurencyjność - że pragnie się wyeliminować człowieka, wraz z algorytmizacją i robotyzacją więcej zawodów niestety może kompletnie zniknąć aniżeli przybyć nowych, praca będzie mniej dostępna, a ci, którzy się nie przebranżowią mogą zostać na lodzie - to jest straszne, a co za tym idzie bezrobocie może w przyszłości urosnąć. "Ulga na robotyzację? 1,1 mld zł na 5 lat do wydania na roboty i oprogramowanie do nich. To - według Ministerstwa Rozwoju - przyczyni się do wielkiego skoku w robotyzacji polskiego przemysłu." - Ten skok może być przekleństwem z perspektywy pracownika( człowiek nie ma szans konkurowania z maszyną), natomiast pracodawcy - dyrektorowi, kierownikowi, szefowi firmy to bez różnicy, a w zasadzie zyskuje - tnie koszty likwidując miejsca pracy( pracownikowi trzeba zapłacić, stworzyć warunki pracy itp. -algorytmy i roboty tego nie potrzebują - maszynom wszystko jedno gdzie pracują, zarabiać nie potrzebują, nie narzekają, nie zadają pytań). Robotyzacja to postęp ale kosztem człowieka i jego zatrudnienia - pracownicy umysłowi( wyższego szczebla, wspominani dyrektorzy, kierownicy, szefowie firm, korporacji, koncernów) są niezagrożeni, problem zaś mają pracownicy szczebla średniego( wykonujący zadania urzędnicze, usługowe, księgowi, pracownicy administracji, itp. - im poniekąd grozi wejście do miejsca pracy robotów i algorytmów) ale najgorzej mają pracownicy szczebla niskiego( wykonujący najwięcej prac manualnych, pracy fizycznej), dlatego, że robotyzacja jest robiona z myślą o tym by powtarzalne, niekiedy rutynowe i dość proste czynności wykonywać. "Chcemy położyć przede wszystkim nacisk na ograniczanie pracy fizycznej" - To jest dokładnie to o czym mówiłem. "Z zaplanowanych 1,1 mld zł na 5 lat, tylko 150 mln zł będzie do „wydania” w pierwszym roku obowiązywania ulgi. Czy to znaczy, że resort nie jest pewny swoich propozycji i częściowo się asekuruje?" - Jest niepewność rynku, heca z pandemią itp., inwestorzy i biznesy dały sobie na wstrzymanie tak jest, a inna sprawa to to, że resort podchodzi do tematu ostrożnie, jakby domyślał się, że jest pewien sceptycyzm i opór przed robotyzacją i algorytmizacją w pracy, by te kwestie wdrażać, toteż nie szarżują, na razie proponując tylko 150mln. "Wiele wskazuje na to, że ulgę na robotyzację uszczuplili urzędnicy z Ministerstwa Finansów, gdy dołączyli do prac nad projektem pisanym w resorcie rozwoju." - Być może mieli jakieś powody. "Sukcesem, choć jeszcze nieprzetestowanym w boju, są same prace nad rozwojem robotyzacji w Polsce" - I raczej na pracach samych to się zatrzymuje, jest niepokój i lęk, bo chodzi o rynek pracownika, by nie wyszło tak, że więcej miejsc i stanowisk pracy zostanie likwidowanych, bo maszynki jak pójdą w obroty to wszystko szybciej i lepiej zrobią, a fizyczny pracownik jakim był i jeszcze odpukać jest człowiek pójdzie do przysłowiowego lamusa. "która – choć mniej popularna niż automatyzacja przemysłu – na pewno wymaga sporych nakładów finansowych. Nakładów często nie branych w ogóle w firmach pod uwagę." - Tu nie tyle chodzi o nakłady finansowe, z tym by jakoś było, a o efekt finalny takiego przemeblowania, swoistej inżynierii przestrzeni miejsca pracy, czy nie byłby to efekt zbyt przytłaczający. Jest naturalny i uzasadniony opór, niechęć i sceptycyzm przed zbyt dużym spłyceniem funkcjonowania miejsc pracy. Kolejna rzecz to kompetencje/kwalifikacje - ktoś kto przez długi czas( co najmniej kilkunastu lat jak nie lepiej) pracował gdzieś i dowiaduje się, że będzie się musiał przebranżawiać i nauczyć nowych umiejętności, czasem nawet kompletnie egzotycznych i niezwiązanych z fachem to ma uzasadniony lęk - trzeba to wiedzieć, że to nie jest tak, że każdy łatwo, zgrabnie i przyjemnie porusza się w cyfrowym świecie i technologii IT, nie da się wszystkich dziedzin życia, zawodów - czegokolwiek by nie było podporządkowywać informatyce, cyfryzacji, programistyce. Z całym szacunkiem do informatyków, specjalistów IT, programistów, inżynierów wykonują trudne i odpowiedzialne zadania i równie trudna jest ich praca i z pewnością ciekawa i różnorodna ale to nie jest tak, że każdy ale to każdy człowiek musi być zakładnikiem tego sztucznie wykreowanego postępu, który jest narzucany, coraz mniej mowy o dobrowolności a coraz bardziej lobbingi: cyfrowy, telekomunikacyjny, technologiczny, bezprzewodowy narzucają wspólnymi siłami rozwiązania, przymuszając do nich ludzi, by się tej inżynierii i modelingu życia podporządkowali bezwzględnie. Należy umieć to dostrzegać, że każdy z nas jest różnorodny - ktoś ma umysł ścisły, ktoś przyrodniczy, ktoś humanistyczny i wreszcie będą te umysły informatyczne( bo to nie jest do końca tak, że jak ktoś jest matematykiem czy fizykiem to już od razu i umie się biegle poruszać w świecie komputerów i smartfonów). Od kilkunastu lat jest pewien wyrafinowany i wyrachowany zarazem schemat działania - ktoś tworzy jakieś rozwiązania/produkty z obszaru cyfrowo-technologicznego( tak było ze smartfonami, wi-fi przykładowo) i je wypuszcza na rynek( nie badając zainteresowania produktem konsumentów), a potem żeby sztucznie wywołać efekt postępu i lawiny zmian używa się socjotechniki w reklamach, mediach by innowacyjne produkty promować, lansować, zachwalać i kogo w tym celu używać? idoli, celebrytów, gwiazdy show-biznesu, influencerów. Efekt tego jest taki, że mniej inteligentna część społeczeństwa łyka wszystko jak pelikan żabę - społeczeństwo informacyjne/cyfrowe w dekadzie 2010-2019, które zwiastowały smartfony( w tym mobilny internet), wi-fi i social media mobilne drastycznie zakorzeniło się w naszej egzystencji, nawet nie zorientowaliśmy się( ja też) jak socjotechnika i psychologia tłumu potrafią zostać użyte przeciwko ludziom. Wmówiono nam pseudo-postęp, że "oczekujemy innowacji", "zmieniamy się" "to postęp" "takie czasy, tak musi być" itp. itd. a my to naiwnie i łatwowiernie przyjęliśmy za dobrą monetę i jakiż to niby był postęp te smartfony, wi-fi i social media? - rozleniwianie, ogłupianie i uzależnianie ludzi przy jednoczesnym ograbianiu ich z czasu, prywatności, zdrowia i wolności. "My, z przyczyn demograficznych, do 2030 roku będziemy mieli na rynku pracy deficyt 2 mln pracowników. Potrzebujemy ulgi, która będzie ten deficyt uśmierzała." - To jest wina wszystkich rządów od zmiany ustroju w Polsce, nie robiły nigdy nic by zachęcać młodych ludzi( na marginesie 500+ też wcale nie jest już tak efektywne jak pierwotnie było) do posiadania dzieci. Niestety winę też tu ponoszą same młode kobiety - robią wszystko by oddać się karierze, samorozwojowi, przyjemnościom, luksusom, materializmowi i konsumpcjonizmowi to i taki tego efekt, że nie rodzą się dzieci wtedy kiedy potrzeba, bo się im wydaje, że wiecznie będą piękne i młode to zwlekają z planowaniem posiadania potomstwa albo są po prostu niedojrzałe emocjonalnie, ale paradoks w tym wszystkim jest taki, że te bezdzietne są również często samotne( nie mają nikogo na stałe). Biologia nie bez powodu tak ukształtowała płcie, że płeć żeńska szybciej dojrzewa od męskiej. W średniowieczu to w wieku 16 lat dziewczyny wychodziły za mąż i posiadały już niekiedy pierwsze dziecko w drodze, niestety wadą jednak była olbrzymia często dysproporcja wiekowa - mężczyzna mógł być nawet ćwierć wieku albo nawet lepiej starszy od swojej wybranki. Mniejsza o średniowiecze, to zbyt zamierzchłe czasy - idźmy do XX wieku - czasy czy to przed czy wojenne czy powojenne to jak to wszystko wyglądało - dziewczyny 18, 19 lat już były mężatkami, najstarsze w porywach 21, 22, natomiast w przypadku chłopaków różnica wieku względem wybranki wynosiła kilka lat - mężczyźni żenili się mając od 23( rzadko) do 25 lat, ale najczęściej jednak wiekiem ożenku było te co najmniej 25 lat, 26 do 28 lat( maksymalnie). To wszystko było wtedy normą - dziewczyny były młode, zdrowe i niezniszczone życiem toteż mogły rodzić dzieci, zaś młodzi panowie dzięki temu, że byli starsi o kilka lat od swoich wybranek to idealnie uzupełniali się nawzajem z nimi( mężczyźni powiada się, że dojrzewają - a przynajmniej od strony umysłowej nawet do 25 roku życia). Dziewczyny były nauczone robienia w domu, nie robiły w ogóle z tego tytułu łaski, że trzeba coś posprzątać, zrobić obiad dla męża/rodziny, uprać, uprasować, pozmywać, zająć się małymi dziećmi( jak trochę podrosły to oczywiste, że rodzice wówczas wspólnie wychowują, natomiast małym dzieckiem zajmuje się matka) - m.in w sprzątaniu owszem mężczyzna mógł wspomóc kobietę, jednakże rolą mężczyzny było zupełnie co innego - ciężka praca na utrzymanie rodziny, niekiedy narażanie swojego życia i zdrowia, niezła harówka, która dawała w kość. I tak to właśnie dobrze się zgrywało - o wewnętrzne bezpieczeństwo( od strony domu) dbała kobieta - pani domu, gospodyni, żona, matka z prawdziwego zdarzenia, powód do dumy i uznania - i pracy miała po brzegi - na nudę narzekać nie mogła i na zajmowanie się mało wnoszącymi do życia kwestiami, jak jeszcze w tym wszystkim znajdowała czas na własną pracę( jeśli miała oprócz tych wielu obowiązków) to naprawdę miała do wiwatu. Ale widziała w tym wszystkim sens - bo nie musiała się martwić o byt materialny rodziny, tym miał się zająć mężczyzna, pracować czy to fizycznie czy intelektualnie, czy narażać swoje życie i zdrowie czy tworzyć jakieś wynalazki, sztukę czy jeszcze co innego. On robił swoje, ona robiła swoje - i każdy miał z takiej relacji korzyści. I było miejsce na zrozumienie siebie nawzajem, na namiętność( zdążyli za sobą zatęsknić - nie było sms-owania czy dzwonienia tylko cierpliwe oczekiwanie na powrót) i wszystko grało. W obecnych czasach bardzo wiele rzeczy jest kompletnie powywracanych do góry nogami i niestety w relacjach damsko-męskich też tak jest, walki o równouprawnienie, feminizm, wyzwolenie kobiet - ogólnie mówiąc ostatnią dekadą było bardzo źle. "Oczywiście jednym ze sposobów jest przyciąganie pracowników z innych części świata, ale widzimy na Zachodzie, że ma to też koszty społeczne." - To my tak robimy m.in z Ukraińcami, Białorusinami, Rosjanami - często własnym krajanom nie damy zarobić a miejsca pracy zapełniamy obywatelami z krajów sąsiednich( ale nie tylko, bo są też osoby z Azji). W zacytowanym stwierdzeniu dużo jest prawdy. "Jeśli polskie firmy mają utrzymać konkurencyjność produkcyjną, to robotyzacja jest jedynym rozwiązaniem" - jeśli nawet, to należałoby to zrobić z głową, ostrożnością, umiarem/rozsądkiem, by nie było efektu wylania dziecka z kąpielą. "Polskie wskaźniki robotyzacji nie tylko odbiegają od unijnej średniej, ale także od niektórych krajów postkomunistycznych." - to się zgadza. "Choć w ostatnim czasie nieco się u nas pod tym względem poprawiło, to 42 roboty przypadające na 10 tys. osób zatrudnionych w produkcji przemysłowej nie robi wrażenia. Dla porównania: w Niemczech wynosi ona 338, przy średniej unijnej na poziomie 114. Wyprzedzają nas też wyraźnie nasi południowi sąsiedzi, u których licznik robotów na 10 tys. pracowników przemysłowych dobił już do 135. Tak wynika z raportu Międzynarodowej Federacji Robotyki (IFR) z jesieni 2019 roku." - No faktycznie trochę daleko jesteśmy, odstajemy, ale ja bym się zbytnio nie przejmował, szczególnie źle nam bez tego nie było, dawaliśmy jakoś radę. "Współczynnik robotyzacji nie jest celem samym w sobie. Celem jest zwiększenie produktywności polskich firm" - może i nie jest celem samym w sobie, ale z tym zwiększeniem produktywności to bym nie powiedział - z jednej strony produktywność może i wzrosłaby w jakiś sposób ale z drugiej strony nie obyłoby się to przy dużym wzroście bezrobocia -powód? niezdolność do przebranżowienia się pracowników, choćby ze względu na wiek. Młodsi pracownicy, którzy odpowiednio przeszkoleni by byli jeszcze daliby sobie jakoś radę, natomiast starsi, którzy przynajmniej kilkanaście lat pracowali w jakiejś branży/zawodzie będą mieli trudności. "Projekt ulgi zakłada, że w pierwszym roku jej obowiązywania (czyli w roku 2021) będzie można wykorzystać tylko pulę 150 mln złotych." - Takie badanie przydatności, czy ktoś z tego skorzysta, to jest eksperyment, czy to chwyci. "Firmy nawzajem się podpatrują... Jeśli ktoś zobaczy, że konkurent wdrożył u siebie robota, to może w kolejnym roku będzie chciał takiej inwestycji również i w swoim zakładzie. To będzie efekt kuli śniegowej." - Zachowałbym dużą dozę dystansu i wstrzymał z określeniem tego jako efektu kuli śniegowej. Wciąż jest duża niepewność i wahania, poza tym firmy jak na razie cieszą się z obecnego stanu rzeczy, nastroje są raczej w przewadze "wolę jest tak jak dotychczas było". "Dlatego w pierwszym roku zakładamy mniejsze wykorzystanie tej ulgi. W kolejnych będzie z tym lepiej" - Być może coś tam będzie lepiej, ale nie zawsze i nie wszędzie, w Polsce w ogóle jeśli chodzi o cyfrowo-technologiczne zmiany to szczęśliwie dominuje konserwatywne podejście, takim jesteśmy narodem, że jednak wolimy siłę prostoty, tradycji, umiaru i zdrowego rozsądku, toteż nie czujemy się zbyt dobrze i komfortowo w natłoku zmian, a bardziej zmęczeni i przytłoczeni. "Nie jest tajemnicą, że ci, którzy skorzystają z ulgi na robotyzację, muszą liczyć się z kontrolami skarbówki. Jak podkreślają w resorcie rozwoju, chodzić ma nie o szukanie firm do ukarania, lecz o wyłapywanie niewłaściwego korzystania z ulgi." - To oczywiste. "Miarą sukcesu nie jest to, żeby kogokolwiek pozbawiać pracy." - Tyle, że w przypadku robotyzacji i algorytmizacji, pozbawianie pracy może być zjawiskiem bardzo dużym, a to sukcesu raczej nie powróży. "Miarą sukcesu jest to, by wykorzystać te roboty tak, jak kiedyś wykorzystywało się maszynę parową: by zwiększyć efektywność pracy." - porównanie nietrafione, a czemu? W czasach maszyny parowej, rewolucji przemysłowej i kolejnych innych rewolucji industrialnych na przestrzeni wieków nigdy ale to nigdy nie było czegoś takiego, żeby rozwiązania techniczne robiły czy też dodatkowo myślały za ludzi, więc mamy dowód na to, że mówiąc wprost- przesadzamy z postępem, jego nadmiar w istocie może być zgubą dla nas samych. W dawnych i odległych czasach - zasada była zawsze ta sama - postęp ma pomagać ludziom a nie ich wyręczać i kolejna to, że postęp ma służyć ludziom( i człowiekowi każdemu z osobna) a nie ludzie postępowi, a w czasach jakich żyjemy niestety od dłuższego już czasu jest tak, że mamy podporządkować nasze życie i funkcjonowanie dyktatowi sztucznie kreowanego postępu - na zasadzie dostosuj się lub giń. W obecnej tzw. rewolucji przemysłowej efektywność pracy może i ulec zwiększeniu jednak odbędzie się to niestety kosztem likwidowania większość miejsc i stanowisk pracy - po prostu dlatego, że zmierzamy ku zasadom - nie myśl, bo algorytmy pomyślą za ciebie i wskażą rozwiązanie, nie rób - bo roboty za ciebie zrobią. Zmierzamy ku czasom dystopijnym, w których na wszystko będzie miejsce byle jak najmniej dla człowieka i jego relacji z drugim człowiekiem. Co nam po nowoczesnej infrastrukturze, majestatycznych budowlach za olbrzymie pieniądze, futuryzmowi, który ogarnie naszą rzeczywistość jak czasy będą kompletnie bez smaku, fantazji, wrażliwości, sensu, rzeczywistość stanie się koszmarnie zimna i nieludzka, przesiąknięta do granic cyfrowo-technologicznymi aspektami. Sami zdamy sobie sprawę, że wszystko( a przynajmniej znaczącą większość) z dziedzin cyfrowo-technologiczno-telekomunikacyjnych co nam było potrzebnych do życia i funkcjonowania to już mamy i mieliśmy w dekadzie 2000-2009. Trzeba umieć to dostrzec, że rewolucja rozbrykała się za bardzo. W zupełności do kontaktu krótka rozmowa/sms-y wystarczyły komórki zwykłe sieci 2G i 3G, a na mieście budki telefoniczne( na drobne lub też kartę abonamentową doładowywaną okresowo w kiosku) a w domach kablowe telefony stacjonarne( pogardzane a niepotrzebnie - wystarczyło tylko zablokować numery nieznane by telefon nie dzwonił jak szalony, telefon taki był praktyczny, zdrowy, wygodny). W zupełności internet wystarczał tam gdzie potrzeba - w domu i miejscu pracy na kablu w komputerze. Smartfony i wi-fi były i są kategorycznie wynalazkami zbędnymi, niepotrzebnymi i szkodliwymi - powinny być delegalizowane, eliminowane, likwidowane, zakazywane itp. Kompletnie zbędne i niepotrzebne są social media - od tego był dawniej aparat by można było robić zdjęcia celem wywołania ich do albumu a filmiki robione by móc sobie zgrać na CD - w sieci nic nie powinno się błąkać, jedyne social medium to życie. Rewolucja w latach 2010-2019 jaką zwiastowały smartfony, wi-fi, social media była niepotrzebna kompletnie, to były zbędne inwigilacyjno-niewolnicze dodatki, zastawione na naiwnych i łatwowiernych ludzi sidła. Niepotrzebne są te zabawy z tymi biometriami - po co dawać swoje skany oka, twarzy, palca, dłoni, głosu? W żadnym wypadku, unikalne cechy należy zachować dla siebie, po cóż komuś zbierać to, nie wiedząc w jakich celach będzie to wykorzystane? Ano właśnie. A po tym wszystkim nie daj chipy jakie? - Litości, niewolnictwa i inwigilacji rodem z science-fiction nikt nie zamawiał. Bezgotówkowość? Dajmy spokój, kartą jak już to można płacić okazyjnie, sporadycznie, natomiast zawsze i wszędzie pełnoprawnym środkiem płatniczym jest gotówka - to wolność i niezależność finansowa od banków, nie muszą one wiedzieć, co, gdzie, ile, kiedy kupujemy na wyciągach z rachunku, by potem sobie nas móc profilować, badając preferencje i przyszłe decyzje - nic z tych rzeczy. I żadnego 5G i internetu rzeczy - to jeszcze większe draństwo, oszustwo i obrzydzenie życia jak te smartfony i wi-fi. Naprawdę dosyć. "Dzięki temu mamy miejsce na większą kreatywność, na większą sprzedaż i na większy zysk" - Robotyzacja kreatywności na pewno nie zwiększy( kreatywnością to co najwyżej będą musieli się wykazać projektanci takich urządzeń/maszyn), natomiast sprzedaż napędzić może to i owszem, a co za tym idzie zysk, jednak beneficjentami zmian będą pracownicy najwyższego szczebla( dyrektorzy, kierownicy, szefowie firm) - wdrażając roboty obetną koszty utrzymania pracowników, zrezygnują z zapleczy socjalnych, nie będą musieli wypłacać wynagrodzenia, natomiast najbardziej stratni będą pracownicy najniższego szczebla - fizyczni, wykonujący często prace rutynowe, powtarzalne, w halach produkcyjnych, na taśmach, w warsztatach - to im roboty będą najbardziej zagrażać możliwością wyparcia z rynku pracy.

PISZESZ DO NAS Z ADRESU IP: 3.234.254.115
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum
WNP - Portal gospodarczy

Drogi Użytkowniku!

W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych możemy przetwarzać Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. O celach tego przetwarzania zostaniesz odrębnie poinformowany w celu uzyskania na to Twojej zgody. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane dodatkowo jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.

Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).

Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.

Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl.

Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o.

Logowanie

Dla subskrybentów naszych usług (Strefa Premium, newslettery) oraz uczestników konferencji ogranizowanych przez Grupę PTWP

Nie pamiętasz hasła?

Nie masz jeszcze konta? Kliknij i zarejestruj się teraz!